Część eksporterów, którzy wysyłają towary do Wielkiej Brytanii, jest zaskoczonych wprowadzonym przez Brytyjczyków wymogiem dotyczącym sprzedaży e-commerce. Zgodnie z nim, jeśli podatnik z innego kraju, np. z UE, sprzeda towary o łącznej wartości nieprzekraczającej 135 funtów, to musi rozliczyć VAT w Wielkiej Brytanii. Podobny wymóg dotyczy sprzedaży wysyłkowej w Unii, ale limit nie dotyczy wartości poszczególnej przesyłki, a sprzedaży w ciągu roku (w większości krajów unijnych wynosi on 35 tys. euro rocznie, w Polsce – 160 tys. zł). Dlaczego Wielka Brytania zdecydowała się na wprowadzenie tego wymogu?
Władze brytyjskie chcą zapewnić równe traktowanie towarów z krajów unijnych i spoza Unii, tak aby całość importu w systemie e-commerce nie stanowiła nieuczciwej konkurencji dla firm brytyjskich płacących tam podatki. Po drugie, Wielka Brytania chce poprawić skuteczność poboru VAT od towarów sprzedawanych w sieci, a przede wszystkim rozwiązać problem zagranicznych sprzedawców, którzy do tej pory nie płacili odpowiedniej kwoty podatku od sprzedaży artykułów, które już znalazły się na terenie tego kraju.
Limity w UE, w tym w Polsce, dotyczące sprzedaży e-commerce funkcjonują od wielu lat. A jednak firmy sprzedające online towary do Wielkiej Brytanii są nim zaskoczone. Czyżby limit 135 funtów był całkiem nowy?
Reklama
Nie do końca. Próg 135 funtów, którego przekroczenie skutkowało koniecznością uiszczenia opłat przy komercyjnym imporcie spoza wspólnego rynku, istniał w Wielkiej Brytanii od dawna, dotyczył jednak opłat celnych. W odniesieniu do VAT pułap był niższy i wynosił 15 funtów. Powyżej tej kwoty należało zapłacić podatek. Oczywiście jedyną możliwością praktycznego zastosowania tych reguł było pobieranie należności od odbiorcy końcowego, przy współpracy z firmą kurierską bądź urzędem pocztowym. Jednak, jak nietrudno się domyślić, przy ogromnej skali importu artykułów kupowanych przez zagraniczne platformy e-commerce (takie jak np. AliExpress, Amazon czy eBay), egzekwowanie tych opłat w każdym przypadku było mało realne – wystarczyło, że sprzedawca zadeklarował zaniżoną wartość towaru. Obecnie sytuacja się zmieniła, system został uszczelniony.

Reklama
W jaki sposób?
Kluczowe jest to, że kwota 135 funtów (poniżej której nie powstaje obowiązek naliczania opłat importowych) dotyczy obecnie nie tylko cła, ale i VAT. Zlikwidowano przy tym wspomniany limit 15 funtów, co oznacza, że VAT trzeba odprowadzać od transakcji o jakiejkolwiek wartości. W praktyce od 1 stycznia br. mamy do czynienia już nie z VAT-em importowym, a z VAT-em od sprzedaży. Jeżeli następuje ona na terenie Wielkiej Brytanii, poprzez brytyjską platformę e-commerce (online marketplace), to niezależnie od fizycznej lokalizacji towaru, platforma ma obowiązek pobierać i rozliczać VAT.
A jeżeli produkt został kupiony na zagranicznym portalu, np. polskim?
Brytyjski fiskus nie ma oczywiście możliwości narzucenia zasad obcemu operatorowi, ale narzuca je bezpośrednio sprzedawcy. Dostawcy zagraniczni, którzy chcą dostarczać towary do klientów z Wielkiej Brytanii, muszą zarejestrować się jako płatnicy brytyjskiego VAT i rozliczać się z brytyjskim urzędem celno-skarbowym (HMRC).
Jak można zarejestrować się dla celów VAT w Wielkiej Brytanii?
Można to zrobić online (pod adresem https://www.gov.uk/guidance/register-for-vat) lub za pomocą tradycyjnej poczty – formularze do wypełnienia można pobrać z tej samej strony, którą podałem. Podatnik, który zdecyduje się na rejestrację online, musi najpierw uzyskać dostęp do brytyjskiej zintegrowanej platformy usług rządowych Government Gateway (https://www.gov.uk/). Osoba dokonująca rejestracji zostanie na nią przekierowana z poziomu formularza. Przy samodzielnym wypełnianiu zgłoszenia nie ponosi się żadnych kosztów.
Czy takie wymogi są problemem dla polskich firm sprzedających towary online do Wielkiej Brytanii?
Niewątpliwie brytyjskie wymogi są dość kłopotliwe. Pamiętajmy jednak, że podobne rozwiązania dla całego obszaru UE zostały ustalone już w 2017 r., a więc gdy Wielka Brytania była jeszcze w Unii. Mają one zacząć obowiązywać od 1 lipca br. we wszystkich państwach członkowskich. Nowy brytyjski system nie będzie zatem odosobnionym przypadkiem. Dla Wielkiej Brytanii, która do tej pory niespecjalnie dobrze radziła sobie z przeciwdziałaniem oszustwom podatkowym, wdrożenie rozwiązania gwarantującego wysoką ściągalność należności przynajmniej w obszarze e-commerce stanowi duży krok do przodu.
Wspomniany przez pana dzień 1 lipca br. to data, gdy w Unii Europejskiej zacznie obowiązywać tzw. pakiet e-commerce. Limit sprzedaży wysyłkowej spadnie z obecnych 35 tys. euro (w niektórych krajach limit jest inny, np. w Niemczech jest to 100 tys. euro, w Polsce – 160 tys. zł) do 10 tys. euro rocznie. Jednocześnie po jego przekroczeniu podmiot prowadzący sprzedaż online będzie zobowiązany do skorzystania z nowego rozwiązania, czyli One Stop Shop (OSS). System ten pozwoli deklarować i płacić VAT w kraju swojej rejestracji, po czym nastąpi automatyczne rozliczenie odpowiedniej kwoty podatku w państwie przeznaczenia towaru. Czy to ułatwi życie sprzedawcom online?
Podobnie jak w przypadku Wielkiej Brytanii mamy tu do czynienia z uszczelnieniem systemu poboru VAT. Z jednej strony będzie to ułatwienie dla wewnątrzunijnych sprzedawców (w tym polskich), którzy nie będą musieli odprowadzać podatku w kraju, do którego wysyłają towar. Z drugiej strony VAT będzie musiał być odprowadzany od większości produktów oferowanych online. Co więcej, w przypadku dostawców pozaunijnych całość sprzedaży w systemie e-commerce zostanie objęta podatkiem, analogicznie do systemu brytyjskiego. Według nowych zasad unijnych progiem naliczania opłat celno-importowych będzie 150 euro – w przypadku dostaw o niższej wartości sprzedawca spoza UE będzie zobowiązany do zarejestrowania się jako płatnik VAT w jednym z krajów Unii oraz odprowadzania podatku poprzez wspólną unijną deklarację podatkową, za pomocą tzw. Import One Stop Shop (IOSS). Zaletą nowego systemu z punktu widzenia instytucji fiskalnych jest to, że pobór VAT przez sprzedawcę będzie następował w momencie zapłaty za towar. Niemożliwe zatem stanie się zaniżanie deklarowanej wartości przesyłki.
Czy takie wymogi, jakie obecnie wprowadzili Brytyjczycy, a za chwilę wprowadzi cała Unia Europejska, nie odstraszą sprzedawców? Czy nie zrezygnują oni ze sprzedaży na brytyjskie Wyspy bądź do państw UE, co w efekcie zmusi prawodawców do odstąpienia od wdrożenia w życie nowych systemów?
Jeśli wziąć pod uwagę stały rozwój sprzedaży online, również tej transgranicznej, to niewątpliwie korzyści budżetowe dla krajów, czyli zwiększone wpływy podatkowe, będą stanowić argument przemawiający za utrzymaniem nowych rozwiązań. Oczywiście początek po wprowadzeniu nowych ograniczeń jest zawsze najtrudniejszy, zwłaszcza gdy zestawić go z obszarem swobody sprzed kilku tygodni czy nawet kilku miesięcy. W tej konkretnie sytuacji nowe wymogi zaowocują niewątpliwie na pierwszym etapie ograniczeniem sprzedaży e-commerce bądź nawet całkowitą rezygnacją z dostaw do Wielkiej Brytanii lub UE przez niektórych handlowców. Takie przypadki już odnotowujemy. Z dostaw do Wielkiej Brytanii zrezygnowała przykładowo firma niderlandzka sprzedająca części rowerowe. Myślę jednak, że w miarę upływu czasu firmy coraz bardziej będą się oswajać z nowymi realiami.
Rozmawiał Łukasz Zalewski