O konieczności dodatkowego opodatkowania amerykańskich firm Google, Apple czy Microsoft poinformował German Klimenko, przezywany „carem internetu”, prywatnie miłośnik macbooków. To przedsiębiorca, który pod koniec zeszłego roku został doradcą Władimira Putina ds. internetu.

– My hodujemy krowę, a oni ją doją. Gdy kupujesz aplikację w sklepie Google Play lub App Store, to VAT naliczany jest w miejscu zakupu. Wszędzie, tylko nie w naszej republice bananowej – cytuje Klimenkę Bloomberg.

Powstała lista dystrybuowanych cyfrowo produktów (muzyka, e-booki, wideo) i usług cyfrowych (jak np. chmura obliczeniowa), w przypadku których zagraniczne firmy z reguły nie płacą VAT-u w Rosji, a rodzime już tak.

18-proc. podatek od niemal 3,9 mld dol. przychodu, jaki łącznie generują w Rosji Google, Apple i inne zagraniczne firmy ze sprzedaży treści cyfrowych, sprawiłby, że wpływy do rosyjskiego budżetu byłyby znaczące. Handel internetowy jako całość w Rosji osiągnął w zeszłym roku wartość ok. 570 mld rubli. Obrót cyfrową muzyką wygenerował ponad 2 mld rubli, a treściami wideo niemal 4 mld rubli.

Spadające ceny ropy oraz sankcje Zachodu nałożone po aneksji Krymu wywołały najgorszą recesję od piętnastu lat, zatem Rosja szuka dodatkowych wpływów. Jak zauważa Michał Papuga, analityk DM XTB, Brytyjczycy i Włosi też zacieśniają kontrole fiskalne koncernów technologicznych.

Ale nie tylko o pieniądze chodzi, lecz także o wiedzę o użytkownikach.

Podatek to następstwo już wprowadzonych w życie zmian legislacyjnych. Od września firmy technologiczne Facebook, Google, Uber czy eBay muszą przechowywać dane o użytkownikach na serwerach zlokalizowanych w Rosji.

Klimenko deklarował, że nie obawia się hipotetycznej sytuacji, gdy firma taka jak Google w obawie przed podatkiem wycofa się z rynku, bo rodzima konkurencja oferuje zamienniki amerykańskich usług (poza mobilnym systemem operacyjnym).

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Choć dla amerykańskich korporacji przeniesienie danych na serwery w Rosji to wielka niedogodność, w większości zapowiedziały, że dostosują się do zmian. Oficjalnie nowego podatku nie komentują, ale z tą zmianą też się pogodzą. Rosja to dla wielu z nich rynek wschodzący. – Nowy podatek ograniczy zyski zagranicznych firm z rynku rosyjskiego, jednak nawet w obliczu recesji mało prawdopodobne jest wycofywanie zainwestowanego już kapitału. Ponad 146 mln potencjalnych klientów to zbyt łakomy kąsek – ocenia Michał Papuga.

W pewnym uproszczeniu mamy segmenty sprzętu i usług internetowych. W tym pierwszym jest tak jak niemal wszędzie na świecie – rodzime firmy musiały ustąpić miejsca znanym markom, takim jak Samsung, Apple, Sony, Yotaphone, telefon z dwoma wyświetlaczami, który miał być rosyjskim zabójcą iPhone’a, ale nie zdołał osiągnąć znaczącego udziału w rynku. Co więcej, kontrolny pakiet akcji firmy (65 proc.) przejęła za 100 mln dol. chińska firma.

W przypadku usług amerykańskie firmy przyzwyczajone do dominacji mają pod górkę, a rosyjska konkurencja wyprzedza je i bez dodatkowego podatku. Yandex, największa wyszukiwarka, ma ponad 55-proc. udział w rynku. Google o przeszło 20 pkt proc. mniej. Na podatku może zyskać grupa Mail.ru, producent mniej znaczącej wyszukiwarki (ok. 10 proc. udziału w rynku). Sprawa ma się podobnie z serwisami społecznościowymi. Facebook ma ok. 24 mln użytkowników w Rosji, a to daje mu ledwie czwarte miejsce.

Penetracja usługami internetowymi w Rosji to ok. 60 proc., co daje perspektywy wzrostu zarówno rosyjskim, jak i amerykańskim firmom. Szczególnie w segmencie urządzeń mobilnych, bo to one w przyszłości będą jedną z głównych kategorii przychodowych wśród internetowych usługodawców.