ROZMOWA

● Trwają właśnie analizy nad projektem ustawy, która miałaby wprowadzić podatek ekologiczny. Ma on zastąpić dzisiejszą akcyzę płaconą od samochodów osobowych. Jak branża ocenia ten pomysł?

– Nasz związek zrzesza bardzo dużą część branży, reprezentujemy praktycznie wszystkich producentów i przedstawicieli producentów samochodów. Zależy nam na rozwiązaniach wyważonych. W naszym interesie jest sprzedawanie jak największej liczby samochodów, które spełniają wszystkie normy. Jedną z rzeczy, którą w branży motoryzacyjnej trzeba załatwić, jest właśnie podatek ekologiczny.

● Czy mają państwo opracowany jakiś jego model?

– Z informacji Ministerstwa Finansów wynika, że nowy podatek, ma zastąpić dzisiejszą akcyzę. W związku z tym, jeśli ma się pojawić nowy podatek, to powinien on mieć inną funkcję, a w szczególności nie tylko funkcję fiskalną, tak jak jest to z akcyzą.

Ostatnio jesteśmy świadkami szeroko zakrojonej dyskusji na temat czegoś – podatku ekologicznego – czego nie ma. Projekt ustawy jeszcze nie został przedstawiony.

Obecnie samochody osobowe opodatkowane są akcyzą, która daje budżetowi państwa dochody na poziomie 1,5–2 mld zł, w zależności od roku, liczby sprowadzanych samochodów. Oczywiście byłoby najlepiej, gdyby nie było żadnych podatków. Ale to jest utopia. Skarb Państwa musi mieć dochody z podatku w jakimś stopniu powiązanym z samochodami.

● O jakich innych funkcjach nowego podatku pan myśli?

– Tą inną funkcją może być np. stworzenie docelowo mechanizmu, który pozwoli na wymianę parku samochodowego na nowszy. Ale tu jedno zastrzeżenie, nowy podatek nie zwiększy sprzedaży nowych samochodów.

● Dlaczego?

– Jeśli ktoś jest właścicielem samochodu o wartości 10 tys. zł, to nie ma możliwości, aby kupił auto za 30, 50 czy 70 tys. zł, bo zwyczajnie go na to nie stać. Natomiast możemy stworzyć mechanizm, który spowoduje, że taka osoba, zamiast kupić samochód 15-letni za 8 tys. zł, dołoży 3, 4 tys. zł i kupi samochód młodszy.

● Bo będzie płacił niższy podatek?

– Dokładnie tak.