Pieniądze na wietrze

Pomysły rzymskich cezarów, że najlepiej nakładać wyższe daniny na grupy społeczne niezdolne do stawienia zbyt dużego oporu, twórczo rozwinęli Arabowie. Na podbitych ziemiach nad Morzem Śródziemnym wcale nie zmuszali chrześcijan i Żydów do zmiany wyznania, a jedynie do płacenia wyśrubowanych podatków. Danina od wiary wynosiła nawet 3 dinary rocznie, co było sumą niebagatelną, skoro dom w okolicach Bagdadu kosztował 50 dinarów. Nadmierny fiskalizm powodował jednak, iż następowały wówczas masowe nawrócenia na islam, co poważnie uszczuplało dochody arabskich kalifów.

W tym czasie europejscy władcy dopiero zaczynali się uczyć niuansów sztuki podatkowej, nie wykazując się zbytnią finezją. Podatników gnębiono mytem na drogach, akcyzą od konsumowanych towarów, daniną od głowy i od posiadanej ziemi. Jednak choć trudno nazwać te podatki czymś szczególnie wymyślnym, funkcjonują do dziś.

Inwencją godną starożytnych władców wykazał się dopiero cesarz niemiecki Fryderyk Barbarossa. Marząc o zbudowaniu wielkiego imperium, potrzebował adekwatnych dochodów. Do ich zdobycia zabrał się w sposób systematyczny. Jako że włoskie miasta były niezależnymi bytami politycznymi, zawsze gotowymi walczyć w obronie swych pieniędzy, cesarz zaprosił w 1158 r. do Roncaglia czterech najwybitniejszych prawników z uniwersytetu w Bolonii. Profesorowie: Martinus, Bulgarus, Jacobus i Hugo, otrzymali zadanie zdefiniowania w oparciu o prawo rzymskie, czym są cesarskie regalia. O co dokładnie chodziło Fryderykowi, wyszło na jaw, gdy zabrał na konną przejażdżkę Martinusa i Bulgarusa. W jej trakcie zadał pytanie: „Czy władza cesarza rozciąga się tak dalece, że jest posiadaczem całego świata na gruncie prawa prywatnego?”. Bulgarus uznał to za sprzeczne z prawem rzymskim, ale jego kolega Martinus miał odmienne zdanie. Cesarz po przejażdżce w nagrodę podarował mu konia. „Straciłem konia, co jest nieuczciwe, ponieważ powiedziałem rzecz słuszną” („Amisi equum, quo dixi aequum, quo non fuit aeguum”) – skarżył się potem Bulgarus studentom. Ale jego uniwersyteccy koledzy wiedzieli już, czego oczekuje od nich cesarz. Na liście regaliów ustalonej podczas zjazdu w Roncaglia znalazły się prawa władcy m.in. do: poboru opłat od obywateli pragnących się wykupić od wypraw wojennych, konfiskaty majątku przestępców, kazirodców i banitów, a także bękartów i cudzoziemców, oraz nakładania opłat solnych. Cesarz mógł też odsprzedawać swoje prawa w zamian za stałe opłaty. Barbarossa zaczął od sprzedawania miastom praw do wznoszenia... murów obronnych. Potem oferował możliwość korzystania z wiatru do napędzania wiatraków i wiele innych bardzo użytecznych przywilejów. Kolejne włoskie miasta miały do wyboru nabyć ofertę lub zaryzykować bliski kontakt z cesarską armią.

Pięćset lat później budujący własne imperium Piotr Wielki także dostrzegł, że sprzedając pozwolenia na rzeczy oczywiste, można nieźle zarobić. Na początek dał każdemu szlachcicowi w Rosji wybór, czy zapłaci stały podatek od posiadanej brody, czy też woli zostać ogolony. Potem obłożył akcyzą dębowe trumny oraz okna i drzwi w domach poddanych. Oczywiście ci mogli dla oszczędności sporą część okien zamurować, lecz z drzwiami nie było to już takie proste.

Wojna i wyobraźnia

Znaczenie kwestii fiskalnych doceniał również Napoleon Bonaparte. Próbując uczynić z Francji najpotężniejsze mocarstwo świata, zauważył, że: „Aby prowadzić wojnę, potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i pieniądze”. W pełni miał rację, jednak nie potrafił ich zdobywać z równą finezją, jak jego największy wróg, brytyjski premier William Pitt młodszy. Po objęciu swego urzędu w wieku zaledwie 24 lat Pitt szybko dostrzegł, że podnoszenie starych podatków dużo mocniej irytuje obywateli niż wprowadzanie nowych niewielkich opłat. Zwłaszcza odnoszących się do rzeczy kojarzonych z luksusem. Młodzieńcza wyobraźnia podpowiedziała mu wiele frapujących rozwiązań. Zaczął w 1795 r. od opłaty w wysokości gwinei rocznie, ściąganej od osób pudrujących włosy lub peruki. Następnie wymyślił specjalny podatek dla właścicieli psów, a przy okazji zaordynował opodatkowanie masowo konsumowanych towarów, m.in. cukru i tytoniu. Potem mogli mówić o pechu posiadacze zegarów ściennych. Wreszcie padło na zamożnych obywateli zatrudniających służbę. Jednak ta danina okazała się niezwykle dyskryminująca dla kobiet. Bogacze bowiem, skoro musieli ją płacić, woleli zatrudniać bardziej prestiżowych lokajów. Wśród ubogich panien zapanowało w Londynie masowe bezrobocie i zaczęła się szerzyć prostytucja. Skonsternowany premier w 1802 r. przekonał parlament, aby zmienił brzmienie ustawy i podatkiem od luksusu obłożył jedynie posiadanie lokajów. Wcześniej zmęczony już takimi półśrodkami, żeby zmusić bogaczy do łożenia więcej na wojnę z Francją, wymyślił podatek od dochodów osobistych. Spośród wszystkich fiskalnych wynalazków Pitta młodszego ten ostatni z czasem okazał się najbardziej interesujący dla rządów na całym świecie. Choć idea gnębienia obywateli drobnymi opłatami od niemal wszystkiego także znalazła wielu naśladowców w kolejnych stuleciach.

Na przykład do ciekawszych danin, pobieranych na początku istnienia II Rzeczpospolitej, należała przejęta z prawodawstwa austro-węgierskiego „opłata za awans”. Kasowano ją jednorazowo od każdej osoby, która dostała podwyżkę. Wynosiła ona połowę różnicy między poprzednią a nową pensją. W przedwojennej Polsce rzadko jednak zdobywano się na aplikowanie obywatelom wymyślnych podatków. „Praca ministra skarbu istotnie przypomina grę w szachy. Każde jego pociągnięcie, czy to w dziedzinie fiskalnej, czy obrotu pieniężnego – oprócz skutków bezpośrednich, na które jest obliczone, nasuwa możliwości wielu pośrednich konsekwencji” – tłumaczył w kwietniu 1933 r. w wywiadzie udzielnym „Ilustrowanemu Kurierowi Codziennemu” zachowawczość w tej kwestii rządu generalny referent budżetowy, minister Bogusław Miedziński.

Takich obiekcji nie miewał w tym czasie Adolf Hitler, marzący o nowej wojnie i stworzeniu Tysiącletniej Rzeszy. Aby cel stał się bardziej realny, zaraz po objęciu władzy w 1933 r. obłożył nowym podatkiem w wysokości 5 proc. od rocznych dochodów wszystkie żyjące samotnie pełnoletnie osoby, które nie przekroczyły 55. roku życia. Uzyskane tą drogą środki kanclerz nakazał przekazać na nieoprocentowane pożyczki dla młodych małżeństw, pod warunkiem że małżonkowie nie byli obciążeni żadną dziedziczną chorobą, a żona rezygnowała z pracy. Za każde nowo narodzone dziecko małżonkom umarzano 25 proc. długu. Wódz tą drogą chciał skłonić Niemców, by zapewnili III Rzeszy w przyszłości jak największą liczbę młodego mięsa armatniego.