ROZMOWA

• Przepisy dotyczące tzw. rachunkowej metody ustalania różnic kursowych (art. 9b ust. 1 pkt 2 ustawy o CIT) obowiązują już blisko dwa lata i w dalszym ciągu są powszechnie krytykowane. Dlaczego?

- Problem z metodą rachunkową wynika z braku precyzji przepisów, a co za tym idzie związany jest z trudnościami interpretacyjnymi przy ich stosowaniu. Przepisy nakazują rozpoznawać dla celów podatkowych ujęte w księgach rachunkowych różnice kursowe z tytułu transakcji walutowych i wynikające z dokonanej wyceny składników aktywów i pasywów wyrażonych w walucie obcej, a także wyceny pozabilansowych pozycji w walutach obcych.

Każde z pojęć zastosowanych w tym uregulowaniu jest nieprecyzyjne, co oznacza, że wykładnia całości przepisu stwarza wiele możliwych interpretacji. Brak przy tym było do tej pory jednolitej interpretacji tych przepisów przez władze skarbowe. Prowadziło to do sytuacji, w której niektórzy podatnicy rozpoznawali w wyniku podatkowym np. całość wyceny walutowych instrumentów pochodnych, inni zaś próbowali rozbijać tę wycenę na elementy różnic kursowych oraz pozostałe, i tylko te pierwsze rozpoznawali w momencie wyceny w wyniku podatkowym.

• Które z tych podejść jest słuszne?

- Wszystko zależy od traktowania rachunkowego. Jeżeli bowiem dana wycena prowadzi do rozpoznania różnic kursowych w rozumieniu przepisów o rachunkowości, to te właśnie różnice kursowe należy rozpoznać w wyniku podatkowym. Jeżeli zaś dana transakcja jest instrumentem ściśle walutowym, jak np. FX Forward, ale na gruncie przepisów rachunkowych jej wycena nie generuje różnic kursowych (bo np. księgowana jest na kapitale z aktualizacji wyceny), to na moment wyceny nie należy w ogóle rozpoznawać różnic kursowych. Jest to zbieżne z celem wprowadzenia art. 9b ust. 1 pkt 2 do ustawy o CIT, którym było uproszczenie rozliczeń różnic kursowych i ujednolicenie wyniku finansowego z podatkowym w tym zakresie.

• Rozwiązanie to wydaje się faktycznie bardzo proste, ale czy można je bezpiecznie stosować w praktyce?

- Podejście to zostało potwierdzone w kilku interpretacjach indywidualnych ministra finansów wydanych pod koniec września tego roku. Podatnicy, którym pomagaliśmy przygotować wnioski, powołali się w swoich zapytaniach na wykładnię celowościową przepisów oraz na stanowisko eksperta z zakresu rachunkowości, który określił prawidłowe traktowanie transakcji na gruncie przepisów o rachunkowości. Minister nie kwestionował podejścia przedstawionego przez eksperta i zgodził się, że dla wyniku podatkowego należy rozpoznawać jedynie te różnice kursowe, które powstają na gruncie przepisów o rachunkowości. Dzięki temu wnioskodawca uzyskał pewność co do traktowania podatkowego wycen m.in. instrumentów pochodnych czy pozycji pozabilansowych.

• Czy najnowsze podejście ministra ma szanse na powszechność stosowania?

- Rozwiązanie przedstawione w najnowszych pismach, ze względu na prostotę i łatwość zastosowania, ma duże szanse przyjęcia w szerokim zakresie. Do rozstrzygnięcia pozostanie jedynie określenie prawidłowego traktowania transakcji na gruncie przepisów o rachunkowości, ale tu należy po prostu zasięgnąć opinii eksperta z tej dziedziny.

• Czy w związku z tym metoda rachunkowa, do tej pory unikana przez wielu podatników, może stać się atrakcyjnym i popularnym rozwiązaniem?

- Tak, ale pod jednym warunkiem - każdy podatnik przed podjęciem decyzji o zastosowaniu tej metody powinien zapewnić sobie odpowiedni poziom komfortu związany z uzyskaniem indywidualnej interpretacji ministra finansów, co zajmuje około trzy miesiące. Należy również pamiętać, że przepisy związane z tą metodą kryją inne pułapki. Czasu na to, by podjąć decyzję o rozpoczęciu stosowania tej metody od przyszłego roku, zostało już niewiele, gdyż dla większości podatników termin na zawiadomienie naczelnika urzędu skarbowego o przyjęciu metody rachunkowej upłynie 31 stycznia 2009 r. Warto przed podjęciem tej decyzji dokonać również kalkulacji jej spodziewanego wpływu na wynik podatkowy przez najbliższe trzy lata - bo tyle wynosi minimalny okres stosowania tej metody.