MAREK BYTOF

doradca podatkowy w kancelarii Taxways

Przyczyną ma być zwolnienie z opodatkowania dostawy przez techników protez dentystycznych oraz sztucznych zębów. To może oznaczać tylko jedno. Brak możliwości obniżenia podatku należnego o kwotę podatku naliczonego. Ktoś będzie musiał zapłacić za podatek naliczony. Oczywiście ostatecznie klient. Wzrost cen jest nieuchronny, twierdzą technicy.

Wzrost cen może i jest nieuchronny, jednak diagnoza przyczyn skądinąd nietrafna. Bez względu na to, czy zwolnienie będzie czy też nie, skutek ekonomiczny dostawy nie ulegnie pogorszeniu. Obecnie technicy dentystyczni stosują cenę brutto, w której uwzględniono 7 proc. podatku należnego. Od podatku należnego odejmuje się podatek naliczony, który technik sam zapłacił w cenie nabytych z zewnątrz towarów i usług. Ewentualna nadwyżka trafia do urzędu skarbowego. Z dniem wejścia w życie nowelizacji ustawy o VAT ceny rzecz jasna nie spadną. Część dotychczasowej cenny brutto, w części przypadającej na podatek, posłuży do zamortyzowania podatku naliczonego w cenie nabytych przez technika towarów i usług. Ewentualna nadwyżka trafi do kieszeni technika. Zatem jeżeli ceny wzrosną, to z innych powodów niż podatkowe. Chyba że fiskus zechce zastosować art. 91 ust. 7 ustawy o VAT. Przepis ten stanowi, że podatnik ma obowiązek korekty podatku naliczonego, jeśli wcześniej odliczył ten podatek w całości, a następnie zmieniło się to prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego od tego towaru lub usługi. Przywołanego przepisu protetycy obawiają się może najbardziej. Korekta dotyczy towarów i usług nabytych jeszcze w roku 2007, a w konkretnych przypadkach może być rozłożona nawet na dziesięć lat. Dlatego postulują, by minister finansów w drodze rozporządzenia wprowadził zwolnienie z obowiązku dokonywania korekty.

Co zrobi minister, nie wiadomo. Jednak postulat rozporządzenia zwalniającego jest chybiony. Owszem, niby istnieje potrzebna kompetencja ustawowa, tyle że w przypadku protetyków trudno dopatrzeć się przesłanek uzasadniających wydanie stosownego aktu. Ten wątek pozostawię wszak bez dalszej refleksji. Co innego w sprawie jest ważne. Umów należy dotrzymywać - mawiali Rzymianie. Umów powinno dotrzymywać także państwo. To m.in. dlatego prawo nie powinno działać wstecz. Stąd też, jeśli nowe prawo wchodzi w życie od 1 stycznia 2008 r., to podatnicy działający w roku poprzednim nie powinni ponosić negatywnych konsekwencji. Na tym fundamencie państwa prawnego powinno opierać się stosowanie prawa. Właśnie: stosowanie, a nie tworzenie. Interpretacja, a nie rozporządzenie. Jeśli minister wyda rozporządzenia, to usankcjonuje dotychczasową filozofię. Filozofię taką, że źródłem wszelkiej łaski jest organ państwa pozostający poza kontrolą obywateli. Jeśli minister wyda korzystną interpretację, to potwierdzi coś, co kiedyś było oczywiste - przywilej wynika wprost z ustawy. Owa interpretacja nie wymaga specjalnej ekwilibrystyki intelektualnej. Wystarczy zwrócić uwagę na pewien drobiazg. Otóż prawo, o którym mowa w art. 91 ust. 7 ustawy o VAT, nie zmieniło się. Zmienił się jedynie przepis, mocą którego podatnika pozbawiono jego prawa. To nie to samo. I jeszcze jedno. Potrzebna jest wola. Polityczna, rzecz jasna

(EM)