Konkurencja podatkowa

W dyskusji dotyczącej wsparcia dla przedsiębiorstw wspomina się o podatkach zwykle w związku z inwestycjami. Można spotkać reakcje dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, podnosi się, że wsparcie w innych krajach naszego regionu Europy jest większe, co powoduje, że np. koncerny międzynarodowe wybierają inne lokalizacje niż Polska (co nie zawsze jest prawdą, bo np. jesteśmy jedną z najlepszych lokalizacji dla inwestycji centrów biznesowych – Bussiness Process Outsourcing – które obsługują firmy z całego świata).

Z drugiej strony zwykli obywatele twierdzą, że rząd nie powinien udzielać wsparcia prywatnym firmom. To błędne myślenie. Państwo powinno pomagać przedsiębiorcom, aby nie uciekli oni do innych krajów, gdzie podatki są niższe, a regulacje mniej restrykcyjne. Jak przyznaje prof. Bogumił Brzeziński, kierownik Katedry Prawa Finansów Publicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz Zakładu Prawa Finansowego Uniwersytetu Jagiellońskiego, przedsiębiorcy, zwłaszcza działający transgranicznie, przyzwyczaili się do tego, że strefy ekonomiczne stały się standardem. – Zlikwiduje się strefę w Nowym Targu, za miesiąc będzie w Popradzie – ocenia.

Małgorzata Samborska, doradca podatkowy i starszy menedżer z Grant Thornton, zwraca uwagę na strategię Holandii. Ten kraj od lat jest siedzibą wielu spółek holdingowych. Dlaczego? Bo np. menedżerowie oddelegowani do pracy w holenderskim oddziale mogą skorzystać z ulgi podatkowej. Jak tłumaczy, dzięki niej dochód specjalisty można pomniejszyć o wydatki związane z jego przeprowadzką do Holandii (np. koszt przeniesienia do nowego mieszkania, wydatki na podróże, rozmowy telefoniczne do rodzimego kraju, wydatki na wodę, gaz, elektryczność, hotele, naukę języka, szkołę dla dzieci itp.).

Niektóre państwa, jak np. USA, wspierają też wielkie koncerny, których roczne zyski przekraczają kilka miliardów dolarów. To one są największymi beneficjentami ulg podatkowych. Janusz Fiszer tłumaczy, że amerykańskie władze czynią tak, bo gigantyczne firmy to wielcy pracodawcy, a każdy rząd potrzebuje sukcesów w postaci stworzenia nowych albo przynajmniej utrzymania już istniejących miejsc pracy. Z dużym inwestorem władze, zarówno centralne, jak i szczególnie regionalne, muszą się liczyć. – Stąd też większa gotowość do przyznawania różnych ulg, subwencji i innych bodźców dla wielkich firm – przyznaje ekspert.

W Europie również wspiera się biznes. W wielu państwach funkcjonują rozwiązania podatkowe, które pomagają w tworzeniu i wykorzystywaniu własności intelektualnej. – Polega to na zwolnieniu od opodatkowania podatkiem dochodowym 80 proc. dochodów związanych z patentami, licencjami, znakami towarowymi, know-how itp. W efekcie opodatkowaniu podlega 20 proc. dochodów z tego tytułu, co jest niewątpliwie wielką zachętą do lokowania w danym państwie firm – wyjaśnia Janusz Fiszer. Przepisy tego typu obowiązują np. w Belgii, Luksemburgu i na Cyprze. W innych państwach (np. Rumunii) wspiera się podatkowo zakupy nowych środków trwałych (np. samochodów, nieruchomości, maszyn itp.) lub wydatki na badania i rozwój. Janusz Fiszer precyzuje, że w Czechach, na Węgrzech i w Irlandii nawet 200 proc. takich wydatków można zaliczyć do kosztów podatkowych, co znacznie obniża obciążenia podatkowe. W Wielkiej Brytanii duże spółki mogą potrącić do 130 proc., a małe spółki nawet do 175 proc. tego typu wydatków.

– Myślenie prawodawców jest więc następujące: rezygnujemy z części wpływów podatkowych z wydatków na badania i rozwój na początku procesu, ale weźmiemy więcej podatków wtedy, gdy tego typu wydatki zaowocują zwiększonymi wpływami w przyszłości – stwierdza ekspert PwC. Takie rozumowanie ma charakter długofalowy, a nie jedynie krótkoterminowy, czysto fiskalny, jak w Polsce.

Rozmyte cele

Bogumił Brzeziński zwraca uwagę, że ocenę polityki podatkowej utrudnia to, że nie zawsze jej cele są wyraźnie deklarowane, a nawet jeśli deklaracje są jasne, nie muszą być zgodne z rzeczywistością. Przykładowo – mówi – przez wiele lat uznawano za cel polityki podatkowej uproszczenie systemu opodatkowania małych przedsiębiorstw, a w tym samym czasie prowadzono prace nad poważną redukcją skali stosowania karty podatkowej, czyli najprostszej z możliwych form opodatkowania dochodów.

Z kolei na przykładzie ulgi na internet doskonale można zobaczyć różnicę między celami deklarowanymi przez ustawodawcę a celami rzeczywistymi. – Miała ona przyczyniać się do rozwoju sieci, by z internetu mogła korzystać jak największa liczba gospodarstw domowych. Ale cel bezpośredni był zupełnie inny: zrekompensowanie podwyżki cen usług, gdy zostały one objęte podatkiem od towarów i usług – wyjaśnia. Czyli deklaracje sobie, a życie sobie.

Podejście do podatków w Polsce widać jednak najlepiej, jeśli patrzymy na absurdy prawa i jego stosowanie. One dotykają na co dzień i zwykłego Kowalskiego, i przedsiębiorców. Przykład pierwszy z brzegu. Od właścicieli miejsc postojowych w budynkach mieszkalnych żąda się podatku ponad 10 razy większego niż od samych mieszkań. Za miejsce trzeba więc zapłacić więcej niż za lokal. Kolejny absurd: jeśli firma robi imprezę integracyjną dla pracowników, to muszą oni odprowadzić podatek, bo to nieodpłatne świadczenie. Nieważne, czy na imprezie byli, czy nie. Ważne, że byli na liście zaproszonych.

Obiad z kontrahentem biznesowym nie może być kosztem podatkowym, bo w ten sposób firma chce się pokazać, a nie – jak w całym cywilizowanym świecie – zachęcić do współpracy czy podpisać kontrakt, dbając o dobrą atmosferę biznesową. Podatku żąda się nawet od tych, którzy poszli do prawnika po poradę i ten nie wziął za to grosza. Przykłady można mnożyć. Podatnicy są więc jak owce, które się strzyże. Maszyna podatkowa idzie coraz bliżej skóry i w ostatnich latach przestawia się ją w jednym kierunku. Oby tylko się nie zacięła, bo wtedy poza owczą wełną w ręku strzygącego może zostać coś więcej. A wtedy owca poniesie szkodę, a strzygący nie będzie miał z niej żadnego pożytku.