Opodatkowanie transakcji finansowych dokonywanych w wymiarze globalnym mogłoby ograniczyć spekulację na walutach i ryzykowne transfery kapitału – to jeden z pomysłów Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) na walkę ze skutkami światowego kryzysu gospodarczego.

Zdaniem Marka Wołosa, dyrektora departamentu doradztwa i analiz TMS Brokers, ewentualne wprowadzenie tego podatku najbardziej odczują drobni klienci, a więksi i bogatsi, w tym instytucje finansowe, zawsze znajdą obejście tego mechanizmu.

– W związku z tym, że ten podatek dotyczy całego rynku finansowego, nie tylko papierów wartościowych i walut, lecz także bezpośrednich inwestycji kapitałowych, trudno jest jednoznacznie wyróżnić transakcje, które miałyby zostać objęte tym podatkiem – dodaje ekspert.

W opinii analityka mogłoby to mieć negatywny wpływ m.in. na fuzje i przejęcia. W świetle globalnych inwestycji bezpośrednich, w tym dotyczących Polski, taki podatek mógłby przynieść więcej szkód niż korzyści. Co więcej, kraje, w których dokonuje się największy obrót kapitału niekoniecznie jednomyślnie muszą poprzeć tę koncepcję.

– Nie po to zachodnie rządy ratowały banki, przekazując im gotówkę, żeby teraz nałożyć na nie kolejny podatek. Trudno sobie też wyobrazić, aby przystały na nią Chiny, dla których rynki kapitałowe są przecież kołem zamachowym gospodarki – stwierdza Marek Wołos.

Również zdaniem ekonomisty, prof. Feliksa Grądalskiego ze SGH, wprowadzenie tego podatku nie byłoby korzystne dla gospodarki.

– Obecnie trzeba raczej chronić kapitał, a nie uderzać w niego podatkami. Kryzys był spowodowany nierozsądną polityką pieniężną oraz fiskalną i dlatego dodatkowe obciążanie podatkami kapitału jest nie na czasie. Dobro budżetów państwowych nie jest jedynym dobrem gospodarki. Im mniejszy budżet, tym bardziej efektywne państwo – stwierdza Feliks Grądalski.

Koncepcja tego podatku, która nawiązuje do słynnej idei podatku Tobina, ma być dyskutowana na najbliższym szczycie Grupy G-20 skupiającej najbogatsze kraje świata oraz UE. Zdaniem SPD stawka podatku miałaby wynosić od 0,01 do 0,05 proc. transakcji.