Jak to możliwe, że akt prawny zaczyna obowiązywać za wcześnie? Otóż co do zasady przepisy wprowadzające KAS weszły w życie 1 marca. Ale ustawodawca 24 lutego stwierdził (co też wyraził w uchwalonej tego dnia ustawie), że kilka z nich – na szczęście niedotyczących przeciętnego podatnika – musi wejść w życie już 27 lutego. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że w tym przebiegłym planie nie połapały się służby prezydenta.

Głowa państwa złożyła podpis pod ustawą 27 lutego, w ciągu dnia. Błyskawicznie dokument przekazano do publikacji. W efekcie tuż o godz. 17.09 ukazał się on w Dzienniku Ustaw. Konia z rzędem jednak temu, kto mi wyjaśni, jaki stan prawny mieliśmy od pierwszej sekundy 27 lutego aż do godz. 17.09. Z jednej strony ustawa nieopublikowana, więc nie obowiązuje. Z drugiej, gdy już w Dzienniku Ustaw się znalazła, obowiązywać zaczęła. Wychodzi na to, że z mocą wsteczną.

Oczywiście nie byłoby żadnego kłopotu, gdyby posłowie nie wpisali daty dziennej do ustawy nowelizującej ustawę, która jeszcze nie weszła w życie (sic!). Gdyby stwierdzili, że przepisy wchodzą w życie dzień po publikacji.

Minister rozwoju i finansów uznał, że sytuacja, w której część przepisów o KAS weszła za wcześnie, wymaga naprawy. W związku z tym postanowił najwyraźniej, że inne wejdą zbyt późno. Przez cały niemal dzień 1 marca celnicy byli pozbawieni podstawy prawnej uprawniającej ich do rozliczania ceł, akcyz i podatków. Nie mogli już korzystać z rozporządzenia, które dotychczas stosowali, a nowe czekało dopiero na podpis ministra. Gdyby się uprzeć, można byłoby wykazywać, że tego dnia nie trzeba było płacić wszelkich podatków wymienionych w rozporządzeniu.

Oczywiście sprawa dla przeciętnego podatnika ma wydźwięk teoretyczny, a nie praktyczny. Możemy się jedynie pośmiać z nieudolności polityczno-urzędniczej kasty. I śmiejmy się, póki można. Bo gdy zapuka do drzwi funkcjonariusz KAS i powoła się na przepisy, które wejdą w życie w bliżej nieokreślonej przyszłości, pozostanie już jedynie zgrzytanie zębami.