W maju 2011 r. Niemcy otworzą rynek pracy dla Polaków i innych obywateli nowych krajów Unii Europejskiej. Według ekspertów może to spowodować odpływ specjalistów do tamtejszych firm.

Marek Grodziński, członek zarządu Capgemini Polska, wiceprezes ABSL, podkreśla, że jak wskazują analizy Manpower, już teraz 29 proc. firm zza Odry ma problem z obsadzeniem stanowisk. Dlatego też niemieckie agencje headhunterskie coraz bardziej interesują się polskimi pracownikami, w tym z dziedziny finansów i księgowości.

Krystian Bestry, dyrektor zarządzający Infosys BPO Europe, wiceprezes ABSL, uważa, że otwarcie rynku pracy zaostrzy konkurowanie o pracownika. Dlatego też eksperci obawiają się fali emigracji podobnej do tej związanej z otwarciem brytyjskiego rynku pracy.

– Wielu młodych Polaków tuż po studiach decyduje się na kilkuletnią emigrację. Tacy pracownicy są mobilni i chętnie zdobywają doświadczenie zawodowe za granicą – twierdzi ekspert.

Marek Grodziński podkreśla również, że politycy niemieccy prześcigają się w pomysłach, jak przyciągnąć cudzoziemców do Niemiec. Pojawiają się propozycje premii powitalnej dla imigrantów czy systemu punktowego preferującego obcokrajowców o wysokich kwalifikacjach. Niemieckie ministerstwo oświaty rozpoczęło intensywne prace nad ustawą, która ma ułatwić uznawanie zagranicznych dyplomów i certyfikatów oraz podejmowanie legalnej pracy przez cudzoziemców przebywających w Niemczech na stałe.

Ratunkiem w tej sytuacji dla polskich centrów poszukujących wykwalifikowanych pracowników może być otwarcie polskiego rynku pracy dla obywateli Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy. Od 1 stycznia mogą oni pracować w Polsce bez zezwolenia na pracę.

– Otwarcie się na pracowników ze Wschodu może przyczynić się do dalszego umacniania pozycji Polski jako atrakcyjnej lokalizacji dla centrów usług i być zastrzykiem cennych kompetencji, których u nas powoli zaczyna brakować – podkreśla Krystian Bestry.