Jednym z odwiecznych tematów dywagacji podatkowych jest możliwość potraktowania jako koszty uzyskania przychodu świadczeń dokonywanych na rzecz kontrahentów. I nie chodzi tutaj o samo wynagrodzenie, lecz o inne świadczenia, które służą kontrahentowi do wykonania jego pracy, np. udostępnienie wykonawcom narzędzi pracy lub zapewnienie im noclegu, jeżeli wykonują pracę poza miejscem ich zamieszkania.

Świadczenia takie nie są formą gratyfikacji, gdyż nie zwiększają one stanu posiadania kontrahenta, a jedynie umożliwiają mu wykonanie zlecenia. Zleceniodawca również dokonuje tych świadczeń w tym samym celu: chce, aby jego zlecenie zostało wykonane. Nie jest jego zamiarem obdarowywanie kogokolwiek – wydatki poniesione w związku z tym są ściśle związane z jego działalnością, a co za tym idzie z jego przychodem.

Spotkać się jednak można z poglądem wyrażanym przez organy skarbowe, że wydatki tego typu nie będą stanowić kosztu uzyskania przychodu. Organy wychodzą z założenia, że wydatki dokonywane na rzecz zewnętrznych podmiotów z definicji nie mogą mieć nic wspólnego z przychodem podmiotu, który ich dokonuje. Innymi słowy, gdyby zleceniodawca zrefakturował omawiane wydatki na kontrahenta, a ten podwyższył odpowiednio swoje wynagrodzenie, to z potrącalnością tej części wynagrodzenie nie będzie już problemu. Jeżeli jednak obydwa podmioty uproszczą rozliczenia i pozostawią wydatki i jego ostatecznego beneficjenta (jakim jest zleceniodawca), to problem z potrącalnością kosztów wystąpi.

Podejście takie jest nieracjonalne. Ani z przepisów, ani z doświadczenia praktycznego nie wynika, że wydatek na rzecz podmiotu trzeciego nie może mieć związku z przychodem. Łamana jest też zasada równego traktowania podatników – w tym przypadku faworyzowani są ci, którzy zamiast rozwiązań prostych i transparentych przyjmują rozwiązania zaciemniające prawdziwy obraz rzeczy.