Zasadą jest, że towary wysyłane lub transportowane są opodatkowane w miejscu, w którym znajdują się one w momencie rozpoczęcia wysyłki lub transportu do nabywcy (art. 22 ustawy o VAT). Wydawałoby się więc oczywiste, że tam, skąd towar wyjeżdża, tam powinna zostać pobrana danina.

Tymczasem w opodatkowaniu dostaw wewnątrzwspólnotowych – a więc tych, w których najczęściej właśnie ucieka VAT – przyjęto odwrotną zasadę. Dlaczego? Oficjalnie, żeby zachować inną regułę – opodatkowania konsumpcji. Bo jedna koncepcja wyraźnie stała w sprzeczności z drugą. Wybrano więc salomonowe wyjście i przyjęto, że dostawa wewnątrzwspólnotowa owszem, będzie opodatkowana w miejscu rozpoczęcia wysyłki lub transportu, lecz stawką 0 proc. Podatek zaś zapłaci nabywca, zgodnie z regułą państwa przeznaczenia.

Jak kończy się takie sztukowanie, widać po liczbach przedstawionych przez KE: rocznie kraje UE tracą 50 mld euro VAT, który powinny zarobić na transakcjach transgranicznych. Większość oszustw w dostawach wewnątrzwspólnotowych polega na tym, że towar wcale nie wyjeżdża za granicę, tylko zostaje w kraju i tu jest sprzedawany, oczywiście po niższej cenie, bo jest przecież tańszy o VAT. Nie płaci więc ani ten, kto sprzedał, ani ten, kto miał rzekomo kupić za granicą. Co więcej, dostawa z zerową stawką otwiera możliwość bezpośredniego zwrotu podatku z otrzymanych faktur. Słowem, prosta droga do wyłudzeń.

Komisja Europejska zapowiada teraz objęcie transakcji transgranicznych tymi samymi regułami opodatkowania, jakie obowiązują przy dostawach krajowych – podatek musi być pobrany już na wyjściu. Dojście do takiego wniosku zajęło jej ponad 20 lat. Czy przyczyniła się do tego niesamowita inercja brukselskiej administracji, czy zwykła zasada, że prowizorki trwają najdłużej? Bo przypomnijmy, szczególna zasada opodatkowania WDT miała być wprowadzona tylko na cztery lata. A może był jeszcze inny powód zwłoki KE?

Teorii będzie zapewne wiele. Dość powiedzieć, że w przypadku usług, zwłaszcza elektronicznych i telekomunikacyjnych, reagowano dużo szybciej. Przypomnijmy, że ogólna zasada nakazuje, by usługi na rzecz konsumentów były opodatkowywane tam, gdzie usługodawca ma stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej. Gdyby jednak regułę tę zastosować w odniesieniu do usług elektronicznych bądź telekomunikacyjnych, to wszystkie firmy nadawcze przeniosłyby serwery na odległe wyspy, gdzie nie ma VAT. Historia zna już podobne przypadki i stąd była szybka – jak na tę instytucję – reakcja KE.