W ubiegłym tygodniu PiS zaproponował wprowadzenie podatku, który płaciłyby banki, zamiast podwyżki stawki VAT z 22 na 23 proc. Według polityków PiS, dałoby to większe środki do budżetu i nie uderzałoby finansowo w społeczeństwo.

Premier propozycję tę nazwał "bałamutną". "W przeciwieństwie do PiS-u, my rozumiemy, że pieniądze w bankach, to są pieniądze obywateli" - powiedział premier.

"Przypominam też, że w tych państwach europejskich, w których nałożono taki podatek, albo rozważa się jego nałożenie, rok temu czy dwa lata temu, te państwa włożyły gigantyczne pieniądze w banki. Wpompowano w nie miliardy, setki miliardów euro i teraz chce się tak nieśmiało procencik z tego odzyskać" - dodał. Wyjaśnił, że Polska i Polacy nie mają potrzeby odzyskania pieniędzy z banków, ponieważ w czasie kryzysu banki w Polsce okazały się stabilne, nie ma też w naszym kraju poczucia, że banki okradły klientów.

Premier przyznał jednak, że rząd prawdopodobnie wprowadzi ustawę wzorowaną na rozwiązaniach brytyjskich. Wyjaśnił, że w Wielkiej Brytanii nałożono taki podatek, jednak "bardzo ostrożny". Tłumaczył, że nie będzie dotyczył on obrotu, nie będzie opodatkowaniem transakcji. Zapewnił, że rząd zrobi wszystko, by nie zagrażało to kondycji banków, "nawet jeśli będzie pewną dokuczliwością".

"Będziemy proponowali rozwiązanie bezpieczne dla klientów banków"

"Nie mamy wrażenia, żeby banki zbiedniały w ciągu ostatniego czasu. Jeśli proponujemy wszystkim - takie lekkie zaciśnięcie pasa i powściągnięcie swoich apetytów - to powinno rzeczywiście dotyczyć wszystkich, także banków. Ale nie chcemy - tak jak na to wskazuje atmosfera w niektórych państwach - żadnej nagonki na banki" - zaznaczył szef rządu.

Zapowiedział, że w tej sprawie "należy spodziewać się bardzo powściągliwych propozycji, dających pewną korzyść z punktu widzenia publicznego, ale do przeżycia dla banków". "Będziemy proponowali rozwiązanie bezpieczne dla klientów banków, niezbyt dokuczliwe dla banków i przynoszące pewną korzyść z punktu widzenia budżetu państwa" - powiedział premier.

Zaznaczył jednak, że te korzyści nie będą bardzo znaczące. Dodał, że nie ma się co łudzić, że przyniesie to budżetowi "wielomiliardowe przypływy gotówki".