Z ustawy o VAT wynika, że podatnik ma prawo do obniżenia podatku należnego o naliczony lub do zwrotu różnicy na rachunek bankowy. Minister Jarosław Gowin chciał wprowadzić podobny wybór w zakresie obowiązującej od 2016 r. ulgi na badania i rozwój (B+R). Tyle tylko że zamiast prawa do zwrotu zaproponował prawo do... wykazania w zeznaniu kwoty stanowiącej 18 proc. lub 19 proc. (zależnie od stawki PIT i CIT) nieodliczonego odliczenia. W uzasadnieniu napisał, że chodzi o „zwrot gotówkowy”, ale z samego projektu absolutnie nic takiego nie wynika. Jak wół stoi, że podatnik może tylko „wykazać w zeznaniu” kwotę stanowiącą 18 proc. lub 19 proc. nieodliczonego odliczenia.

Co zrobi z nią urzędnik? Gdyby miał ją oddać podatnikowi, to – zważywszy na to, że działa w granicach i na podstawie prawa – musiałby mieć przepis, który by go do tego upoważniał. Bez niego naraża się na zarzut nieuprawnionego dysponowania publicznym groszem.

Co gorsza, projekt grzeszy nie tylko nieznajomością reguł prawotwórstwa. Ten, kto go pisał, najwyraźniej nie zna języka polskiego i nie wie, że w zdaniu powinien być podmiot i orzeczenie, choćby nawet było to zdanie podrzędnie złożone. Przykład: „Ania, która ma psa, nie lubi kotów”. Tymczasem w przepisach zaproponowanych przez – nomen omen – ministra nauki i szkolnictwa wyższego, orzeczenia nie ma. Jest zdanie nadrzędne: „Podatnik rozpoczynający działalność... może wykazać w zeznaniu...” i zdanie podrzędne (a w zasadzie nieudolna próba jego napisania): „który ze względu na poniesioną w tym roku podatkowym stratę lub osiągnięcie dochodu w kwocie niższej od kwoty przysługującego za ten rok odliczenia określonego w art. 26e ust. 1”.

Po złożeniu obu zdań otrzymujemy: „Podatnik rozpoczynający działalność, który ze względu na poniesioną w tym roku podatkowym stratę lub osiągnięcie dochodu w kwocie niższej od kwoty przysługującego za ten rok odliczenia określonego w art. 26e ust. 1, może wykazać w zeznaniu...”.

Który co – chce się od razu zapytać. Można by powiedzieć, że to zwykłe niedopatrzenie. Czyżby? Tak samo jest w trzech innych zaproponowanych artykułach.

Jeśli takie przepisy miałyby wejść w życie, to z pewnością nikt z nich nie skorzysta. Gdyby to ode mnie zależało, zaczęłabym od przeszkolenia nowych urzędniczych kadr w zakresie znajomości języka polskiego. A potem przeszłabym do zasad legislacji.