W grę wchodzą różne rozwiązania od podwyższenia kwoty wolnej do nowej niższej stawki PIT – mówi nam jeden z członków rządu. Prace nad możliwymi rozwiązaniami trwają od kilku tygodni
Na początku koncepcje zmian w podatkach były prowadzone w ścisłej tajemnicy w bezpośrednim zapleczu Mateusza Morawieckiego. W tej chwili trwa etap obliczania kosztów poszczególnych rozwiązań z udziałem resortu finansów. Potem dokonany zostanie wybór rozwiązania w zależności od jego skuteczności i kosztów dla budżetu. Publiczne ogłoszenie szczegółów ma nastąpić w końcówce stycznia lub na początku lutego. Rozwiązanie trzymane jest w ścisłej tajemnicy. Nawet na ostatniej konwencji koalicyjnego Porozumienia jego lider Jarosław Gowin nie był skory do dzielenia się szczegółami, mimo że to wymarzony temat na tego typu wydarzenie.
Z wypowiedzi liderów Zjednoczonej Prawicy – Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego i Jarosława Gowina – widać, że nowe rozwiązania miałyby służyć budowie klasy średniej. Mają więc być adresowane do zarabiających w okolicach przeciętnego wynagrodzenia lub mniej, czyli zapewne maksymalnie 50–60 tys. zł rocznie. W ostatnim wywiadzie dla DGP prof. Waldemar Paruch, szef rządowego Centrum Analiz Strategicznych, mówił, że „dalsza polityka redystrybucji byłaby już nieefektywna, cele zostały osiągnięte”. Problemem jest utrzymanie wysokiego tempa wzrostu gospodarczego w momencie, gdy barierą jest brak rąk do pracy. Podwyższenie wynagrodzeń, a taki ma być skutek wprowadzonych rozwiązań, ma być bodźcem do większej aktywności zawodowej Polaków. „Płace muszą rosnąć, ponieważ blokują przechodzenie do następnego etapu rozwoju. Nie da się dziś tworzyć nowoczesnego państwa, gdy niskie płace są jedynym czynnikiem konkurencji. To się wyczerpało” – mówił Paruch.