Daniny ideowe

Po II wojnie światowej zaczęto na dużą skalę stosować niestandardowe podatki, aby dopiec najmniej wygodnej dla władzy części społeczeństwa. W PRL funkcjonował wymyślony przez francuskich rewolucjonistów podatek dochodowy o wysokości określanej „na podstawie znamion zewnętrznych”. Można było go wyegzekwować np. od złapanej na ulicy kobiety w futrze lub właściciela samochodu. Jednak większą grozę budził wprowadzony w 1946 r. – żeby pognębić prywatnych przedsiębiorców i wolne zawody – domiar. Władze PRL miały prawo obciążyć nim każdego, zaś należną kwotę ustalić zupełnie dowolnie. Taka niespodzianka dotknęła producenta urządzeń do lokalizowania uszkodzeń w sprzęcie RTV Krzysztofa Gajewskiego. Wiosną 1972 r. otrzymał pismo urzędowe, zawiadamiające go, że: „Wpis do książki podatkowej powinien być dokonany w dniu wystawienia rachunku, a tymczasem stwierdzono w wielu wypadkach, że następował on w dniu odebrania pieniędzy na poczcie, co stanowiło naruszenie przepisów”. Rzemieślnika obłożono domiarem w wysokości 100 tys. zł z nieprzekraczalnym terminem płatności dwóch tygodni. Średnia pensja wynosiła wtedy 2 tys. zł. We wspomnieniach opublikowanych przez Ośrodek KARTA w zbiorze pt.: „Prywaciarze 1945–89” Gajewski nadmieniał, że zamiast dać łapówkę (a zapewne tego oczekiwali urzędnicy), udał się do znajomego lekarza i wyprosił zaświadczenie o psychicznej chorobie żony, która była oficjalną właścicielką warsztatu, po czym napisał odwołanie wyjaśniające, iż zapisów w księdze podatkowej żona dokonywała z opóźnieniem, ponieważ jest... wariatką. Skonsternowani urzędnicy aż do późnej jesieni 1972 r. nie potrafili podjąć decyzji, co zrobić z osobą prawnie nieodpowiadającą za popełniane czyny. Wreszcie zdecydowali, że zmniejszą domiar do 70 tys. zł i spłatę rozłożą na dwa lata.

Co ciekawe, podatki ideowe nie były specjalnością tylko reżimu komunistycznego. Ceniący sobie bardzo wysoko moralność mormoni z amerykańskiego stanu Utah w lipcu 2006 r. przeforsowali w miejscowej legislaturze podatek od nagości. Daninę w wysokości 10 proc. od wartości usług oraz sprzedanych potraw i napojów musi płacić każdy właściciel lokalu, w którym: „jakiekolwiek usługi świadczone są przez osoby nagie lub częściowo nagie”. Ustawodawcom chodziło o wykończenie klubów ze striptizem i faktycznie dziś w stanie Utah istnieją zaledwie dwa takie przybytki.

W ostatnich latach prawie połowa amerykańskich stanów wprowadziła też podatek od posiadania miękkich narkotyków, co jest o tyle zaskakujące, że są one w nich nadal nielegalne. Ale najwidoczniej w dobie kryzysu ustawodawcy czekają tylko na moment legalizacji, aby dobrać się do kieszeni ich użytkowników, podobnie cennych dla fiskusa, jak konsumentów alkoholu i papierosów. Jednak w przypadku USA można mieć pewność, że podatki, nawet te najdziwniejsze, wrócą do obywateli w formie świadczeń zapewnianych przez państwo. Podobnie rzecz się ma w Europie Zachodniej. Natomiast w Polsce pewnikiem jest to, że fiskus coś zabierze. A jeśli dziura budżetowa okaże się większa od planowanej, może zacząć zabierać tyle, że podatnikom trudno sobie to dziś wyobrazić.

Komuniści wymyślili domiar. Cudo, nie podatek: można było od każdego zażądać dowolnej kwoty za cokolwiek