Karty mieszkańca dla osób płacących podatki na terenie danej gminy to sposób na zwiększenie wpływów z PIT do samorządowej kasy. Takie sposoby zachęcenia mieszkańców do płacenia podatku dochodowego w lokalnych urzędach skarbowych budzą jednak spore wątpliwości. I nie chodzi tylko o różnicowanie mieszkańców i przyjezdnych (czy osób z sąsiednich gmin dojeżdżających do pracy), ale o uzależnienie preferencji dla mieszkańców, np. niższych cen biletów, od płacenia PIT w danej gminie.

Zastrzeżenia budzi pozyskiwanie takich danych z urzędów skarbowych. Mimo, że dysponujemy odpowiedzią Ministerstwa Finansów, w której twierdzi ono, iż indywidualne dane podatników są objęte tajemnicą skarbową (zgodnie z art. 293 Ordynacji podatkowej), to jednak urzędy skarbowe mogą je udostępniać innym organom podatkowym, a takimi są m.in. wójtowie, burmistrzowie czy prezydenci miast (art. 13 par. 1 pkt 1 ordynacji). Innego zdania jest jednak generalny inspektor ochrony danych osobowych.

Wiele samorządów już ma albo pracuje nad systemem kart mieszkańca, które nie ograniczałyby się tylko do ulg w przejazdach komunikacją miejską, ale również zawierały bonusy (zniżki) w cenach biletów np. do muzeum czy teatru. Rozwiązania te adresowane są do mieszkańców, a ściślej ujmując – do osób, które płacą podatek dochodowy od osób fizycznych (PIT) w danym mieście. W tym celu gminy chcą pozyskiwać dane podatników z urzędów skarbowych. Czy mogą?

Generalnie gminy nie mogą pozyskiwać tego typu danych, jeżeli nie ma specjalnej, szczególnej podstawy prawnej, która by je do tego uprawniała. Nie wiem, może istnieje już jakiś akt prawny, który przewiduje, że tego typu informacja może im zostać przekazana. Z kolei w przypadku kart miejskich, w których bardzo często, poza kwestią zamieszkania czy zameldowania, pojawia się również wątek zweryfikowania płacenia podatków na terenie danej gminy, to jako generalny inspektor ochrony danych osobowych zdecydowanie twierdzę, że nie ma ona prawa pozyskiwania od obywateli tego typu informacji i dalszego ich wykorzystywania. Nie ma również prawa realizowania zadania, jakim jest wydawanie karty miejskiej, na podstawie dodatkowych danych. Przekazywanie informacji z PIT miastu musiałoby znaleźć osobną podstawę prawną, która musiałaby wynikać z przepisów. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, dlaczego gminy tak postępują, i wiem, że w jakimś stopniu jest to spowodowane sposobem naliczania subwencji gminnej, ale czy to powinno oznaczać na przykład, że do wyborów lokalnych powinniśmy iść z PIT-em, żeby go najpierw okazać komisji wyborczej, a dopiero potem uzyskać kartę do głosowania? Nie w taki sposób gmina ma ustalać zakres podmiotów, do których powinna kierować swoje usługi związane z realizacją zadań publicznych. Przypominam, że wedle przepisów gmina jest wspólnotą mieszkańców.

Czy to oznacza, że w przypadku gmin nie ma mowy o obowiązkach administratorów baz danych, takich jak zabezpieczenie posiadanych informacji, ich aktualizacja czy uzyskanie zgody osoby, której danymi będzie dysponować jednostka, na ich przetwarzanie?

Takie obowiązki byłyby oczywiste w sytuacji, gdyby istniała podstawa prawna do przetwarzania danych. Oczywiście byłby to zbiór, który wymagałby rejestracji w Biurze Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Nie mogę wykluczyć sytuacji, w której tego typu działanie – a mam tu na myśli pozyskiwanie danych podatników przez gminy – znajdowałoby podstawę prawną w jakimś szczególnym przepisie prawnym, choć taka regulacja nie jest mi znana.

Zwolennicy takiego rozwiązania zawsze mogą argumentować, że gminy mogą to robić, bo są przecież organami podatkowymi w podatkach lokalnych, np. w podatku od nieruchomości.

To jest zupełnie inna sytuacja. Nie możemy mylić, jak to mawiał prezes Ochódzki w „Misiu”, systemów walutowych. Jeśli chodzi o podatek lokalny i zbieranie danych na potrzeby realizacji tego zadania, to oczywiście gmina ma odpowiednie uprawnienia. Z kolei PIT to podatek dochodowy od osób fizycznych. Jest to zadanie fiskalne realizowane przez państwo. W tym przypadku, żeby uzyskać dostęp do tego typu danych – nawet jeżeli miałyby być one przedstawiane przez samego obywatela – gmina potrzebowałaby przymusu prawnego. Pragnę również przypomnieć, że przy realizowaniu zadań publicznych zgoda nie jest z zasady prawidłową podstawą do przetwarzania danych osobowych. Może nią być, jeżeli jest udzielana dobrowolnie. A o dobrowolności możemy mówić na rynku konkurencyjnym. Natomiast w przypadku zadań realizowanych przez gminy nie mamy z nim do czynienia.

Gdyby jednak hipotetycznie założyć, że gminom uda się przekonać ministra finansów do takiej zmiany prawa, która umożliwi im pozyskiwanie danych podatników z urzędów skarbowych, to kto byłby administratorem tych danych: zakład transportu miejskiego czy urząd gminy?

To już zależy od konkretnego rozwiązania, które zostałoby wprowadzone. Dla nas administratorem jest ten, kto decyduje o celach i sposobach przetwarzania danych. Odbiegając już od kwestii zbierania informacji z PIT i patrząc na obecne konstrukcje istniejące w miastach, jeśli chodzi o bazy danych tworzone na potrzeby komunikacji miejskiej, rozwiązania mogą być bardzo różne. Czasem jest tak, że zadania te realizuje sama gmina, a czasem rzeczywiście inny podmiot, który decyduje o celach i sposobach przetwarzania informacji. To zależy od konkretnego przypadku.

Co dzieje się w sytuacji, gdy takie uchwały rad gmin w sprawie karty mieszkańca opartej na PIT zostały już podjęte? Czy jako generalny inspektor ochrony danych osobowych może i zamierza Pan skontrolować takie samorządy?

Prowadzimy już kontrole w takich przypadkach. Zwracamy się również o wyjaśnienia do gmin mających zamiar wprowadzić podobne rozwiązania.