To, jak bardzo zwiększają się maksymalne (często stosowane przez gminy) stawki podatków i opłat lokalnych, zależy od inflacji. Dla stawek na przyszły rok kluczowy był wzrost cen w I połowie tego roku. Dlatego podatek od nieruchomości oraz podatek od środków transportowych będą wyższe o prawie 12 proc. A może to być jeszcze więcej, jeśli samorząd do tej pory nie pobierał najwyższych dopuszczalnych kwot, lecz teraz będzie chciał to zmienić.

Właściciele mieszkań, domów, działek czy garaży zapłacą, w zależności od ich lokalizacji i wielkości, kilkadziesiąt, a nawet kilkaset złotych więcej. Przykładowo, maksymalny podatek za 50-metrowe mieszkanie i 20-metrowe miejsce postojowe wynosi w tym roku 218,1 zł. W przyszłym będzie to 244,2 zł, czyli 26,1 zł więcej. Za 140-metrowy dom na działce o powierzchni 1000 mkw. trzeba będzie zapłacić o 85,4 zł więcej. Właściciele, którzy wynajmują nieruchomości, zapewne przerzucą ten koszt na najemców.

Jeszcze bardziej podwyżki odczują przedsiębiorcy. Firma mająca 100-metrowe biuro będzie musiała zapłacić dodatkowo 304 zł. Teraz podatek wynosi maksymalnie 2574 zł, w przyszłym roku będzie to już 2878 zł. Jeśli spółka ma 400 mkw. powierzchni biurowej, to będzie musiała w 2023 r. odprowadzić do budżetu gminy o 1216 zł więcej. Z kolei za działkę o powierzchni 2000 mkw. przedsiębiorca zapłaci w tym roku 2060 zł, a w przyszłym 2320 zł.

Nawet o kilkaset złotych wzrośnie też podatek od ciężarówek i autobusów. Przykładowo za samochód ciężarowy o masie do 5,5 t trzeba będzie w 2023 r. zapłacić 1020,16 zł, czyli o 107,68 zł więcej. Właściciel 10 takich pojazdów będzie musiał wyłożyć dodatkowo 1076,80 zł. Z podwyżką muszą się też liczyć handlujący na targowiskach. Nie ominie ona również turystów, od których pobiera się opłatę miejscową lub uzdrowiskową.

Minister finansów ogłasza tylko maksymalne stawki podatków i opłat lokalnych. Gminy mogą ustalić je na niższym poziomie. Jednak w praktyce w uchwałach wielu z nich, w tym dużych miast takich jak Warszawa, Gdańsk, Kraków czy Poznań, widnieją takie same kwoty, jak w obwieszczeniu szefa resortu finansów. Samorządowcy wskazują również, że i tam, gdzie stawki były dotąd niższe niż maksymalne, podwyżki są przesądzone – zapewne nie niższe niż inflacja.