Stuk, puk, proszę otwierać, urząd skarbowy – za oknem było jeszcze ciemno, kiedy łomotanie do drzwi postawiło wszystkich w domu na nogi. – Bo wyważymy drzwi – głos na klatce schodowej stawał się coraz bardziej zniecierpliwiony. Kiedy droga do mieszkania wreszcie stanęła otworem, dwóch rosłych funkcjonariuszy skarbówki szybko zlustrowało sypialnię – czy aby nie ma tam jakiegoś mężczyzny. A potem zażądało, by wskazać im drogę do łazienki. Tam zaczęli liczyć szczoteczki do zębów i uważnie przyglądać się maszynkom do golenia. – Czy ta aby nie jest męska? – spytał jeden tonem potępienia. Główna lokatorka mieszkania, 27-letnia Anna Z., matka samotnie wychowująca dwójkę nieletnich dzieci (jak zadeklarowała w zeznaniu podatkowym, bezczelnie uszczuplając tym samym wpływy do budżetu państwa), spłonęła rumieńcem i spuściła oczy. – To nie tak, jak panowie myślą...

Ten obrazek to oczywiście wytwór mojej imaginacji. Ale łatwo sobie wyobrazić, że taki bądź podobny scenariusz może się ziścić. Już teraz osoby samotnie wychowujące dzieci wzywane są przed oblicze pracowników skarbówki i muszą udowadniać, że są nimi faktycznie.

Nie mam zastrzeżeń, jeśli urząd chce zweryfikować faktyczny stan prawny i prosi o przedstawienie orzeczenia o rozwodzie czy separacji. Gorzej, jeśli żąda potwierdzenia, że sprawdzany podatnik jest faktycznie sam i tylko sam, więc nie dzieli z nikim swojego łoża i stołu. Bycie w konkubinacie oznacza bowiem, że nie jest się rodzicem samotnie wychowującym dziecko, a więc nie jest się także uprawnionym do ulgi w PIT.

Państwo w ściąganiu podatków bywa bezwzględne i należy temu przyklasnąć – m.in. to dobra ściągalność zobowiązań od podatników sprawiła, że nie jesteśmy dzisiaj na miejscu Grecji. Ale z tym konkubinatem, mam wrażenie, zapędziliśmy się w ślepy prawny róg.

Rodzi się bowiem pytanie: kto i na jakich podstawach będzie decydował, czy mężczyzna, z którym pomieszkuje od jakiegoś czasu nasza wymyślona Anna Z., jest jej konkubentem, czy tylko przyjacielem od serca? Według własnego widzimisię opinię będzie za każdym razem wydawał urzędnik skarbówki?

W Polsce nie ma, w przeciwieństwie do takich krajów jak np. Holandia, Francja czy Szwecja, możliwości zarejestrowania konkubinatu, co go sankcjonuje i nadaje określone skutki prawne. Nie ma także praktyki, jaka obowiązuje w krajach na bazie prawa anglosaskiego (m.in. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Kanada), by konkubenci mogli dziedziczyć po sobie czy też byli zobowiązani wobec siebie do świadczeń alimentacyjnych.

Konkubinat nie powinien być zatem brany pod uwagę w naszych podatkowych zeznaniach. Bo prawo, aby było skuteczne, powinno być jednocześnie logiczne i spójne.