Smutna refleksja jest taka, że coraz więcej przepisów jest wprowadzanych bez zachowania tempa, które pozwala na rzetelne przeprowadzenie konsultacji społecznych czy spokojne prace na Wiejskiej. Coraz częściej przepisy forsowane są pod dyktando chwili. Bo akurat trzeba załatać dziurę w publicznej kasie. Albo raptem po miesiącach słodkiego lenistwa się okazuje, że zostało kilka dni na wykonanie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Przykłady? Ustawa hazardowa, przepisy o dopalaczach, podwyższenie składki rentowej. W efekcie zamiast przepisów mamy protezy. Zamiast przemyślanych regulacji legislacyjne potworki. Jak choćby ten dotyczący ubezpieczenia zdrowotnego rolników. Sędziowie trybunału dali rządowi 15 miesięcy na naprawę przepisów. Co zrobiono? Projekt przygotowano na kolanie, na ostatni moment. Uchwalenie ustawy zajęło posłom dosłownie kilka dni. Miała mieć charakter przejściowy, będzie obowiązywać również w przyszłym roku, czyli już łącznie dwa lata. Brak odwagi politycznej w takich przypadkach jest jeszcze gorszy niż grzech zaniechania.

Uchwalanie przepisów na ostatni dzwonek to niejedyny problem. Kolejny to praktyka omijania wymogu konsultacji społecznych. Szczególnie gustuje w tym resort zdrowia. Tylko w ostatnich miesiącach posłowie PO jako własne przedstawili dwa projekty bardzo ważnych ustaw. Jeden dotyczy instytutów, czyli jednostek takich jak np. Centrum Zdrowia Dziecka, drugi – ratownictwa medycznego. Oczywiście obydwa wyszły z resortu zdrowia, ale ponieważ przedstawili go parlamentarzyści, to mogą szybko wejść na ścieżkę legislacyjną, bo nie trzeba czekać na żadne uwagi. Czyli wszystko jest w porządku. A że znów pod dyktando chwili – to nieważne.

Niefrasobliwość rządu, polityków oraz brak dbałości legislacyjnej irytują. Jeszcze bardziej, gdy wpisuje się w nią prezydent, który powinien stać na straży stawionego prawa. Jak inaczej ocenić tryb przyjęcia ustawy o deregulacji w gospodarce. Przepisy ważne dla tysięcy przedsiębiorców Senat uchwala w czwartek, a już dzień później głowa państwa podpisuje je i jeszcze tego samego dnia są publikowane w Dzienniku Ustaw. Śmiać się czy płakać? A może chwalić, bo okazuje się, że jeśli rządzącym bardzo zależy, to zmuszenie posłów i senatorów do pracy po kilkanaście godzin na dobę jest jednak możliwe. Szkoda, że taka chwilowa nadgorliwość często odbija się czkawką całej reszcie społeczeństwa.