EWA MATYSZEWSKA:

Ostatnie szacunki wskazują, że koncern BP przez ponoszenie ogromnych wydatków na zatamowanie wycieku ropy naftowej zapłaci o 10 mld dolarów mniej podatku. Z czego wynika obniżenie podatku?

PAWEŁ KOCHANOWSKI:

Analizy te opierają się na wstępnych prognozach i odnoszą się do obniżki wpływów podatkowych o ok. 10 mld dolarów w ciągu czterech następnych lat. Jako że sytuacja jest bardzo dynamiczna (pojawiają się nowe wycieki ropy), prognoza taka nie musi się do końca sprawdzić. BP liczy na to, że większość kwot wydatkowanych na prace związane z wyciekiem ropy (wyłączając kary nałożone na BP przez rząd amerykański) będzie mogło potraktować jako koszty podatkowe spółki (czyli obniżyć podstawę opodatkowania, co spowoduje automatycznie niższy podatek do zapłacenia).

Jak poniesione przez BP wydatki rozlicza się podatkowo?

Zgodnie z ogólnymi przepisami podatkowymi wszelkie koszty związane z uzyskaniem przychodów lub zabezpieczeniem jego źródła zazwyczaj mogą być uznane za koszty podatkowe (z wyłączeniem np. konkretnych kar). W związku z tym bezpośrednie wydatki poniesione na zatamowanie wycieku ropy będą prawdopodobnie mogły być zaliczone w koszty brytyjskiej spółki.

Podobnie rzecz ma się z wszelkimi funduszami pomocowymi przeznaczonymi dla mieszkańców terenów poszkodowanych przez wyciek. Nie są one związane bezpośrednio z zabezpieczeniem źródła przychodów, ale pośredni związek można wykazać. Koncern będzie starał się zatrzeć negatywne wrażenie wywołane katastrofą ekologiczną w rejonie Zatoki Meksykańskiej przez rozbudowaną kampanię skierowaną głównie do poszkodowanych będących także w jakiejś części klientami, czyli źródłem przychodów koncernu.

Kto faktycznie straci – BP czy skarb państwa, na niższych wpływach podatkowych?

Biorąc pod uwagę rozmiar zdarzenia, trudno odpowiedzieć na pytanie, kto straci bardziej: koncern, finanse publiczne czy ekologia. Nie jesteśmy w stanie oszacować dokładnie skutków wycieku (i nie chodzi tu o skutki podatkowe, które są jedynie pochodną katastrofy i mają znaczenie dalszoplanowe).

Raczej można stwierdzić, że w tej sytuacji nie ma wygranych. BP zamiast koncentrować się na biznesie, czyli sprzedaży materiałów pędnych, musi ponosić ogromne wydatki, aby zniwelować skutki gigantycznej katastrofy ekologicznej, konsekwentnie państwa tracą wpływy budżetowe z podatków. Sytuacja przypomina trochę filmowy dialog dwóch aktorów dotyczący słabej kondycji polskiego kina. W pewnym momencie jeden stwierdza: „i kto za to płaci? pan płaci, ja płacę. Społeczeństwo”.