Zmiana dłużnika za zgodą wierzyciela, czyli zwalniające przejęcie długu, jest bardzo częstym zdarzeniem w praktyce gospodarczej, a mimo to wciąż budzi wiele kontrowersji. Jeżeli mamy coś od kogoś kupić za 100, a sprzedający ma zobowiązania wobec banku np. w wysokości 50, to mamy dwa wyjścia: albo zapłacić pełną cenę, czyli 100, albo zapłacić 50 i przejąć zobowiązanie o wartości 50 od sprzedającego. Może być też tak, że nie mamy środków na sfinansowanie zakupu w całości, więc i tak musielibyśmy zaciągnąć kredyt. Naturalnie korzystniejszą decyzją niż zapłata za przedmiot umowy sprzedaży wartości brutto, bez pomniejszania o obciążenia, jest więc przejęcie długu.

Brak jest powodów, aby różnicować konsekwencje dla podatników w zależności od tego, czy wybrali wariant rozliczenia netto czy brutto. Niedopuszczalne jest twierdzenie organów podatkowych, że przejęte zobowiązania nie powinny być traktowane jako element ceny nabycia. Wskutek przejęcia długu podatnik poniesie bowiem rzeczywiste wydatki na spłatę zobowiązań. Sytuacja ta nie różni się od zakupu na kredyt, albo od zakupu z odroczonym terminem płatności. We wszystkich trzech przypadkach koszt należy rozpoznać na zasadach ogólnych, a płatność zobowiązania ma znaczenie jedynie dla ustalenia ewentualnych różnic kursowych, o ile zobowiązanie, w tym przejęte zobowiązanie, jest wyrażone w walucie obcej. Odnośnie różnic kursowych wskazać należy, że skoro rzecz będąca przedmiotem transakcji ma być wyceniona według wartości rynkowej na moment sprzedaży, to i wartość przejętych zobowiązań powinna być wyceniona według tych samych zasad. Dla celów podatkowych powinien być to więc kurs średni NBP ogłoszony w dniu poprzedzającym dzień transakcji, tj. przejęcia długu. Różnice kursowe u przejemcy (nowego dłużnika) powinny być liczone od dnia przejęcia długu do dnia uregulowania zobowiązania.