EWA MATYSZEWSKA: W prowadzonej właśnie kampanii wyborczej tematy podatkowe pojawiają się sporadycznie. Zupełnie inaczej, niż ma to miejsce w kampaniach prowadzonych w krajach unijnych czy w Stanach Zjednoczonych. Czy to dobrze, że nie rozmawiamy z politykami o podatkach?

JAROSŁAW NENEMAN*: Bardzo dobrze.

Ale w ciągu 20 lat demokracji w Polsce kwestie podatków, które są niezwykle istotne dla obywateli, niezbyt często były głównymi tematami debat przedwyborczych.

To prawda. Zazwyczaj kłócono się o lustrację, aborcję. Dopiero hasło 3x15 z jednej strony i znikające zabawki z drugiej przybliżyły wyborcom podatki – z fatalnym zresztą skutkiem. Fatalnym, bo podatki stały się narzędziem zwiększania notowań w sondażach. Gdy pojawia się polityka, co gorsza – populistyczna, to racjonalność ekonomiczna musi z nią przegrać. I przegrywa.

Politycy o podatkach mówią tylko wtedy, gdy mogą nas za nie kupić?

Propozycje zmian w podatkach zyskują akceptację polityków wtedy, kiedy mogą się sprzedać. Jeśli nie – trzeba o nich zapomnieć. Dzięki temu nikt nie mówi w Polsce o podatku od wartości nieruchomości czy od posiadania samochodu, nie ma też odważnego, który zlikwidowałby ulgę internetową.

Czasem w tle kampanii pojawia się podatek dochodowy dla rolników. Czy można oczekiwać w końcu jakichś zmian w tym zakresie?

To tak jak z KRUS. Wszyscy wiedzą, że trzeba coś z tym zrobić, ale jednocześnie zdają sobie sprawę, że się nie da.

A może to obecna sytuacja gospodarcza utrudnia postulowanie zmian w podatkach?

Rzeczywiście, przy obecnym stanie finansów publicznych obiecywanie obniżek podatków jest mało wiarygodne, więc tym nie kupi się dodatkowych głosów.

Tym bardziej że ekonomiści od dłuższego czasu jak mantrę powtarzają, że podatki w obecnej sytuacji rząd musi podnieść. Czy zatem jest dziś w ogóle miejsce na obniżkę podatków?

Przeciętny podatnik uważa, że podatki są za wysokie, łatwo więc zmamić go obietnicą obniżki (obecnie raczej ich niepodnoszenia) czy wprowadzenia nowych ulg. Sytuacja gospodarcza Polski, ale i w dużej mierze innych krajów rozwiniętych, nie pozwala na dalsze obniżki podatków. Wprost przeciwnie, trzeba będzie zwiększać udział dochodów podatkowych w PKB, po to by ograniczyć deficyty i zacząć spłacać dług publiczny. Trudno uwierzyć, by możliwa była dyskusja na ten temat w kampanii wyborczej.

Jak więc modernizować system podatkowy, by zapewniał stabilne dochody i jednocześnie uwzględniał preferencje społeczne (np. dotyczące progresywności)?

Spytam raczej: czy można pozyskać poparcie ciągle jeszcze kiepsko wyedukowanego ekonomicznie społeczeństwa, dla niepopularnych, ale koniecznych zmian? Nie jestem w tej sprawie optymistą.

Czyli o reformach podatkowych lepiej ze społeczeństwem nie dyskutować?

Na pewno trzeba nieustannie prowadzić edukację ekonomiczną. Trudniej będzie wtedy populistom obiecywać gruszki na wierzbie. Nie jest to łatwe zadanie, a przykładem tego może być kwestia przywilejów czy wieku emerytalnego. Stopniowo rośnie liczba wyborców, którzy są świadomi konieczności zwiększenia wieku emerytalnego czy likwidacji przywilejów.

Jaka powinna być dobra polityka podatkowa?

Z jednej strony musi dostarczać stabilnych dochodów budżetowych przy niskich kosztach, a z drugiej być postrzegana przez społeczeństwo jako uczciwa. Nie można uciekać od kwestii preferencji społeczeństwa dotyczących np. redystrybucji, progresywności. Jednak kwestie pozaekonomiczne nie mogą zdominować dyskusji, bo skutkiem tego jest nieefektywny system podatkowy.

*Jarosław Neneman

były wiceminister finansów