DGP poznał szczegóły rozwiązania, które w ostatni wtorek zasygnalizowała minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz. Ale nie wiadomo, czy dojdzie do realizacji.
Z naszych informacji wynika, że – rzeczywiście – analizowany był nowy sposób opodatkowania sieci. Ale raczej nie miał on zastąpić uchwalonego podatku handlowego, którego pobór jest zawieszony ze względu na trwający spór z Komisją Europejską.
Nowa opłata byłaby dodatkowym obciążeniem i tylko tam, gdzie lokalizacja galerii handlowej powoduje dodatkowe utrudnienia w mieście, np. generując korki uliczne. Słowem, byłaby to opłata środowiskowa naliczana od powierzchni, którą obłożone byłyby duże sklepy, zlokalizowane blisko centrów miast.
Mógłby to być podatek lokalny, wpływy z niego trafiałyby do miejskich budżetów. Pieniądze byłyby jednak „znaczone” – miasta mogłyby je wydawać tylko na poprawę lokalnej infrastruktury transportowej.
Reklama

MF się odcina

– Jesteśmy na etapie wstępnych przymiarek, więc nie ma decyzji, czy nowa opłata środowiskowa ma zasilać budżet centralny, czy budżety lokalne. Ale bardziej rozsądne wydaje się to drugie, patrząc na cel, który chcemy osiągnąć. A jest nim poprawa jakości życia mieszkańców miast i zwiększona ochrona środowiska – mówi nasz rozmówca.

Reklama
To dlatego minister Jadwiga Emilewicz w rozmowie z Radiem Zet użyła sformułowania „congestion tax”.
Ministerstwo Finansów stanowczo odcina się od prac nad nową opłatą. Poinformował o tym wczoraj na spotkaniu z dziennikarzami jego szef Jerzy Kwieciński.

W innych krajach

Wzorem dla polskiego rozwiązania miało być opodatkowanie handlu w niektórych hiszpańskich regionach. Tam podatek naliczany jest od metra powierzchni sklepu powyżej ustalonego limitu. W Hiszpanii jest to 2,5 tys. i 4 tys. mkw., w zależności od regionu.
W Polsce, jak się dowiedzieliśmy, wielkość miałaby być inna, bo tak dużych sklepów w ścisłym centrum nie ma zbyt wiele.
W innych krajach congestion tax jest zupełnie inaczej skonstruowany. Najczęściej sprowadza się to do opłat za wjazd do centrów miast.
Podatki od kongestii – czyli utrzymującego się podwyższonego natężenia ruchu – na ogół ponoszą kierowcy. Ale cel jest taki sam: danina ma skłaniać do omijania centrów, preferowania transportu publicznego i kierowania ruchu tranzytowego na obrzeża aglomeracji. W rezultacie miasta mają się odkorkować, emisja spalin spaść, podobnie jak poziom uciążliwego hałasu.
Miasta stosują przy tym różne ulgi i zwolnienia dla pojazdów proekologicznych, uzależniając wielkość congestion tax np. od norm emisji spalin.

Jakie szanse

– Analizy były, ale na obecnym etapie pomysł wydaje się spalony ze względu na liczne kontrowersje, jakie wywołał. A już na pewno nie zostałby wdrożony z początkiem przyszłego roku – mówi nam nasz rozmówca.
Inny dodaje, że gdyby plan dostał zielone światło, to sam projekt mógłby powstać stosunkowo szybko. Ale ze względu na potrzebę szerszych konsultacji społecznych jego wejście w życie rzeczywiście musiałoby nastąpić później, może gdzieś w połowie 2020 r.
Pomysłom nowej opłaty życzliwie przyglądają się samorządowcy. Marek Wójcik, pełnomocnik zarządu ds. legislacyjnych w Związku Miast Polskich, mówi jednak, że jeśli pieniądze z podatku miałyby zasilać lokalne budżety, to samorządy chciałyby aktywnie uczestniczyć w pracach nad nim i to już od samego początku, a nie zapoznając się jedynie z gotowym projektem.
– Ważne jest, w jaki sposób środki będą rozdysponowywane, czy będą trafiać tylko do tych samorządów, które mają duże sklepy w centrach, czy do wszystkich – mówi Marek Wójcik.
Protestują już za to przedstawiciele branży handlowej. Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, mówi, że jest zaskoczona nową propozycją.
– Dowiadujemy się o niej z mediów. Oczywiście jesteśmy przeciwni takiemu podatkowi. Szczególnie teraz, gdy rosną inflacja i koszty działalności, przez co utrzymanie cen na w miarę stałym poziomie w sklepach staje się coraz trudniejsze – komentuje Juszkiewicz.
Dodaje, że handel już poniósł koszty związane z budową dróg. Nowa inwestycja w centrum miasta z reguły oznacza partycypowanie w nakładach na udrożnienie i przebudowę okolicznych ulic, skrzyżowania czy wybudowanie nowego przejścia dla pieszych.