Po wyborach nie dość, że PiS stracił Senat na rzecz opozycji, to jeszcze wyraźnie wzmocniło się w nim lobby samorządowców. W izbie wyższej aktualnie znajduje się 11 byłych wójtów, burmistrzów, prezydentów miast czy radnych. Wśród nich m.in. wieloletni prezydenci Gliwic (Zygmunt Frankiewicz) i Nowej Soli (Wadim Tyszkiewicz).

Już wcześniej włodarze zapowiadali, że w sytuacji przejęcia Senatu przez opozycję, postarają się wykorzystać sytuację do lobbowania za interesami samorządu terytorialnego. Dziś zdradzili, jakimi sprawami będą chcieli się zająć w drodze ustaw wprowadzanych do Sejmu za pośrednictwem Senatu.

- Mamy nadzieje, a nawet pewność, że ci senatorowie z samorządu, którzy dostali się do tej ważnej dla nas izby, być może w przyszłości samorządowej, będą wyposażeni w projekty ustaw, które zmienią oblicze polskiego samorządu - stwierdził Jacek Karnowski, prezydent Sopotu.

Plany samorządowców dotyczą w pierwszej kolejności spraw finansowych. Ustawy wnoszone do nowego parlamentu dotyczyć będą np. przywrócenia zasady rekompensowania ubytków w dochodach własnych samorządów (np. gdy rząd reformuje system PIT, to w przypadku, gdy stracą na tym lokalne władze, budżet państwa powinien im to wyrównać). Druga kwestia dotyczy zwrotu nieodliczonego podatku VAT od inwestycji publicznych w samorządach. Zdaniem włodarzy nie jest uczciwe, że trzeba uiszczać VAT do budżetu państwa w sytuacji, gdy chodzi o publiczne inwestycje w Polsce lokalnej. Trzecia zmiana dotyczyłaby subwencji szkolnej, związanej z wynagrodzeniami nauczycieli. Samorządy będą dążyć do jej zamiany na dotację celową. To uchroniłoby je przed - ich zdaniem nieuzasadnionym - dopłacaniem do systemu oświaty. - Nie może być tak, że kto inny negocjuje podwyżki dla nauczycieli, a kto inny potem za to płaci - wskazywał Zygmunt Frankiewicz. Samorządowcy lobbować będą też za wprowadzeniem referendów lokalnych dotyczących sposobu realizacji zadań własnych czy „spraw delegowanych przez ustawodawcę do aktów wykonawczych”. - Jeśli my rozdajemy pieniądze w formie zapomóg czy stypendiów, to niech mieszkańcy zdecydują o sposobie dystrybucji tych środków - namawiał Wadim Tyszkiewicz.

Kolejna grupa spraw dotyczy już bezpośrednio samorządowców. Do Senatu zgłoszone mają być projekty ustaw znoszące limit kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Będzie również dążenie do zniesienia aktualnie obowiązującego zakazu łączenia mandatów senatorskich i samorządowych. Tego typu zmiana powodowałaby, że tacy senatorowie jak Zygmunt Frankiewicz czy Wadim Tyszkiewicz w momencie wyboru na senatora nie traciliby mandatu prezydenckiego w swoich miastach. Samorządowcy z pomocą Senatu chcą zawalczyć też o to, by organizacje zrzeszające samorządy (np. Związek Miast Polskich, Związek Gmin Wiejskich RP, Związek Powiatów Polskich) miały prawo złożenia skargi do TK. Dziś mogą to robić pojedyncze samorządy lub grupy jednostek. Samorządowcy chcą też zapewnić udział ich przedstawicieli w Radzie Dialogu Społecznego (wychodząc z założenia, że samorząd terytorialny jest największym pracodawcą w kraju, zatrudniającym bezpośrednio i pośrednio ponad 2 mln ludzi) oraz w radach mediów publicznych.

O ile przy wypełnianiu części z tych postulatów samorządowcy mogą liczyć na pomoc senatorów opozycji, o tyle gorzej będzie przekonać do nich posłów Zjednoczonej Prawicy, która ma większość w izbie niższej. PiS jednak nie może torpedować wszystkich inicjatyw ustawodawczych wychodzących z Senatu, bo inaczej izba wyższa będzie robiła wszystko, by utrudnić im rządzenie. Dlatego nie wykluczone, że jakieś postulaty samorządowcom uda się przez parlament przeprowadzić. - Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której zgadzamy się np. na cofnięcie dwukadencyjności wójtów, skoro sami ją wprowadziliśmy. Ale możemy dyskutować. Jeśli będą proponowane zmiany, co do których tego typu wątpliwości nie będzie, na pewno się nad nimi pochylimy - mówi nam jeden z polityków partii rządzącej.