Dekret ten musi jeszcze być zatwierdzony przez Kongres Deputowanych (izbę niższą parlamentu) w przyszłym tygodniu. Wicepremier Elena Salgado uważa, że układ sił w parlamencie gwarantuje przywrócenie podatku.

"Podatek dla bogaczy" obowiązywał już w Hiszpanii wcześniej, ale w 2007 r. został zawieszony przez ten sam socjalistyczny rząd Jose Luisa Zapatero. Piątkowy dekret przywraca podatek, ale ze zmianami.

Przede wszystkim ze 108 tys. do 700 tys. euro podniesiono próg wartości majątku, od którego trzeba płacić dodatkowy podatek. Zwiększono również ze 150 tys. do 300 tys. maksymalną zwolnioną od podatku wartość nieruchomości - miejsca stałego zamieszkania.

Według rządu podniesienie progów gwarantuje, że podatek nie uderzy w hiszpańską klasę średnią. Właśnie argument nadmiernego obciążenia tej warstwy społecznej był przyczyną zawieszenia "podatku dla bogaczy" w 2007 r.

Przywróceniu podatku przeciwstawiała się opozycyjna Partia Ludowa (PP), której zdaniem podatek nie rozwiąże problemu zadłużenia.

Prezes Banku Santander i jeden z najbogatszych ludzi w Hiszpanii Emilio Botin również wyraził negatywną opinię na temat podatku. "Mówiłem to już raz i teraz powtarzam: ponowne nałożenie tego podatku wydaje mi się bardzo złym posunięciem" - powiedział.

"Są miliony Hiszpanów, którzy chcieliby płacić ten podatek" - odpowiedział na krytykę rzecznik rządu Jose Blanco. Przekonywał na konferencji prasowej, że w czasie kryzysu sprawiedliwiej jest prosić o wyrzeczenia tych, którzy posiadają najwięcej, niż obcinać fundusze przeznaczone na publiczną edukację. Podkreślił, że dodatkowo obciążonych będzie "zaledwie 6 proc. spośród milionów podatników" - w sumie ok. 160 tysięcy obywateli.

Stawka "podatku dla bogaczy" będzie wahać się w granicach od 0,2 do 2,5 proc., w zależności od wielkości majątku podatnika. Rząd spodziewa się uzyskać w ten sposób dodatkowy miliard euro rocznie. Pieniądze te mają pomóc Hiszpanii w walce z kryzysem ekonomicznym.