Chodziło o podatniczkę prowadzącą działalność gospodarczą, która straciła całą dokumentację w powodzi. Zalanie archiwum potwierdziło zaświadczenie komendanta państwowej straży pożarnej.

Kontrolujący ją po kilku latach fiskus zażądał dowodów na poniesienie odliczonych wydatków. Kobieta nie pamiętała danych wszystkich kontrahentów – udało jej się zdobyć duplikaty faktur dokumentujące tylko 1/3 kosztów.

Organy podatkowe podwyższyły jej podatek i doliczyły odsetki. Uznały, że kosztów było tylko tyle, ile kobieta potrafi udokumentować. Przychód uwzględniły jednak w całości, w kwocie wynikającej ze złożonego przez nią przed kilkoma laty zeznania podatkowego.

Kobieta uważała, że skoro dokumenty zaginęły z przyczyn od niej niezależnych, to organ podatkowy powinien oszacować koszty w tej części, w jakiej sama nie potrafi ich wykazać.

Fiskus się z tym nie zgadzał. Powoływał się na przepis, z którego wynika, że nie musi określać podstawy opodatkowania poprzez szacowanie, jeżeli dane wynikające z ksiąg podatkowych uzupełnione innymi dowodami pozwalają na jej określenie (art. 23 par. 2 ordynacji podatkowej).

Podatniczka wygrała w sądach administracyjnych. Zarówno WSA w Warszawie, jak i NSA orzekły, że fiskus ma wziąć pod uwagę koszty udokumentowane duplikatami faktur, a w pozostałej części dokonać szacunku. W przeciwnym wypadku doszłoby do dysproporcji między przychodem a kosztami.

ORZECZNICTWO

Wyrok NSA z 12 kwietnia 2016 r., sygn. akt II FSK 548/14.