Ale najbiedniejszym też obniżono stawkę z 19 do 18 proc.

Tak, tylko że podatnicy z pierwszego szczebla skali (większość z nich) mogli na tym zarobić średnio kilka złotych miesięcznie, a ci z drugiego i trzeciego szczebla od kilkudziesięciu złotych do tysięcy miesięcznie. Z powodu kilku dodatkowych złotówek nic nie zmieni się w strukturze konsumpcji gospodarstwa domowego. Ludzie nie zaczną pić więcej soków i jogurtów, nie kupią owoców i warzyw, nie poślą dzieci na kolonie itd. Nawet nie wystarczy na zapłacenie zaległego czynszu czy wykupienie lekarstw. Te grosze za słabo oddziałują na globalny popyt, nie zmieniają nawyków żywieniowych czy stylu życia.

To po co rządzący wówczas PiS wprowadził tę reformę?

Z pewnością jej autorzy osiągnęli korzyści polityczne. Mogą być postrzegani jako ta partia, która obniża podatki. Mogli też przyglądać się, jak polityczny następca poradzi sobie z utratą w budżecie państwa tych miliardów z obniżki PIT, dodatkowo obniżki składki rentowej. Zostawili też gorący kartofel swoim następcom z PO w postaci nagłego wzrostu deficytu budżetowego. Przypomnijmy, że nowe stawki weszły w życie w 2009 r., co wpłynęło na rekordowy deficyt sektora publicznego – wyniósł 7,9 proc. PKB. Po drodze odczuwaliśmy naturalnie skutki spowolnienia gospodarczego w Polsce, ale ono nie tłumaczy takiego budżetowego załamania. Główny powód to utrata około 40 mld zł z tytułu PIT i składki rentowej. W rezultacie rządowa koalicja stanęła wobec dylematu: czym zastąpić w budżecie środki utracone przez niefortunne reformy? Trudno było wycofać się z obniżek PIT przygotowanych przez poprzedników i politycznych antagonistów. Żal też było od razu podwyższać składkę rentową obniżającą koszty pracy. Oznaczałoby to bowiem, że partia o korzeniach liberalnych podwyższa podatki, a ta deklarująca ochronę najsłabszych je obniża. Zdecydowali się więc na podwyżkę VAT-u, bo to najłatwiejsze. I tak następowało spiętrzanie się błędów.

W ogóle nie mówiliśmy jeszcze o CIT.

Bo CIT w Polsce to zupełnie inna historia. Nawet nie chodzi o to, że CIT jest dopiero czwartym z kolei istotnym źródłem zasilania budżetu państw, po VAT, akcyzie i PIT. Niektórzy ekonomiści – zwłaszcza amerykańscy – twierdzą, że nie ma podatków płaconych przez firmy, gdyż te w ostatecznym rozrachunku przerzucają podatki na konsumentów. To oczywiście bardzo uproszczona teza, bo konsument niektóre droższe wyroby i usługi musi zaakceptować (woda, prąd, chleb), a innych nie musi.

A jak było z CIT-em w Polsce?

Został wprowadzony w życie razem z PIT-em. Najważniejszym wydarzeniem na tym polu było obniżenie CIT-u o 8 pkt proc. z 27 do 19 proc. przeprowadzone przez ministra finansów Grzegorza Kołodkę w 2004 r. Niewielu wierzyło wówczas, że Kołodko ma rację, że tak znaczna obniżka stawki podatku zaowocuje innymi korzyściami. Po tej zmianie przedsiębiorstwa ujawniły swoją rzeczywistą zyskowność. Nie były już wystarczająco silnie motywowane do poszukiwania aktywnych metod zarządzania podatkami, że użyję takiego eufemizmu.

Dlaczego?

To bardzo ciekawa sprawa. CIT był w Polsce od 1996 r. sukcesywnie obniżany. W tempie mniej więcej 2 pkt proc. rocznie. I przez lata do 2004 r. efektów dla ożywienia gospodarki, np. inwestycyjnych, nie było widać. Powolne obniżanie stawki nie skłaniało też przedsiębiorców do wykazywania wyższych zysków.

To dlaczego w 2004 r. zadziałało?

Filozofia CIT i PIT jest zupełnie inna, choć oba podatki nazwane są dochodowymi. Przedsiębiorstwa mają setki sposobów na zarządzanie podatkami, a osoby fizyczne ich nie mają. Wystarczy przykład kosztów uzyskania przychodów, którymi przedsiębiorca kształtuje podstawę opodatkowania. Osoba niebędąca przedsiębiorcą prawie nie ma wpływu na wysokość zobowiązania podatkowego. Może co najwyżej opodatkować się wspólnie z małżonkiem lub skorzystać z jakichś ulg, które działają w formie szczątkowej. Trzeba jeszcze dodać, że w 2004 r. oprócz obniżenia stawki CIT wprowadzono dla wszystkich przedsiębiorców płacących PIT możliwość stosowania takiej samej jak przy CIT stawki 19 proc. Uporządkowano tym samym obraz podatkowych obowiązków przedsiębiorcy, który może mieć osobowość prawną, ale bardzo często jej nie ma i wówczas musiałby płacić podatek progresywny. Teraz taki przedsiębiorca ma wybór. Może płacić podatek progresywny i korzystać z ulg albo liniowy i z ulg nie korzystać. Od 2004 r. poprawił się wizerunek Polski jako kraju, w którym od działalności gospodarczej płaci się jeden z niższych podatków w Europie, niezależnie od formy organizacyjno-prawnej przedsiębiorstwa. Może nie tak niski, jak w Irlandii czy na Cyprze, ale mimo wszystko. W świat poszedł z Polski pozytywny sygnał.

Czy prócz dużych kroków, o których rozmawialiśmy dotąd, były jakieś mniejsze, ale ważne?

Błędem było, moim zdaniem, również wycofanie się z opodatkowania spadków i darowizn dokonujących się w bliskim kręgu pokrewieństwa. Uważam, że przyrost dochodów powinien być opodatkowany w takim samym stopniu co przyrost majątku. Nie ma lepszego sposobu, by zapobiec wyrastaniu majątków bez udokumentowanego opodatkowanego dochodu, np. z działalności przestępczej. W Norwegii w zeznaniu rocznym pokazuje się zarówno zmiany w stanie majątku, jak i uzyskane dochody.

Ale podatek majątkowy jest zwykle postrzegany jako wyjątkowo niesprawiedliwy?

Wiem, że jest to podatek wyjątkowo nielubiany. Znam też argumenty przemawiające za utrzymywaniem nieopodatkowanego majątku w jednym ręku, by wyrosła w Polsce silna klasa średnia. I to prawda, dobrze byłoby, by taka klasa wreszcie się uformowała. Jednakże opodatkowanie spadków i darowizn wcale nie musi być tak dolegliwe, że naruszy majątek spadkobiercy. Wystarczyło więc tylko zastanowić się nad skalą podatkową, może nad integracją tego podatku z dochodowym, a nie wylewać dziecko z kąpielą i pozbawiać samorządy części dochodów z tego podatku.

Co w polskich podatkach wydarzy się w przyszłości?

Nie zauważyłam w budżecie na rok 2013 istotnych zmian w systemie podatkowym.

A co chciałaby pani zobaczyć?

Chciałabym stopniowego, corocznego obniżania stawki VAT, choćby po 0,5 pkt proc., i jednoczesnego wprowadzenia nowej skali z kilkoma progami w PIT. Ustanowienia kwoty wolnej od opodatkowania na poziomie minimum socjalnego. Zintegrowania PIT z podatkiem majątkowym, powszechnie obowiązującym, niezależnie od stopnia pokrewieństwa. Chciałabym wprowadzenia do systemu rolników i leśników oraz objęcia ich wreszcie ulgami rodzinnymi. Chciałabym lepiej pomyślanej ulgi inwestycyjnej dla przedsiębiorców. Życzyłabym sobie, by przeciętny obywatel nie tkwił w przekonaniu, że nieuchronność podatku nie dotyczy bogatych. Byśmy wszyscy płacili podatki z wiarą, że będą spożytkowane tylko na ważne cele i ani jeden grosz nie zostanie zmarnotrawiony.

Od 2004 r. poprawił się wizerunek Polski jako kraju, w którym od działalności gospodarczej płaci się jeden z niższych podatków w Europie, niezależnie od formy prawnej firmy