Wspólna jest ona jedynie do tego momentu, w którym odpowiada to francuskim interesom. Dowodem tego była już zażarta obrona niższych stawek VAT na tzw. usługi pracochłonne. Dzięki temu Francuzi mogli uratować przed podwyżkami swoich restauratorów. Teraz, nie czekając na wyniki unijnej debaty o koniecznych zmianach w systemie VAT (czy raczej podatku od wartości dodanej), Paryż obniża podatek od elektronicznych książek. Nie jest w tym zresztą osamotniony. Uprzedził go Luksemburg, który również niewiele robiąc sobie z unijnych reguł, obniżył VAT na e-booki, robiąc przy tym znakomity interes na obecności u siebie europejskiej centrali amerykańskiego Amazona. Unia specjalnie zresztą przeciwko tym ruchom nie protestuje. Rynek książki wygląda dziś bowiem co najmniej dziwnie. Ta sama publikacja wydana na papierze może mieć stawkę obniżoną. W Polsce jest to np. 5 proc. Ale już przy postaci pliku PDF trzeba zapłacić normalny podatek, według standardowych stawek, czyli u nas aż 23 proc. To zróżnicowanie nie ma żadnego logicznego uzasadnienia. I prawdopodobnie w ramach prac nad unowocześnieniem unijnego VAT zostanie zniesione. Kłopot tylko w tym, że unijna machina legislacyjna, gdy chodzi o rozwiązania stricte podatkowe działa wolniej od zaspanego żółwia. Z tej więc perspektywy to, co robią Luksemburg i Francja, nie jest żadnym kontrunijnym szaleństwem, lecz logicznym, ekonomicznie uzasadnionym działaniem – zupełnie wyjątkowo, tym razem godnym naśladowania.

Nie podejrzewam polskich władz o to, by w czymś, co nie przynosi dodatkowych wpływów do budżetu, wykazały dostatecznie dużą determinację, by zrobić coś wbrew obecnie obowiązującym regułom. Liczyłbym jednak na bardziej aktywne uczestnictwo w walce o obniżenie VAT na elektroniczne książki, a także szybkiego przygotowania projektu potrzebnych zmian w krajowych przepisach. Tak, by po zmianie stanowiska Unii nie trzeba było dopiero zastanawiać się, co zmieniać. Odrobina przezorności jest w tym przypadku wskazana, tak by nie znaleźć się znów w ogonie unijnych reformatorów.