Prezydent Lubina zamierza zwolnić w przyszłym roku (zapadła już stosowna uchwała rady gminy) budynki mieszkalne z podatku od nieruchomości. Powodem ma być to, że podatek jest niesprawiedliwy, bo w takiej samej wysokości muszą płacić go właściciele nowych apartamentów i rozpadających się ruder. To prawda. Ale sporo w tym także hipokryzji.

Przepisy mówią, że przy określaniu wysokości stawek rada gminy może różnicować ich wysokość, uwzględniając lokalizację, sposób wykorzystywania, rodzaj zabudowy, stan techniczny oraz wiek budynków. Już dziś gminy mogłyby stosować różne stawki podatku tak, by były one wyższe np. dla apartamentów w centrum miasta, a niższe dla mieszkań w blokowiskach.

Łatwo sobie pozwolić na rezygnację z podatku od mieszkań. Dużo trudniej, gdy chodzi o nieruchomości firm. Powód jest prosty. Za metr mieszkania gmina może zabrać w tym roku góra 67 groszy. Za firmowy budynek 300 razy więcej, bo ponad 21 zł za metr. I to powód, dlaczego w proteście Lubin zwalnia z podatku tylko nieruchomości mieszkalne.

Trzeba pamiętać, że prezydent Lubina z podatku rezygnuje nie dla dobra mieszkańców, po to, by ich w ten sposób uszczęśliwić, ale w proteście przeciwko temu, że płacony przez nich podatek jest za niski. Marzeniem prezydenta Lubina byłby podatek katastralny. A ten jakbyśmy go nie konstruowali, zawsze będzie dla mieszkańców bardziej dotkliwy niż obecny podatek od nieruchomości. W istocie chodzi zatem nie o to, by mieszkańców uszczęśliwiać, ale by ich w ostatecznym rachunku oskubać bardziej, niż jest to możliwe dziś. Z tego na szczęście dla inicjatora akcji mało kto zda sobie sprawę.