Dziś mamy możliwość składania zeznań i kontaktowania się z urzędami skarbowymi przez internet. Tyle że świat jakby nie dostrzegał tych naszych starań, czego dobitnym przykładem jest opublikowana właśnie kolejna odsłona raportu Doing Business.

I może dlatego już w listopadzie 2010 r. resort finansów ruszył na wojnę z twórcami międzynarodowych rankingów, w których Polska uchodzi za kraj wysokich podatków, niezbyt przyjazny biznesowi. Reakcja ministerstwa zielonej wyspy, ostatniego bastionu wzrostów na wzburzonym oceanie kryzysów, nie dziwi. A jednak gdy się chwilę zastanowić...

Podatki nie są od uszczęśliwiania podatników. Służą dostarczaniu pieniędzy do kasy państwa. Taka jest ich rola od chwili, gdy je wymyślono, i taka pozostanie tak długo, jak długo podatki będą istnieć. Z tego punktu widzenia rozszerzanie form, w których mogą być płacone, jest zarówno ułatwieniem dla podatników, jak i korzystnym rozwiązaniem dla fiskusa. Z jego punktu widzenia im więcej podatników płaci regularnie podatki, tym lepiej. A płaci je tym więcej osób, im są one niższe i im łatwiej je uregulować. A na tym polu wcale nie jest z nami tak źle.

Podatki nie są od uszczęśliwiania podatników

W rankingach Polska wypada źle nie tylko w kategorii wysokości obciążeń podatkowych. Kiepsko oceniane są też nasze procedury rozliczeń, rejestracji firm etc. I to właśnie te marne noty najbardziej bolą polskie władze. Wiele bowiem na tym polu ostatnio zrobiły. Sporo uciążliwych obowiązków zniosły, choćby w dwóch ustawach deregulacyjnych. Uprościły też wiele procedur. A nie widać tego w rankingach. Bo większość tych przepisów jeszcze nie obowiązuje, tak jak np. możliwość płacenia podatków w hipermarketach (możliwe od poniedziałku), czy też założenia spółki z o.o. w 24 godziny, co będzie dostępne od nowego roku.