Autorem opinii jest Krzysztof Rutkowski, radca prawny i doradca podatkowy, partner w KDCP
W mediach trwa burzliwa dyskusja o propozycjach rządu o podwyższeniu akcyzy dla sektora tytoniowego. Aby ją zrozumieć, trzeba wiedzieć, że z czterech znaczących koncernów funkcjonujących na tym rynku wszystkie produkują tradycyjne papierosy, ale tylko jeden odniósł sukces w zakresie tzw. podgrzewanego tytoniu (wyrobu nowatorskiego).
Trzy koncerny nawołują zatem do drastycznego podniesienia akcyzy na tytoń podgrzewany. Wygląda to tak, jakby trzech łysych postulowało opodatkowanie rudych, gdzie w kraju jest tylko jeden rudy.
Jako główny argument za podniesieniem akcyzy na tytoń podgrzewany trzy koncerny wskazują, że „ten czwarty koncern zarabia”, co burzy porządek moralny pozostałej trójki. Nie wspominają o moralnym aspekcie faktu, że ten jeden koncern w ramach branży co roku wpłaca do budżetu prawie trzy razy więcej podatku dochodowego niż cała pozostała trójka liczona łącznie. Mówimy o setkach milionów złotych. Przypomnijmy: akcyzę wlicza się w cenę wyrobu, więc realnie płacą ją konsumenci. Firmy tytoniowe z własnej kieszeni mogą płacić CIT, ale większość z nich ma w tej kieszeni węża...
Można bronić różnych spraw. Powody zazwyczaj są dwa: albo się w te sprawy wierzy, albo się na nich zarabia. Z tego drugiego powodu nietrudno mi zrozumieć próbę obrony tanich papierosów. W mojej ocenie to zjawisko patologiczne – zarówno dla polskiego fiskusa, jak i dla zdrowia publicznego. Bo akcyza ma zadowalać i Ministerstwo Finansów, i Ministerstwo Zdrowia. Chciałbym wierzyć, że publiczna obrona papierosowego eldorado nad Wisłą, czyli tworzenia koncernom cieplarnianych warunków do rozpalania społeczeństwa tanimi papierosami, wynika z nieznajomości faktów. Dlatego od faktów trzeba zacząć.
Po pierwsze, Polska i Bułgaria mają najniższe ceny papierosów w Unii Europejskiej. Podobnie jest z akcyzą na papierosy: średnia akcyza na paczce to w tym roku 9,35 zł. Papierosy to u nas ok. 80 proc. rynku wyrobów nikotynowych, więc opodatkowane są najwyżej. Potem jest tytoń do palenia: akcyza na tytoń potrzebny do zrobienia 20 skrętów to ok. 2,8 zł. W przypadku akcyzy na tytoń do podgrzewania, tak jak w papierosach, jesteśmy poniżej średniej unijnej ok. 30 proc. stawki na papierosy. U nas to 1,8 zł za paczkę. Z akcyzy na kartridże z płynem do e-papierosa, czyli odpowiednik paczki papierosów, Skarb Państwa dostaje średnio 1 zł, czyli ponad 9-krotnie mniej niż z paczki papierosów tradycyjnych. Z wyrobów innowacyjnych, jak saszetki z nikotyną, fiskus dostaje okrągłe 0 zł, bo nie są objęte akcyzą w ogóle.
Po drugie, wszystkie państwa unijne sąsiadujące z Polską walczą z papierosami, zmniejszając różnice cenowe między tanimi i drogimi. Podnoszą stawkę kwotową akcyzy i często równolegle obniżają stawkę procentową. Obrońcy tanich papierosów przywołują przykład Niemiec, które podniosły akcyzę na tytoń podgrzewany. Brakuje uczciwego „uzupełnienia”, że nasi zachodni sąsiedzi wprowadzili też mapę drogową dla papierosów, która co roku przewiduje wzrost stawki kwotowej i obniżanie stawki procentowej. W Polsce stawka procentowa to 32,05 proc., w Niemczech tylko 21 proc. od ceny detalicznej. Dlatego w Niemczech wojny cenowe po prostu nie opłacają się koncernom. Im bardziej stawka akcyzy na papierosy odnosi się do ich ceny, tym bardziej takie wojny opłaca się prowadzić, bo w większości sponsoruje je Skarb Państwa – koncerny rezygnują z akcyzy, którą i tak musiałyby wpłacić do budżetu. W Polsce zbyt niska część kwotowa i zbyt wysoka procentowa premiuje tanie papierosy i otwiera furtkę do agresywnych promocji cenowych. W UE jesteśmy w gronie trzech państw o najniższej stawce kwotowej akcyzy i w gronie 10 o najwyższej stawce procentowej.
Po trzecie, nawet na Ukrainie i Białorusi papierosy drożeją szybciej niż nad Wisłą. W przypadku Ukrainy w latach 2015–2020 tanie papierosy podrożały o 358 proc. W tym okresie w Polsce wzrost ich cen sięgnął... 15 proc. Obok skutecznych działań służb w walce z szarą strefą – rekordowo dzisiaj niską, bo to 5,5 proc. rynku tytoniowego – ekspresowo drożejące papierosy za naszą wschodnią granicą stają się coraz mniej opłacalne dla przemytników.
Po czwarte, w ostatnich pięciu latach (2015–2020) resort finansów tylko raz podwyższył akcyzę na papierosy. Paczka najtańszych zdrożała w tym okresie o nieco ponad 1 zł. Za średnią krajową w 2015 r. palący Polak mógł kupić 374 paczki tanich papierosów – a pod koniec ubiegłego roku już 431.
Po piąte, dysproporcja wpływów podatkowych z papierosów. Z każdej sprzedanej paczki papierosów z niższej półki cenowej budżet zarabia o ok. 2 zł mniej z tytułu podatków (VAT i akcyzy) niż z każdej paczki papierosów z górnej półki.
Po szóste, niskie ceny papierosów kuszą młodych. Dla co drugiego polskiego nastolatka (52,4 proc.) papieros jest produktem inicjującym nałóg. Od podgrzewaczy tytoniu zaczyna 0,2 proc. młodych. To dane NIZP-PZH. Badanie zlecone przez resort zdrowia dowodzi, że 10-proc. wzrost cen papierosów to aż o 16 proc. niższe ryzyko rozpoczęcia palenia przez młodzież.
Oto fakty przemawiające za podwyżką akcyzy na papierosy. Taką, która zaadresowałaby problem papierosów najtańszych. Wszystkie są jednak przemilczane przez obrońców tanich papierosów na tzw. Forum Opodatkowania Wyrobów Akcyzowych. Wątpliwe wydaje mi się słuchanie tych, którzy chcą opodatkować innych, a sami – co widać po wpłatach CIT – zbyt wiele od siebie nie dają. Zamiast konkretnych propozycji zmian w strukturze akcyzy na papierosy (które przyniosłyby znaczące dodatkowe wpływy do budżetu) – proponuje się drakońską (niespotykaną w historii akcyzy po 1989 r.) propozycję podwyżki akcyzy na tytoń podgrzewany.
Konkluzje grup roboczych Forum Akcyzowego MF są też o tyle wątpliwe, że zasiadali w nich zwolennicy trzech koncernów od „tanich papierosów” – nie było w nich przedstawicieli największego koncernu, który obecnie jest liderem krajowego rynku w sprzedaży wszystkich papierosów i tytoniu do podgrzewania.
Uczciwość powinna nakazywać, by nie używać manipulacyjnie pojęć, które nie mają racji bytu ani w prawie, ani w nauce. Mieszają one w głowach opinii publicznej i ustawodawcy. Nie ma czegoś takiego jak „papierosy do podgrzewania”. Są albo papierosy, albo tytoń do podgrzewania. W 2022 r. wejdzie nowa Nomenklatura Scalona. Tytoń do podgrzewania będzie spozycjonowany w innej podgrupie niż papierosy. Dla: „produktów zawiarających tytoń, tytoń odtworzony, nikotynę lub namiastki tytoniu, przeznaczone do wdychania bez spalania” utworzono nową podgrupę, tj. 2404. Papierosy są w podgrupie 2402. Najwidoczniej celnicy wiedzą, że między tymi wyrobami jest przepaść w konstrukcji, używaniu i stopniu szkodliwości. Dzisiaj przepisy podatkowe 22 państw UE oddzielają tytoń do podgrzewania od papierosów tradycyjnych. To samo robi nauka: według badań podgrzewacz tytoniu ma o wiele mniej toksyczny wpływ na organizm palacza niż papieros. Przyznały to instytucje rządowe w USA, Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii czy Japonii.
Argumenty naukowe i medyczne nie znalazły miejsca w konkluzjach grup roboczych Forum Akcyzowego. Przypomnieli o nich polscy lekarze na posiedzeniu połączonych komisji zdrowia i finansów publicznych. Ich zdaniem kluczowe z punktu widzenia ochrony zdrowia publicznego jest podniesienie akcyzy na produkt najbardziej szkodliwy, czyli na papierosy, a nie na produkt mniej szkodliwy, czyli na tytoń podgrzewany. Zmniejszenie konsumpcji papierosów można osiągnąć również, tworząc polskim palaczom (także tym najmniej zamożnym) ekonomiczną zachętę do przechodzenia na mniej szkodliwą alternatywę.
Propozycje zwolenników tanich papierosów idą w przeciwnym kierunku: trzeba zablokować palaczom dostęp do takich alternatyw, podnosząc na nie akcyzę. Trzeba też ukarać finansowo tych, ktorzy wybrali alternatywę, zmuszając ich do powrotu do papierosów, które mają być nienaturalnie tanie. Bez znaczenia jest, czy mówimy tu o alternatywie w postaci podgrzewacza tytoniu, e-papierosa czy saszetek z nikotyną.
Dla osób mających trudność z rozróżnieniem papierosa od podgrzewacza, argumenty medyczne środowiska lekarskiego faktycznie mogą być szokujące. Dane naukowe o mniejszej szkodliwości podgrzewaczy od papierosów na niejednego lobbystę papierosowego działają jak płachta na byka. Wprowadzają przecież naukę tam, gdzie toczy się gra interesów. A gdy przemawia lobbysta – nauka ma siedzieć i słuchać. Jeśli fakty naukowe nie zgadzają się z agendą lobbingową, to tym gorzej dla faktów, prawda?
Zarzucanie interesowności tym, którzy wyleczyli z uzależnienia od palenia papierosów więcej Polek i Polaków niż wszyscy lobbyści tytoniowi razem wzięci, tylko dlatego że ich wiedza medyczna utrudnia realizację celu lobbingowego, jest oszczerstwem. Pobrzmiewa w nim echo myśli Gordona Gekko: „Chciwość jest dobra”. W takich sytuacjach trzeba przypominać, że warto być uczciwym, choć czasem może się to po prostu nie opłacać. ©℗