Rząd przeforsował zmiany w rozliczeniu PIT, polegające na przymusowym przerzuceniu tego obowiązku na pracodawcę. Po co te zmiany?

Na to pytanie, szczerze mówiąc, nie znam odpowiedzi. Zmian w prawie, w tym w prawie podatkowym, dokonuje się bowiem albo by załatwić jakiś problem lub też by przypochlebić się wyborcom, czego przykładem może być ulga na dzieci w PIT, która nie rozwiązuje żadnych problemów, jest kosztowna i nieefektywna, ale za to dobrze się sprzedaje i politycy mogą prężyć piersi, mówiąc, że załatwili problem polityki prorodzinnej.

Czy przy rozliczaniu PIT przez pracodawców takich elementów nie ma?

W przypadku przymuszania pracodawców, by rozliczali podatki pracowników, trudno doszukać się nawet walorów marketingowych. Po prawie 20 latach rozliczeń podatnicy przyzwyczaili się do tego i nie mają z tym większych problemów. Co więcej, mieli oni świadomość, ile płacą podatków – to ważne z punktu widzenia świadomości obywatelskiej. Rząd postanowił, w kosztowny i nieprzemyślany sposób, rozwiązać problem, który nie istnieje. Tylko po co? Radość podatników będzie niewielka, ale za to niezadowolenie przedsiębiorców spore.

Czy przysporzy to dodatkowych głosów rządzącym?

Śmiem twierdzić, że nie.

Czyli pana zdaniem przyjęte rozwiązanie jest złe?

Złe, a przede wszystkim zbędne. Złe merytorycznie i złe z punktu widzenia strategii racjonalizacji systemu podatkowego. Jeśli chce się tworzyć prosty, przyjazny podatnikowi system podatkowy, to trzeba najpierw w rozsądny sposób wyprowadzić ulgi poza system, w tym ulgę polegającą na wspólnym rozliczaniu, a wtedy rozliczanie PIT stanie się dziecinnie łatwe – koszty zdecydowanie spadną. Wtedy można obowiązek rozliczania przerzucić na pracodawców, jeśli taka jest wola. Choć po co? Przy prostym PIT wypełnienie zaznania będzie łatwe i zmieści się na kartce formatu A-4, jeśli za kilka lat będziemy jeszcze używali do tego papieru. Upraszczanie PIT i elektroniczne składanie zeznań to jest to, czego oczekują podatnicy.