statystyki

Jędrzejewska: Tylko nieliczni spiją tę śmietankę

autor: Katarzyna Jędrzejewska01.02.2016, 08:41; Aktualizacja: 08.02.2016, 11:32
Katarzyna Jędrzejewska

Katarzyna Jędrzejewska, kierownik działu podatki źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Komentarz Tygodnia

reklama


reklama


Jest dokładnie na odwrót, niż miało być. Rolnicy sprzedający swoje produkty wprost z gospodarstwa mieli wyjść z ukrycia, a smakosze tradycyjnych wątrobianek, salcesonów i twarogów mieli się wreszcie najeść do syta.

Początkowo nawet zakładano, że sprzedaż w niewielkich rozmiarach, do 7 tys. zł przychodu rocznie, będzie całkiem zwolniona z podatku. Opodatkowana miała być tylko nadwyżka.

Po zwolnieniu śladu nie zostało, ale jest 2-proc. ryczałt, który zasadniczo powinien sprzyjać ujawnianiu przychodów. Któż jednak miałby to robić, skoro – jak się okazuje – nie można sprzedawać bezpośrednio konsumentom ani wędlin, ani serów, ani masła, ani nawet zsiadłego mleka.

W styczniu drobni producenci dowiedzieli się od głównego lekarza weterynarii, że nie pozwalają na to przepisy weterynaryjne. Co ciekawe, rozporządzenie w tej sprawie podpisał we wrześniu 2015 r. ówczesny minister rolnictwa Marek Sawicki. Stało się to pół roku po tym, jak Sejm uchwalił 2-proc. ryczałt. Trudno podejrzewać, że minister nie wiedział, iż w ten sposób niweczy całą ideę opodatkowania niskim ryczałtem.

Trzeba natomiast przyznać, że już na etapie prac w Sejmie i Senacie resort rolnictwa sygnalizował, że nie wystarczą zmiany podatkowe. Potrzebne są regulacje w zakresie bezpieczeństwa żywności, bo jedne i drugie muszą być ze sobą spójne. Sugerowano także, by wprowadzić możliwość sprzedaży przetworzonych produktów bezpośrednio sklepom i restauracjom. A tymczasem jest tak, że rolnik – chcąc skorzystać z 2-proc. ryczałtu – nie może nawet zapakować swoich wyrobów do paczki i wysłać jej klientowi. Nie wolno mu też sprzedawać żywności przez internet. Mało tego, nie może nawet handlować w zadaszonej hali, bo przepisy podatkowe pozwalają jedynie na obrót pod gołym niebem. Żadnej cywilizacji.

A do sprzedaży bezpośredniej pozostały tylko pieczywo, dżemy, kompoty i – dziwnym trafem – śmietana.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • Pan Murzyński - Filipiński(2016-02-03 02:57) Odpowiedz 00

    Nie po to tworzono wielkie centra handlu hurtowego żywnością , takie jak w Broniszach rozpędzając siła dotychczasowe targowiska. Wtedy zapewniano, że chodziło o "ucywilizowanie" takiego handlu, a ja mam uzasadnione podejrzenia, że chodziło głównie o siorbnięcie "śmietany" z tego rynku. Teraz ktoś ma podbierać kasę z tej maszynki do jej robienia? Niedoczekanie, zmienia się więc tak, aby nic nie zmienić.

  • ivonn(2016-02-01 14:50) Odpowiedz 00

    Jeszcze długo czkawką będzie nam się odbijał poprzedni rząd.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

reklama