Projekt zmian ma zostać upubliczniony w najbliższym czasie. Na jego ujawnienie możemy liczyć na przełomie stycznia i lutego, choć przedstawiciele krajów członkowskich powinni go poznać już 15 stycznia. Bruksela chce w ten sposób wyprzedzić publikację innego dokumentu – nowej, kompromisowej wersji unijnego podatku cyfrowego dla największych koncernów technologicznych.

O pomysłach KE na odejście od jednomyślności głosowania w sprawach podatkowych pisaliśmy w czwartek w portalu Forsal.pl. Vanessa Mock, rzeczniczka prasowa komisarza UE odpowiedzialnego za sprawy podatkowe i celne, w odpowiedzi na pytanie DGP przyznała, że prace nad faktyczną likwidacją weta w niektórych sprawach fiskalnych trwają. W ten sposób mają zostać spełnione zapowiedzi przewodniczącego KE Jeana-Claude’a Junckera z września 2018 r. Piewsze dyskusje na ten temat pojawiły się zresztą jeszcze przed przystąpieniem Polski do UE w 2004 r.

Nie będzie o to jednak łatwo. Unijne traktaty (m.in. art. 113 Traktatu o Funkcjonowaniu UE) stwierdzają, że do jakichkolwiek zmian w podatkach obrotowych, pośrednich i akcyzie potrzebna jest jednomyślność państw członkowskich w Radzie UE. Taki zapis ma gwarantować zachowanie narodowej suwerenności.

Bruksela może go zmienić na dwa sposoby: bardzo trudny i trudny. Ten pierwszy to rozpoczęcie sformalizowanej procedury zmiany całego unijnego traktatu. Drugi z kolei to wszczęcie tzw. procedury kładki (franc. passerelle). Vanessa Mock mówi, że Bruksela myśli właśnie o tym. – Procedura kładki jest określona w art. 48 ust. 6–7 traktatu z Lizbony. W praktyce rządy państw członkowskich, Parlament Europejski bądź KE mogą zawnioskować, aby Rada Europejska upoważniła Radę UE – w tym wypadku ministrów ds. europejskich lub MSZ – do odejścia w danej dziedzinie od jednomyślności do głosowania większością kwalifikowaną – tłumaczy Robert Grzeszczak z Uniwersytetu Warszawskiego. Dodaje jednak, że taka zmiana również wymaga jednomyślności wśród krajów członkowskich.

To zaś może okazać się prawdziwą „mission impossible”. Rząd Irlandii już od wrześniowego przemówienia Junckera nie ukrywa, że nie poprze planów KE. Dublin obawia się, że pozbawienie go weta w sprawach podatkowych w praktyce uderzy w jego system fiskalny, atrakcyjny dla międzynarodowych korporacji. Te mogłyby się przenieść do Francji czy Niemiec, czyli gospodarek o większym potencjale. Ze względu na zbliżające się wyjście z UE milczy na razie rząd Wielkiej Brytanii, ale aktywnie udzielają się tamtejsi internauci. „Dlatego głosowałem za brexitem” – to najczęstszy komentarz.

Pomysł Brukseli negatywnie zaopiniował także polski rząd, o czym mówi DGP Katarzyna Sobecka z biura prasowego MSZ. Resort w odpowiedzi na nasze pytania przypomniał, że „polityka podatkowa jest istotnym komponentem suwerenności państw członkowskich UE. Wyraża się ona nie tylko w ich prawie do nakładania podatku i ustalania jego stawki, ale także w realizacji polityki społeczno-gospodarczej poprzez kształtowanie podstawy opodatkowania”. MSZ podkreśla, że przy reformie UE należy zachować legitymizację demokratyczną, a wszystkie państwa powinny czuć się komfortowo „w sytuacji daleko posuniętej współzależności, w jakiej się znajdujemy w Unii”.

Niechętne stanowisko Polski, Irlandii czy państw nordyckich można tłumaczyć planem wprowadzenia skonsolidowanej, wspólnej podstawy opodatkowania (CCCTB). W ten sposób państwa nadal same decydowałyby o stawkach CIT, ale już zasady określania dochodu, od którego pobierany byłby podatek, byłyby jednakowe dla wszystkich. Pierwotny projekt CCCTB został opublikowany w 2011 r., ale szybko spotkał się ze sprzeciwem wspomnianych krajów, które obawiały się strat w swoich budżetach.

Pomysł harmonizacji CIT wrócił w 2016 r., ale Polska i Irlandia wciąż były wobec niego niechętne. Były wiceminister finansów Paweł Gruza szacował w 2017 r., że budżet naszego kraju mógłby tracić na przyjęciu CCCTB nawet 2,5 mld zł rocznie. Resort finansów potwierdził DGP, że pozostaje sceptyczny wobec projektu.

Jest jednak też druga strona medalu. Bruksela twierdzi, że bez zmian w podatkach trudno budować wspólny rynek. A przyjęcie jakichkolwiek projektów zmian w przepisach podatkowych jest utrudnione. Przypomnijmy sobie tak niewinną i powszechnie oczekiwaną zmianę, jak przyznanie państwom prawa do obniżki stawki VAT na e-booki i e-gazety. Niektóre kraje, w tym Polska, lobbowały za takim rozwiązaniem od prawie dekady. Wydawałoby się więc, że stosunkowo niekontrowersyjny projekt zostanie szybko przyjęty, a jednak był dwukrotnie wetowany przez Czechy.

Nasi sąsiedzi w zamian za wycofanie sprzeciwu domagali się innej zmiany – prawa do powszechnego stosowania odwrotnego obciążenia w VAT. Temu z kolei sprzeciwiały się inne państwa obawiające się, że czeski pomysł doprowadzi do wzrostu poziomu oszustw podatkowych na ich terytorium. KE musiała jednak ustąpić i aby przeprowadzić reformę opodatkowania e-booków, zgodziła się na czeski eksperyment. Upór Pragi miał jednak mocno zirytować KE i największych graczy we Wspólnocie.

Jednomyślnego poparcia w Radzie UE nie zyskały też inne pomysły Brukseli, jak np. standardowa deklaracja VAT. Szalę goryczy miały jednak przechylić dopiero próby opodatkowania internetowych gigantów tymczasowym podatkiem cyfrowym (według stawki 3 proc. od przychodów brutto). Za takim rozwiązaniem twardo obstaje KE oraz największe państwa członkowskie (Francja, Hiszpania i Niemcy). Spotkały się jednak z równie silnym sprzeciwem Irlandii, państw nordyckich czy… niemieckiego przemysłu.

Większość tych projektów zostałaby szybko przyjęta, gdyby zgodnie z pomysłem KE mogły być głosowane większością kwalifikowaną.

Projekt Brukseli negatywnie zaopiniował także polski rząd