Po raz pierwszy w dwudziestoletniej historii samorządy muszą się zmierzyć z sytuacją malejących wpływów, głównie podatkowych. Im bardziej budżet miasta jest uzależniony od wpływów podatkowych, tym bardziej odczuwa skutki spowolnienia gospodarczego. Najlepszym przykładem jest Warszawa, której łączny udział dochodów z podatków dochodowych: od osób fizycznych i prawnych, podatku od czynności cywilnoprawnych i majątkowych własnych wynosi ponad 50 proc. całego budżetu. Udział subwencji i dotacji w budżecie wynosi natomiast 13,7 proc.

To właśnie zależność budżetu miasta stołecznego od koniunktury gospodarczej jest powodem spadku wpływów. Miasto prognozuje, że w tym roku do miejskiej kasy wpłynie mniej o ponad 842 mln zł, niż planowano: 556 mln zł mniej z PIT, 70 mln zł mniej z CIT oraz 216 mln zł mniej z PCC.

W innych miastach jest podobnie, chociaż skala spadku jest mniejsza. Przykładowo łączny ubytek dochodów w tym roku z PIT, CIT i PCC w Krakowie wyniesie 192 mln zł w Poznaniu 148 mln zł, w Gdańsku 139 mln zł, a we Wrocławiu 117 mln zł.

Jak poinformowało z kolei Ministerstwo Finansów, prognozowana kwota wpływów z podatku dochodowego od osób fizycznych, która stanowi podstawę do naliczania udziałów jednostek samorządu terytorialnego, wyniesie w tym roku 52 mld zł, co oznacza, że jest niższa o 14,5 proc. od kwoty prognozowanej przez resort na koniec zeszłego roku. To z kolei oznacza, że do samorządów łączne wpływy z tytułu udziału w PIT będą niższe o 4,3 mld zł. Do gmin wpłynie łącznie o 3,2 mld zł mniej, do powiatów o 911 mln zł, a do województw o 143 mln zł.

Procentowy spadek wpływów z CIT będzie jeszcze większy i może wynieść 27,5 proc. (pamiętajmy, że są to prognozy Ministerstwa Finansów, a nie dane z wykonania budżetów).

Wpływ gospodarki

Finanse jednostek samorządu terytorialnego w mniejszym lub większym stopniu są zależne od koniunktury w gospodarce. Wpływy z podatków zależą z kolei od wysokości stawek, podstawy opodatkowania, czyli głównie poziomu wynagrodzeń, oraz liczby podatników. Od początku tego roku obowiązują dwie podstawowe stawki PIT: 18 i 32 proc. Stosowane są one już teraz, bowiem płatnicy przekazują zaliczki na podatek dochodowy od osób fizycznych do urzędów skarbowych. Obniżka podatków dochodowych jest więc jedną z przyczyn spadku dochodów z PIT, a co za tym idzie kwoty, jaka jest przekazywana samorządom. Ponadto maleje przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej oraz poziom zatrudnienia. Oznacza to więc, że podatnicy mniej zarabiają, a niektórzy stracili pracę. To przekłada się oczywiście na poziom ich dochodów, które stanowią podstawę opodatkowania PIT. Kolejną informacją, która niekorzystnie wpływa na dochody podatkowe, jest spadek PKB. Te wszystkie czynniki spowodowały zatem spadek dochodów miast, gmin, powiatów i województw. Kryzys najbardziej odczuwają jednak duże miasta, w których jest najwięcej podatników podatku dochodowego od osób fizycznych oraz firm. Wpływy podatkowe sięgające 50 proc. budżetu, jak w przypadku Warszawy, to powód do zadowolenia w okresie wzrostu gospodarczego i wzrostu wynagrodzeń, ale także powód do zmartwienia w okresie kryzysu. Mniejsze miasta i gminy nie odczuwają w takim stopniu zmian koniunktury. Przykładowo udział dochodów z PIT, CIT i PCC w gminie Baranów w powiecie grodziskim wynosi 21, 2 proc., a udział subwencji i dotacji prawie 52 proc.

Spadają wydatki

Mniejsze dochody oznaczają również mniejsze wydatki. Oczywiście jednostki mogą zadłużać się, ale tylko do pewnego momentu (ustawowe limity zadłużenia i spłaty długu). Poza tym zaciągnięte w tym roku długi trzeba spłacić w przyszłych latach, co również obciąża budżet.

O ile jednak ograniczenia wydatków bieżących nie są zwykle dotkliwe dla mieszkańców, o tyle ograniczenia wydatków inwestycyjnych mogą takie być. Miasta robią wiele, aby nie rezygnować z inwestycji, ale nie uniknęły cięć. Przykładowo w tym roku Wrocław zmniejszy wydatki o ok. 170 mln zł, Gdańsk o 58 mln zł, a Poznań o 24 mln zł.