Zdaniem sądu przeciwne stanowisko sankcjonowałoby zwykłą kradzież, co jest nie do pogodzenia z zasadą demokratycznego państwa prawnego określoną w art. 2 ustawy zasadniczej.
Chodziło o polskiego producenta odzieży, który podczas międzynarodowych targów branżowych nawiązał kontakt z osobą podającą się za przedstawiciela znanego włoskiego dystrybutora tkanin bawełnianych. Rozmówca zapewniał, że firma, którą reprezentuje, jest zainteresowana zakupem towarów polskiej spółki. W związku z tym w trakcie rozmów telefonicznych oraz korespondencji e-mailowej ustalono warunki transakcji. Postanowiono m.in., że płatność ma nastąpić 60 dni od dostawy, a za transport będzie odpowiadać polska spółka.
Zamówienie zostało wysłane z adresu e-mailowego rzekomego przedstawiciela włoskiej firmy. Na dokumencie znalazła się jej pieczęć oraz parafa.
Spółka, dbając o swoje interesy, ubezpieczyła przyszłą płatność w jednym z towarzystw ubezpieczeniowych, które pozytywnie oceniło wiarygodność finansową włoskiego kontrahenta. Następnie wysłała towar.
Gdy nie otrzymała zapłaty, skontaktowała się bezpośrednio z włoskim kontrahentem. Ten poinformował, że w ogóle nie zna rozmówcy spółki i nie nabył żadnego towaru z Polski. Odmówił więc jakiejkolwiek zapłaty.
Spółka zorientowała się, że padła ofiarą oszustwa i w związku z tym złożyła zawiadomienie do prokuratury rejonowej.
Równolegle wystąpiła o interpretację podatkową. Uważała, że doszło do kradzieży towaru, która w ogóle nie podlega opodatkowaniu. Argumentowała, że nie przeniosła na oszusta prawa do rozporządzania towarem jak właściciel, w związku z tym nie doszło do dostawy towarów. Przeciwnie – tłumaczyła ‒ wskutek działań rzekomego przedstawiciela włoskiego kontrahenta sama została pozbawiona prawa do rozporządzania towarami.
Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał inaczej. Stwierdził, że niewątpliwie doszło do wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów, mimo że na rzecz innego podmiotu niż wskazywały jednak warunki zamówienia. Nie ma to jednak znaczenia dla celów VAT, podobnie jak i to, że polska spółka nie otrzymała zapłaty. Tak czy inaczej musi ona zapłacić podatek – stwierdził.
Spółka wygrała w łódzkim WSA. Sąd orzekł, że transakcja nie miała odpłatnego charakteru, bo można by o nim mówić wyłącznie w sytuacji, gdyby została zrealizowana według warunków zaakceptowanych przez spółkę.
WSA dodał, że dla celów VAT istotne jest, aby adresat dostawy towarów był znany. Przeniesienie prawa do rozporządzania towarami na nieustalony podmiot wykracza poza sferę woli dostawcy i uniemożliwia kontrolę obrotu i rozliczeń VAT – orzekł.
Podkreślił też, że „nie do pomyślenia jest w demokratycznym państwie prawa przekonanie, że w wyniku przedmiotowej czynności przeniesiono prawo do rozporządzania towarem na rzecz oszusta. Zaakceptowanie tego oczywiście niezasadnego poglądu prowadziłoby wprost do uznania, że uprawnienie to można nabyć za pomocą czynu zabronionego, co jest nie do przyjęcia. Wykraczałoby to poza granice art. 2 Konstytucji RP i godziło w pewność obrotu gospodarczego”.
Zdaniem sądu spółka nie musi więc płacić VAT od dostawy towarów na rzecz oszusta.
Wyrok jest nieprawomocny. ©℗

orzecznictwo

Wyrok WSA w Łodzi z 27 kwietnia 2021 r., sygn. akt I SA/Łd 171/21. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia