Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota wszczęła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień służbowych przez funkcjonariuszy publicznych – pracowników Głównego Inspektoratu Pracy. Chodzi o czyn z art. 231 par. 1 k.k.

To kolejny wątek sprawy, którą opisał DGP. Inspekcja chciała sprawdzić zarobki swojego pracownika (czy i ile zarabia poza PIP), więc poprosiła urząd skarbowy o jego dane z PIT-37. A to – zdaniem Urzędu Ochrony Danych Osobowych – było niezgodne z prawem, bo inspekcja może pozyskiwać informacje z PIT, ale tylko gdy służy to kontroli nadzorowanych przez nią pracodawców, a nie własnego pracownika. Prezes UODO nakazał już usunięcie danych, ale Wiesław Łyszczek, główny inspektor pracy, zaskarżył jego decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie (postępowanie trwa). Teraz sprawie przyjrzy się też prokuratura.

– Postępowanie zostało zarejestrowane w związku z zawiadomieniem, które trafiło do prokuratury. Śledztwo prowadzone jest w sprawie – podkreśla Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Informacje chronione

Wniosek o udostępnienie danych z deklaracji PIT został skierowany 26 września 2017 r. do Urzędu Skarbowego Łódź Górna (inspektor był zatrudniony w łódzkim okręgowym inspektoracie pracy). Przypomnijmy, że zgodnie z art. 14 ust. 1 ustawy z 13 kwietnia 2007 r. o Państwowej Inspekcji Pracy (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1251) przy realizacji swoich zadań PIP współdziała m.in. z organami Krajowej Administracji Skarbowej. Główny Inspektorat Pracy poprosił o dane z deklaracji PIT inspektora w latach 2015–2016, wysokości jego dochodów uzyskanych z praw autorskich oraz pozostałych źródeł, a także o informację, czy w latach 2015–2017 odnotowano wpływ o dochodach wystawionych przez konkretną firmę (z woj. łódzkiego). Naczelnik US udostępnił dane i opatrzył je klauzulą „tajemnica skarbowa”.

18 lipca 2018 r. były już inspektor (PIP rozwiązała z nim wcześniej umowę) złożył skargę do UODO w sprawie pozyskania jego danych z deklaracji podatkowej. Urząd uznał, że przepisy zezwalają inspekcji na uzyskanie takich informacji tylko w ramach kontroli prowadzonej przez PIP. Co więcej, dane inspektora były wciąż przetwarzane przez inspekcję, więc naruszona została nie tylko ustawa o ochronie danych osobowych, ale też RODO (które weszło w życie 25 maja 2018 r.). W związku z tym 19 września 2019 r. prezes UODO wydał decyzję nakazującą inspekcji usunięcie danych (którą – jak wspominaliśmy wcześniej – główny inspektor zaskarżył do WSA).

Dobre imię

Opisując ten przypadek („Nielegalna inwigilacja w PIP”, DGP nr 207/2019 r.) wystąpiliśmy do PIP m.in. o ocenę, czy nie doszło w tej sytuacji do przekroczenia uprawnień służbowych. W odpowiedzi wskazała ona wówczas m.in., że „główny inspektor pracy wykorzystuje ustawowe kompetencje zgodnie z przepisami prawa, z uwzględnieniem interesu społecznego i słusznego interesu obywateli, który wymaga, aby urzędnicy państwowi dawali rękojmię należytego wykonywania obowiązków służbowych (art. 39 pkt 5 ustawy o PIP) i nie wywoływali podejrzeń o stronniczość lub interesowność (art. 48 ust. 1 ustawy o PIP). Ocena prawidłowości działania organów Państwowej Inspekcji Pracy w powyższym zakresie zostanie dokonana przez sąd administracyjny”.

Teraz dodatkowo sprawdzi to także prokuratura. Tę ostatnią zapytaliśmy z kolei, dlaczego w omawianej sprawie zwraca się uwagę na możliwe naruszenie interesu prywatnego (byłego inspektora), a nie dopatrzono się też ewentualnego działania na szkodę interesu publicznego (wiarygodność i dobre imię PIP, organu, którego celem jest dbałość i nadzór nad przestrzeganiem prawa pracy).

– Artukuł 231 par. 1 k.k. mówi o przekroczeniu uprawnień i działaniu na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. Działanie na szkodę interesu prywatnego może stanowić również działanie na szkodę interesu publicznego – wskazał Łukasz Łapczyński.

Podkreślił, że w tym konkretnym przypadku na pierwszy plan wysuwa się interes prywatny zawiadamiającego, który mógł zostać naruszony przez zachowanie opisane w zawiadomieniu o podejrzeniu popełniania przestępstwa. W związku z tym takie sformułowanie prokurator zawarł w postanowieniu o wszczęciu śledztwa.

– Dodać należy, iż postanowienie inicjuje postępowanie, a dopiero w ramach postępowania dowodowego ustalane są okoliczności wynikające z zawiadomienia o przestępstwie, jak też kwestie dotyczące skutków ewentualnych naruszeń, m.in. interes publiczny, prywatny – dodał rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej.

WSA odmawia

W omawianej sprawie toczy się też wspomniane postępowanie przed warszawskim WSA. 31 grudnia 2019 r. ten ostatni odmówił wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji prezesa UODO do czasu merytorycznego rozstrzygnięcia sporu. Wnioskował o to główny inspektor pracy.

W uzasadnieniu postanowienia sąd wskazał, że wstrzymanie wykonania aktu lub czynności jest możliwe, jeśli zachodzi niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków. Takie okoliczności powinna wykazać strona postępowania, która składa wniosek. WSA podkreślił, że w tej sprawie GIP w żaden sposób nie uprawdopodobnił okoliczności, które wymagałyby wstrzymania wykonania decyzji UODO. Tymczasowa ochrona byłaby więc nieuzasadniona.

Inspekcja pracy musi zatem wciąż zmagać się z kolejnym już kryzysem wiarygodności. Wszczęcie śledztwa przez prokuraturę na pewno nie poprawi wizerunku organu, który jest odpowiedzialny za nadzór nad przestrzeganiem prawa.