Kolejne bankructwa biur turystycznych pokazują konieczność zaostrzenia kontroli ich finansów. Zdaniem niektórych biegłych rewidentów trzeba stworzyć szczególny rodzaj sprawozdawczości finansowej i poddać biura badaniu przez podmiot audytorski. Czy to dobre rozwiązanie?

Mamy tu kwestię stworzenia szczególnej rachunkowości dla całej branży. Proszę jednak zauważyć, że biur podróży, które upadają, jest stosunkowo niewiele. Nie wiem, czy biegli rewidenci mają świadomość, że organizatorów turystyki jest przeszło 3400. Tymczasem w tym roku upadło 8 czy 9, czyli ok. 0,25 proc. wszystkich podmiotów. Ponadto skala upadłości w Polsce, jeżeli chodzi o biura podróży, jest zdecydowanie niższa niż w innych krajach Unii Europejskiej.

Przykładowo we Francji, na ponad 3 tys. biur, w zeszłym roku upadło przeszło 130.  Na chwilę obecną ok. 23 tys. osób zostało poszkodowanych w wyniku upadku biur turystycznych. Tymczasem upadłość linii lotniczych OLT Express tylko w części przewozów regularnych dotknęła ok. 140 tys.  osób. To są nieporównywalne wartości. Czy rzeczywiście rozpętana medialna burza jest więc zasadna?

Jakie byłyby więc skutki rozszerzenia obowiązków sprawozdawczych?

Jeżeli byśmy mieli wprowadzić ten pomysł w życie – trzeba się liczyć z dodatkowymi kosztami działalności. Biura turystyczne już teraz działają w warunkach bardzo dużej konkurencyjności i na minimalnej marży.

Dodatkowe obciążenia finansowe będą więc przerzucane na klientów. Tak naprawdę – w tym kontekście mówimy przede wszystkim o największych touroperatorach, tych obciążonych największym ryzykiem, realizujących turystykę wyjazdową przy pomocy czarterów. Niektórzy z nich są zresztą spółkami giełdowymi. A takie podmioty mają obowiązek tworzyć rozszerzone sprawozdanie finansowe, zawierające rachunek przepływów pieniężnych. Ich raporty weryfikowane są przez biegłych rewidentów.

Czy jednak nie powinny być bardziej weryfikowane mniejsze podmioty z branży turystycznej?

Zgadzam się, że konieczne jest zaostrzenie kontroli ich finansów. Jednak nie poprzez wprowadzenie obowiązkowych badań przez biegłych rewidentów. Już dwa lata temu zgłaszaliśmy propozycję stworzenia turystycznego funduszu gwarancyjnego. To byłby drugi filar, do którego przekazywana byłaby pewna kwota od każdego turysty w ruchu czarterowym, obarczonym największym ryzykiem.

W tej chwili za koncepcją funduszu opowiedziały się Ministerstwo Sportu i Turystyki, konwent marszałków i sama branża. Resort zaproponował, aby środki z tego funduszu były wykorzystywane, jeżeli okaże się, że nie wystarcza ich z gwarancji.

A co na to Polska Izba Turystyki?

My jesteśmy przeciwni stosowaniu takiej formuły. W tym przypadku nic by się nie zmieniło, poza tym że urzędy marszałkowskie dysponowałyby  większymi środkami.

Jakie jest więc najlepsze rozwiązanie?

Chcemy, aby to był fundusz z osobowością prawną. Przede wszystkim pełniłby funkcję kontrolną, której urzędy marszałkowskie tak naprawdę nie realizują i chyba nie są do końca w stanie.

Powinien się więc zajmować weryfikowaniem stanu finansowego biur podróży czy prawidłowością przyjmowanych od klientów kwot – kiedy można przyjąć całą kwotę, a kiedy tylko zaliczkę w określonej wysokości. A to właśnie się wiąże z deklarowanymi obrotami i realizowaną gwarancją. I dzięki temu można byłoby ograniczyć skalę niewypłacalności.