Trzykrotny wzrost liczby transakcji i wartości podatku rozliczanego miesięcznie – tak przez pierwszy rok rozwijał się split payment.
ikona lupy />
DGP
W lipcu zastosowano podzieloną płatność w ponad 1,83 mln rozliczeń między firmami o łącznej wartości niemal 30 mld zł, a wartość VAT, jaka trafiła na specjalne rachunki używane w podzielonej płatności, wyniosła 7,4 mld zł – wynika z danych opublikowanych przez Ministerstwo Finansów. Rok wcześniej, w pierwszym miesiącu działania split paymentu, liczba operacji wyniosła ponad 648,7 tys., ich wartość 11,3 mld zł, a kwota podatku nie przekroczyła 2,4 mld zł. Z danych ministerstwa wynika, że zasięg podzielonej płatności powiększa się również w innym ujęciu. Kwota VAT, jaka była na specjalnych rachunkach w lipcu, stanowiła 13,9 proc. całego podatku należnego. Na starcie systemu, rok wcześniej, było to jedynie 5,1 proc.
Dla resortu finansów to dowód na to, że split payment działa, skoro jego zasięg jest coraz większy. Od początku ta metoda rozliczania VAT miała przede wszystkim eliminować oszustów z obrotu gospodarczego. Przy podzielonej płatności wyłudzenie podatku jest bowiem bardzo trudne. Split payment działa w ten sposób, że sprzedający towar i usługę dostaje od kupującego jedynie zapłatę netto, zaś kwota podatku trafia na specjalne konto, którym sprzedający może rozporządzać w bardzo ograniczonym zakresie. Przedstawiciele MF mówią, że główny cel, jaki sobie stawiał resort, uruchamiając system, został już osiągnięty: chodziło o stworzenie narzędzia, które będzie zapobiegać nadużyciom, ale też jego konstrukcja będzie na tyle prosta, że podatnicy będą po nie chętnie sięgać.
„Zgodnie z naszymi oczekiwaniami płatności z zastosowaniem mechanizmu podzielonej płatności jest coraz więcej i jesteśmy przekonani, że ten trend utrzyma się w kolejnych okresach. Jesteśmy również zadowoleni z faktu, że od strony technicznej system działa bez najmniejszego zarzutu. Nie pojawiają się żadne informacje o trudnościach z jego stosowaniem. Nie mamy też informacji o problemach z płynnością finansową podatników po tym roku stosowania, co było największą obawą podatników” – napisało nam biuro prasowe MF. Resort twierdzi też, że obecne wyniki stosowania split paymentu są lepsze, niż zakładano, tworząc system. Chodzi zwłaszcza o kwoty VAT, które trafiają na specjalne rachunki, w porównaniu z wartością całego należnego podatku.
„Biorąc pod uwagę wartości bezwzględne: np. udział podzielonej płatności w podatku należnym VAT, który wzrósł z 5 proc. w lipcu 2018 r. do 14 proc. w lipcu 2019 r., można nawet powiedzieć, że są one powyżej zakładanego celu” – stwierdza biuro prasowe MF.
Ministerstwo nie stwierdza tego wprost, ale prawdo podobnie to dotychczasowe efekty stosowania split paymentu były podstawą do dość odważnych prognoz ograniczenia luki w VAT w najbliższych latach. Zgodnie z wieloletnim planem finansowym państwa ograniczenie luki już w przyszłym roku ma dać prawie 7,9 mld zł. A jednym z filarów tego uszczelnienia ma być wprowadzenie obowiązkowego stosowania mechanizmu w niektórych branżach. Od 1 listopada zastąpi on VAT odwrócony, który dziś działa m.in. w obrocie złomem, stalą, elektroniką czy w usługach budowlanych. W sumie ma objąć ok. 150 grup towarów i usług.
Wiązanie dużych nadziei z obowiązkowym split paymentem jest uzasadnione, bo jak się głębiej wczytać w dane MF, to dobrowolność stosowania tej metody rozliczania podatku mogłaby nie gwarantować aż tak szybkiego uszczelniania fiskalnego sita, jak dziś deklaruje to MF. Rzeczywiście w porównaniu ze stanem sprzed roku postęp jest wyraźny, ale w ciągu tych pierwszych 12 miesięcy dochodziło do sporych wahań. Bywały miesiące, w których wyniki były lepsze niż w lipcu 2019 r., ale bywały też odczyty znacznie słabsze.
Ministerstwo Finansów zamierza też poprawić działanie systemu STIR, który będzie drugim sposobem poprawy ściągalności. W założeniu ma on uniemożliwiać przestępcom wykorzystywanie banków do przestępstw skarbowych. System daje fiskusowi broń w postaci możliwości zablokowania podejrzanych rachunków. Ale jak dotąd służby skarbowe sięgają po ten oręż bardzo rzadko. W ubiegłym roku zablokowały jedynie rachunki 23 podejrzanych podmiotów, a wartość środków na tych rachunkach wynosiła 10,3 mln zł. W tym roku blokad było 303, podejrzanych 68, a zamrożone środki to 33,9 mln zł. W zestawieniu do liczby podmiotów zakwalifikowanych do grup podwyższonego ryzyka – STIR zidentyfikował ponad 120 tys. takich podmiotów – nie są to duże wartości. Jeszcze mizerniej wyglądają one na tle liczby wszystkich monitorowanych przez system właścicieli rachunków (3,67 mln), liczby transakcji zaraportowanych do systemu (10,25 mld) i liczby kont zgłoszonych do STIR (13,04 mln). Mimo to MF zakłada, że wpływy do budżetu dzięki działaniu STIR wzrosną w przyszłym roku o 1,3 mld zł. Jak? Między innymi dzięki rozszerzeniu katalogu informacji wykorzystywanych do kalkulacji współczynników ryzyka, jakiej dokonuje STIR. Ministerstwo podkreśla też, że statystyki blokad kont nie oddają w pełni tego, jak użytecznym narzędziem jest system. Zestawiając informacje z niego z danymi z innych źródeł – np. z bazą jednolitych plików kontrolnych, które muszą przesyłać wszystkie firmy – fiskus trafniej typuje podatników do kontroli, może też dzielić się informacji z niego z innymi służbami.
„W 2019 r. przekazano dane o rachunkach bankowych i przepływach na tych rachunkach dotyczące 128 podmiotów kwalifikowanych. Ponadto do Prokuratury Krajowej przekazano 54 zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa (wyłudzenia skarbowego)” – podaje biuro prasowe MF.