Trzy filmy promujące składanie zeznań podatkowych przez internet można obejrzeć na kanale Ministerstwa Finansów na portalu YouTube. Kampania PIT wyślij przez internet rozpoczęła się 4 marca i jest częścią akcji Szybki PIT. W pierwszej chwili pomyślałem, że to świetny pomysł. Chociaż osobiście sam portal uważam za wielkie śmietnisko. Niestety w śmietnikowy charakter resort finansów doskonale się wpisał.

Filmy są dość specyficzne, na co zwróciły już uwagę inne media. Mamy zatem takich bohaterów, jak pan z wytatuowanym na ciele formularzem PIT (cóż przyjemność oglądnięcia tego ciała nie zostanie nam niestety oszczędzona), który to formularz dzielnie pomaga wypełnić niebrzydka urzędniczka. Mamy pana, który w urzędzie pilnie potrzebuje znaleźć toaletę, czemu towarzyszy hasło, by do urzędu przychodzić naprawdę tylko wtedy, gdy musimy. Mamy wreszcie pana, który chce złożyć małżeński PIT, ale nie ma żony. Ma za to załącznik w postaci kwiatów (mam nadzieję, że o kwiaty za każdym razem bohaterom filmików chodzi, gdy mówią, że mają jeszcze załącznik, bo motyw załącznika przewija się w filmikach uparcie, a półnagi mężczyzna mówiący z załączniku brzmi co najmniej dwuznacznie) i prośbę do urzędniczki, by za niego wyszła za mąż.

Osobiście po ich obejrzeniu poczułem się nieco zażenowany. W założeniu dowcipne, w rzeczywistości filmiki prezentują żarty na poziomie uczniów podstawówki, i to niestety – przyznaję to z przykrością, bo sam należę do brzydszej części naszego społeczeństwa – jedynie uczniów płci męskiej. Wątpliwe, by dowcip ten rodem z trzeciorzędnych reklam bawił uczennice. Jedyne, co mogły one z przekazu tego zapamiętać, to że papierowe formularze PIT nie bardzo nadają się do celów sanitarnych. Sprawnie zbadane – jak mawia się w urzędach – organoleptycznie przez podatnika w potrzebie, pozostawione zostaję przez niego nietknięte.

Ocieplanie wizerunku urzędów, choć potrzebne, musi mieć pewne granice. Od przedstawicieli państwa wymaga zachowania przynajmniej tyle powagi, by nie był nadszarpnięty autorytet państwa, które reprezentują. Nie oznacza to, że urzędnicy nie mogą sobie pozwolić na odrobinę humoru. Byłoby jednak dobrze, gdyby był to humor w miarę inteligentny. Chyba że fiskus w inteligencję użytkowników internetu specjalnie nie wierzy. Może stąd pożytecznej skądinąd kampanii w internetowych reklamach towarzyszą prostackie żarty.