Na stronie Ministerstwa Finansów został opublikowany wstępny projekt estońskiego CIT, tj. ryczałtu od dochodów spółek kapitałowych. Dlaczego te przepisy są takie skomplikowane?

Trudno zgodzić się z taką opinią. Proponowany spółkom kapitałowym system będzie bardzo prosty do zastosowania. Spółki, które z niego skorzystają, będą miały mniej problemów związanych z rozliczeniami podatkowymi, więc pomoc doradców podatkowych nie będzie im potrzebna tak często jak dotychczas. Wystarczająca będzie zazwyczaj pomoc księgowego, który prowadzi księgi rachunkowe. Potwierdzają to dane z Estonii, gdzie aż 62 proc. przedsiębiorstw całkowicie samodzielnie rozlicza należności podatkowe. W Polsce proporcje są odwrotne, ponieważ aż 80 proc. przedsiębiorstw korzysta z usług zewnętrznych doradców lub szeroko pojętego outsourcingu.

Spójrzmy też na sam dokument – przepisy określające nowe zasady stosowania zarówno systemu estońskiego, jak i niemieckiej rezerwy inwestycyjnej, zajmują 25 stron. Dziś zasady rozliczania CIT uregulowane są aż na 278 stronach. To pokazuje, jak bardzo nowe rozwiązanie ograniczy czas niezbędny na rozliczenia. Co więcej, obliczyliśmy z Polskim Instytutem Ekonomicznym, że w sumie firmy zaoszczędzą dzięki temu ok. 11 mln roboczogodzin na rozliczeniu CIT.

Trzeba też pamiętać, że system estoński będzie fakultatywny.

Są jednak głosy, że to rozwiązanie dla bardzo małej grupy podatników CIT.

Z naszych analiz można wysnuć dokładnie przeciwny wniosek – kryteria uprawniające do opodatkowania estońskim CIT będą spełnione przez zdecydowaną większość firm.

Czy resort ma jakieś szacunki?

Tak, zakładamy, że kryteria spełni ok. 200 tys. z 219 tys. dziś funkcjonujących spółek kapitałowych. Do tego można dodać co najmniej drugie tyle osób, które potencjalnie przekształcą działalności jednoosobowe w spółki o tej formule.

Na czym zostały oparte te obliczenia?

W Polsce mamy ok. 550 tys. podatników CIT, z czego 262 tys. to spółki kapitałowe. Po odrzuceniu podmiotów, które nie wykazują w deklaracji CIT żadnego przychodu, otrzymujemy 219 tys. podmiotów. Ponad 90 proc. z nich spełnia kryteria struktury właścicielskiej, a aż 97 proc. warunki dotyczące limitu przychodów.

Dlaczego nie wszyscy podatnicy CIT będą mogli zastosować system estoński?

Na ograniczenie zdecydowaliśmy się z kilku powodów. Przede wszystkim chcieliśmy, aby estoński system niwelował problemy polskich małych i średnich spółek, które dziś mają trudności np. z otrzymaniem zewnętrznego finansowania. Według badań OECD z 2017 r. co trzecia mała i średnia firma w Polsce nie pozyskała potrzebnego jej finansowania dłużnego.

Wprawdzie mogą one dziś skorzystać z innych rozwiązań obniżających podatek, takich jak ulga na badania i rozwój czy IP Box, ale wiąże się to z dużymi nakładami. Stąd często korzystają z pomocy doradców podatkowych, aby ograniczać ryzyko sporów z fiskusem.

Tworząc przepisy, korzystaliśmy z doświadczeń Estończyków, z których wynika, że efekt wprowadzenia reformy był największy w przypadku podmiotów najmniejszych.

Wykluczając z systemu spółki, które mają udziały w innych podmiotach, uszczelniamy też system. Przy zastosowaniu odpowiednich struktur optymalizacyjnych mogłyby one transferować zysk, który tym samym nigdy nie podlegałby opodatkowaniu w Polsce.

Chcę też podkreślić, że system estoński, który będzie w Polsce obowiązywał już od 2021 r., traktujemy jak pilotaż. W pierwszej kolejności chcemy pobudzić do wzrostu i inwestycji te podmioty, które najbardziej odczuły negatywne skutki pandemii, czyli mniejsze spółki. Niewykluczone jednak, że w kolejnym kroku rozszerzymy możliwość stosowania systemu na kolejne podmioty.

Uprawnione spółki, które zdecydują się zastosować estoński CIT, łatwo będą mogły jednak stracić tę preferencję, jeżeli nie spełnią warunków, np. dotyczących przychodów, zatrudnienia i inwestycji…

Te kryteria nie są trudne do spełnienia i utrzymania. Zresztą niektóre z nich są elastyczne i w wielu przypadkach uwzględniają indywidualną sytuację podatnika. Przykładowo warunek zatrudnienia został bardzo złagodzony dla podatników rozpoczynających działalność. Podobnie jest, jeśli chodzi o kryterium systematycznego wzrostu nakładów inwestycyjnych, które może być spełnione w okresach dwuletnich lub w drodze wyjątku w okresie czteroletnim. W tym drugim przypadku wymagane jest tylko złożenie stosownej informacji do właściwego naczelnika urzędu skarbowego o przedmiocie inwestycji, roku poniesienia nakładów na cele inwestycyjne i terminie planowanego zakończenia inwestycji.

Resort zdecydował się jednak na bardzo wąską definicję inwestycji. Nie przewiduje ona wartości niematerialnych i prawnych. Dlaczego?

Nie sądzę, aby definicja nakładów inwestycyjnych była tutaj istotnym ograniczeniem, nawet dla firm usługowych czy dla inwestujących w nowe technologie. Proszę zobaczyć, że te kryteria nie są wygórowane. W szczególnych przypadkach mówimy o wzroście o 20 tys. zł w ciągu dwóch lat lub 50 tys. zł w ciągu czterech lat. To nam daje inwestycję o wartości 10 tys. zł rocznie (lub 12,5 tys. zł w wariancie czteroletnim). To nie jest dużo, nawet dla przedsiębiorstw usługowych. Jeśli ich główną inwestycją jest zatrudnienie pracowników, to trzeba ich przecież również wyposażyć – w biurko, komputer czy telefon.

Co do zasady przyrost będzie liczony procentowo (odpowiednio 15 proc. i 33 proc.) w stosunku do majątku trwałego, który spółka już posiada. Jeżeli jego wartość nie jest duża, to i przyrosty nie będą musiały być duże.

Projekt zakłada też, że podatnik będzie musiał wybrać system estoński na cztery lata. Dlaczego resort nie zdecydował się na bardziej elastyczne zasady wyjścia z niego?

Jeżeli podatnik przestanie spełniać kryteria, np. zatrudnienia lub dotyczące udziałowców, będzie musiał opuścić system. Wyjątkiem jest warunek przychodowy (50 mln zł). Jeśli zostanie on naruszony, podatnik będzie mógł wybrać: albo opuszcza system, albo kontynuuje rozliczenia do końca okresu czteroletniego i wtedy ustala wartość przychodu średniego. Szczególnie istotne i warte podkreślenia jest to, że w systemie estońskim przyjęliśmy mechanizm inny niż w przypadku rozliczenia podatkowych grup kapitałowych. To znaczy, że reżim opodatkowania wybierany jest na kilka lat, lecz naruszenie warunku (np. przychodowego) nie oznacza konieczności wstecznego rozliczenia (korekty). To zatem system bardzo korzystny dla podatnika.

Nie będzie można jednak wyjść z systemu z własnej woli w dowolnym momencie, bez naruszania kryteriów, a nawet wstecz?

Przepisy tego nie przewidują, ale trudno sobie wyobrazić sytuację, w której podatnik chciałby wykonać taki ruch z dnia na dzień, w trakcie roku podatkowego. Nie był to również problem poruszany w naszych dotychczasowych rozmowach z przedsiębiorcami.

Sytuacja spowodowana pandemią pokazała już, że plany spółek mogą się zmienić bardzo szybko, np. z powodu lockdownu. Po miesiącu spółka może uznać, że jednak korzystniejsze będą dla niej dotychczasowe zasady…

Planujemy szerokie konsultacje projektu i spotkania z przedstawicielami biznesu. Jeżeli spółki zasygnalizują potrzebę wprowadzenia takich możliwości, nie wykluczam, że pojawią się one w projekcie.

A czym ministerstwo kierowało się, ustalając okres czteroletni?

Uznaliśmy, że z perspektywy przedsiębiorstwa to będzie czas wystarczający do zebrania środków finansowych niezbędnych do realizacji inwestycji. Jest to również okres bezpieczny i akceptowalny dla administracji skarbowej, czego nie można byłoby powiedzieć o szerszych ramach czasowych. Jest to również okres krótszy niż przewidziany dla przedawnienia, który zasadniczo wynosi pięć lat.

Zależało nam na tym, aby uzyskać pewnego rodzaju symetrię między systemem estońskim a wariantem klasycznego CIT z wykorzystaniem rachunku inwestycyjnego. Ten drugi wariant wzorowany jest na systemie niemieckim i węgierskim, gdzie rezerwa inwestycyjna tworzona jest również na cztery lata.

Oczywiście spółki będą mogły korzystać z estońskiego CIT dużo dłużej, bo ten czteroletni okres będzie można powtarzać. Ten podstawowy okres jest tylko po to, żeby sprawdzić, czy firma nadal może korzystać z ryczałtu.

Jakie konsekwencje będzie miało to, że spółka w trakcie czteroletniego okresu straci prawo do ryczałtu, bo nie spełni warunków?

Utrata prawa do ryczałtu może mieć różny charakter, ale naruszenie warunków nie będzie powodowało konieczności wstecznego rozliczania podatku CIT za cały okres według zasad klasycznych. Podatnik stosuje zasady „wyjścia” określone w przepisach o estońskim CIT, czyli opodatkowuje osiągnięty w tym czasie i wcześniej niewypłacony zysk netto. Jest to rozwiązanie korzystne, bo odnosi się do wyniku rachunkowego, a nie do często wyższego w klasycznym CIT wyniku podatkowego. Podatnik nie poniesie więc negatywnych konsekwencji związanych ze wsteczną korektą rozliczeń, jak ma to miejsce w przypadku podatkowych grup kapitałowych.

W projekcie pojawiła się też taka kategoria jak ukryte zyski. To pojęcie nieznane dotychczas w polskim prawie podatkowym. Skąd taki pomysł?

Sam termin jest nowością w polskich przepisach, ale kategoria ta wraz z wydatkami niezwiązanymi z działalnością gospodarczą jest zbliżona do znanych z klasycznego CIT wydatków, które nie mogą być zaliczone do kosztów uzyskania przychodów. W klasycznym CIT, tzw. nkup przekłada się na wyższą podstawę opodatkowania. Tak samo jest w systemie estońskim, tylko że wprost, a nie pośrednio przez zmniejszenie kosztów uzyskania przychodów. W przypadku ukrytych zysków chodzi tu o wszelkie czynności o charakterze pozornym, takie jak np. wypłata udziałowcowi pożyczki zamiast dywidendy. Taka pożyczka może być np. udzielona na okres 50 lat albo nawet na okresy krótsze, np. dwuletnie, lecz mieć charakter odnawialny. Takie rozwiązanie działa również w innych państwach, które wprowadziły podobny reżim, choć faktycznie stosowane są różne nazwy.

Te przepisy są po to, aby uszczelnić system, żeby nie wykorzystywać innych sposobów, aby wypłacić zysk w sposób nieopodatkowany.

Wróćmy na chwilę do prowadzenia ksiąg rachunkowych. To one będą źródłem określania podstawy opodatkowania ryczałtu od dochodów spółek kapitałowych. To rozwiązanie wzorowane na Estończykach?

Spółki estońskie w ogóle nie prowadzą ewidencji podatkowej. Tamtejszego fiskusa interesuje tylko moment wypłaty zysku, bo wtedy płacony jest podatek. Proszę pamiętać, że wykazywany w sprawozdaniu finansowym wynik nie ma zupełnie znaczenia dla powstania obowiązku podatkowego. Tak też będzie w Polsce. Niewypłacony wcześniej zysk netto wynikający z ksiąg rachunkowych będzie stanowił podstawę opodatkowania jedynie w przypadku wyjścia z systemu estońskiego. Proces wyjścia jest jednak bardzo korzystny dla podatnika, który zyskuje trzy korzyści – ustalenie zysku netto według zasadniczo korzystniejszych zasad rachunkowych, niższą stawkę podatku i rozłożenie zobowiązania podatkowego na raty.

To na co będzie patrzył fiskus podczas kontroli?

W estońskiej administracji skarbowej kontrola skupia się na tym, czy podatnik wypłacił zyski i je zadeklarował. Chodzi tu też o wspomniane już ukryte zyski. W czasie spotkań z tamtejszą administracją podawany był przykład, że fiskus sprawdzał, jak wykorzystywane jest zakupione przez spółkę mieszkanie. Okazało się, że mieszkała w nim córka udziałowca. Ponieważ są to cele prywatne, należało odprowadzić podatek.