.Nowa metoda rozliczania podatku od towarów i usług może być drogą najeżoną pułapkami.
Reklama
Ministerstwo Finansów pracuje nad wprowadzeniem split payment – metody rozliczania VAT, w której kupujący towar będzie dzielił płatność na dwie części: kwotę netto, którą zapłaci sprzedawcy, i VAT, który przeleje na rachunek w urzędzie skarbowym. Resort jest jeszcze w fazie analiz, ale jego przedstawiciele chcą, by rozwiązanie weszło w życie najpóźniej w przyszłym roku. Oceniają, że może to być skuteczny sposób na poprawę ściągalności w VAT. Pomysł nie jest nowy. Dyskusje w resorcie prowadzono jeszcze w poprzedniej kadencji, ale koncepcja nie przebiła się jako trudna do zrealizowania. Jej fanów nie było też w pierwszym kierownictwie MF już w rządzie PiS. Uznało ono, że lepiej będzie zainwestować w poprawę analityki i lepsze typowanie do kontroli. Narzędziem miał być centralny rejestr faktur.
Split payment zyskał na znaczeniu po przyjściu do resortu pod koniec ubiegłego roku Pawła Gruzy, który został wiceministrem odpowiedzialnym za poprawę ściągalności podatków. – Podstawowe pytanie, czy przedsiębiorca, który ma stosować dzieloną płatność, będzie mógł to zrobić w prosty sposób. Jeżeli miałoby to być tak, że to przedsiębiorcy musieliby dostosowywać swoje oprogramowanie albo manualnie dzielić przelewy na zapłatę netto i podatek, takie rozwiązanie spotkałoby się z krytyką. Żeby to dobrze zadziałało, systemy przynajmniej głównych polskich banków muszą umożliwić automatyczny podział przelewu na część trafiającą do kontrahenta i tę na rachunek US – ocenia Jan Tokarski z PwC, współautor raportu na temat split payment.

Reklama
Radosław Piekarz, partner w A&RT Rynkowska Kosieradzki Piekarz, mówi, że split payment można wprowadzić dość szybko, jeśli cały ciężar rozliczeń przerzuci się na podatnika. – Tak naprawdę MF wybrało rozwiązanie najwygodniejsze dla siebie. Od strony fiskusa w tym wariancie nie trzeba w zasadzie tworzyć żadnych nowych systemów. Jeśli to on odpowiadałby za poprawność rozliczeń, samo napisanie przepisów nie zajęłoby zbyt dużo czasu – twierdzi Piekarz. Według niego kluczowe byłoby ustalenie, czy nowa metoda obowiązywałaby wszystkie transakcje, czy tylko te powyżej określonej wartości. Pierwszy wariant oznaczałby konieczność prowadzenia elektronicznych rozliczeń dla całości obrotu VAT w gospodarce.
Projekt, nad którym pracuje resort, może być skokiem na głęboką wodę. Split payment działa we Włoszech i w Czechach, ale nie w pełnym zakresie. Włosi ograniczają stosowanie tej metody do rozliczeń z podmiotami publicznymi. U Czechów to rozwiązanie dobrowolne. Polskie MF chce z niej uczynić główną broń w walce z wyłudzeniami, co oznacza, że zakres jej stosowania byłby szerszy. Ryzyko polega na tym, że nie wiadomo, czy nie zaburzy to płynności w firmach. Dziś mogą one prowadzić rozliczenia VAT miesięcznie lub kwartalnie, a przy dzielonej płatności podatek byłby odprowadzany w momencie transakcji. Szczególnie dotkliwe może to być w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw.
– Może warto rozważyć wprowadzenie split payment pilotażowo w jednym z wybranych sektorów gospodarki., żeby się przekonać, jak to działa w praktyce. Być może warto też wespół z Czechami i Austrią powalczyć o możliwość stosowania powszechnego odwróconego VAT. Oba te kraje, w tym Czechy, które przecież mają u siebie podzieloną płatność, uważają, że to najlepszy sposób zapobiegania wyłudzeniom VAT. Mogłoby to być rozwiązanie zastosowane przynajmniej do czasu, gdy uzyskamy pewność co do skuteczności nowego rozwiązania – wskazuje Jan Tokarski.