Zmiany w podatkach? Tak, ale dopiero od 2025 r. – wynika z naszych rozmów z politykami nowo powołanej koalicji rządzącej.

Powołana w piątek koalicja ostrożnie będzie podchodzić do zmian w podatkach i składkach. W kampanii słyszeliśmy ze strony Koalicji Obywatelskiej o babciowym czy podwojeniu kwoty wolnej do 60 tys. zł, ze strony Polskiego Stronnictwa Ludowego – o ulgach dla rodzin, a Lewica deklarowała zwiększenie progresji w prawie podatkowym. Wszystkie te propozycje zostały ukryte w umowie sojuszniczej pod sformułowaniem, że „strony zgodnie deklarują gotowość do zmniejszenia obciążeń podatkowych nakładanych na pracujących w celu pobudzenia aktywności zawodowej i wsparcia rodzin”. Terminu wprowadzenia zmian na razie nie ma, ale wszystko wskazuje na to, że stanie się to dopiero w 2025 r.

Główny powód to obawy o stan finansów publicznych i szybki termin prac nad budżetem. Budżet na przyszły rok już jest napięty, wpisane do niego jest podwyższenie 500 plus do 800 plus, a samo to generuje dodatkowy koszt 24 mld zł. Stąd rezerwa wobec zmian w podatkach. Przyjęcie kwoty wolnej 60 tys. zł to koszt ok. 40 mld zł, chyba że koalicja zdecyduje się na mechanizm stopniowo wyłączający kwotę wolną dla lepiej zarabiających (np. w przedziale 60–120 tys. zł rocznie). Wówczas, jak wyliczył ośrodek analityczny CenEA, koszty te można byłoby zredukować do niecałych 32 mld zł. Z kosztownych obietnic koalicja jest za to zdeterminowana możliwie szybko wprowadzić podwyżki dla nauczycieli i budżetówki. Jednocześnie umowa nie odnosi się do tego w konkretny sposób, np. nie wiadomo, jaka będzie skala podwyżek. – Musimy zobaczyć, z czym zostawia nas PiS, i wtedy odpowiedzialnie powiedzieć, co zrobimy. Na razie, zgodnie z wolą prezydenta, rząd formuje Mateusz Morawiecki i to jego trzeba pytać, dlaczego to wszystko tak wygląda – mówi Szymon Hołownia, lider Polski 2050.

Późniejsze wdrażanie zmian podatkowych to wypadkowa deklaracji z umowy koalicyjnej, zgodnie z którą nowy rząd wprowadzi zasadę minimum półrocznego vacatio legis w prawie podatkowym. Choć zgodnie z zasadą, że zmiany podatkowe neutralne lub korzystne dla podatnika mogą być wdrażane w trakcie roku podatkowego, nic nie stałoby na przeszkodzie, by np. kwotę wolną podwyższyć szybciej. Jak słyszymy, nieopodatkowane 60 tys. zł będzie raczej elementem szerszej reformy, obejmującej także zmiany w PIT i CIT. Jej kolejnym elementem miałoby być zwiększenie udziałów samorządów we wpływach z PIT. Tyle że umowa koalicyjna też nie precyzuje skali tego zwiększenia (słyszymy, że raczej nie będzie to 100 proc.), nie wspomina o zwiększeniu udziałów samorządów we wpływach z CIT ani o przyznaniu wpływów z VAT. Jeden z naszych rozmówców z formującej się koalicji nie wyklucza nawet, że – aby na zmianach stratne nie były mniejsze gminy, gdzie baza płatników PIT jest znacząco mniejsza niż w dużych miastach – konieczne okaże się przejęcie przez budżet wynagrodzeń nauczycieli (dziś niedostatecznie finansowane z subwencji oświatowej, gdzie braki muszą uzupełniać samorządy). – To byłoby dla nich naprawdę duże odciążenie – przekonuje nasz rozmówca.

Duże zmiany w systemie podatkowym szykują się na 2025 r. Oprócz kwestii związanych z niepewnością co do stanu finansów publicznych, drugim czynnikiem wpływającym na odłożenie zmian jest chęć ich lepszego przygotowania. – Mówimy o dużych zmianach w kwocie wolnej, składce dla przedsiębiorców – zastrzega polityk Lewicy. Tym bardziej że inne pomysły też są kosztowne. Umowa koalicyjna mówi np. o opłacaniu zwolnień lekarskich pracowników od pierwszego dnia przez ZUS (w kampanii była mowa, że rozwiązanie ma dotyczyć tylko małych firm) i możliwości czasowego zwolnienia ze składek na ubezpieczenia społeczne przez przedsiębiorców, co Trzecia Droga określa mianem dobrowolnego ZUS, choć faktycznie przypomina urlop od składki. Jak wynika z danych ZUS, pełny koszt zwolnienia przedsiębiorców z pokrywania kosztów zwolnień lekarskich pracowników to ok. 11 mld zł, choć jeśli zostaną ograniczone do małych czy średnich firm, będą oczywiście niższe. Tyle że już dziś w funduszu chorobowym, z którego są pokrywane koszty zwolnień, jest 10 mld zł deficytu. Miesięczny urlop od składki w przypadku osób na jednoosobowej działalności gospodarczej to ok. 3 mld zł, a CenEA wyliczała koszty przywrócenia składki ryczałtowej dla przedsiębiorców na podatku liniowym na prawie 7 mld zł. Jak widać, w zasadzie każda z tych obietnic oznacza duże koszty dla finansów publicznych. ©℗