Sprawa dotyczyła małżonków, którzy mieli zaległość podatkową w PIT za 2001 r. Sięgała ona kilkuset tysięcy złotych. Zwrócili się oni do naczelnika Urzędu Skarbowego w Warszawie o rozłożenie płatności na raty. Do wniosku dołączyli przygotowany przez siebie harmonogram spłat, który przewidywał 18 rat. Fiskus na to przystał.

Rok później, gdy do zapłaty pozostała już tylko ostatnia kwota, podatnicy ponownie złożyli wniosek o rozłożenie na raty. Organ znów się zgodził i rozłożył im to, co pozostało do spłaty, na kolejne 12 rat. Ostatnia z nich była najwyższa, wynosiła wraz z odsetkami 230 tys. zł. Tak chcieli sami podatnicy.

Gdy nastał dzień spłaty ostatniej raty, podatnicy znów złożyli wniosek – tym razem o odroczenie terminu jej płatności o kolejny rok. Argumentowali, że nie mają majątku, który umożliwiłby im spłatę, muszą utrzymać firmę, rodzinę i spłacać kredyty. Tym razem jednak naczelnik urzędu nie zgodził się na ulgę. Uznał, że nie przemawia za tym ważny interes podatnika ani interes publiczny. Tym bardziej że okoliczności wskazywane przez małżonków były już dwukrotnie podnoszone. Nie są to więc sprawy nowe ani nadzwyczajne, bo problemy mają wszyscy zadłużeni – stwierdził naczelnik.

Jego decyzję utrzymał w mocy dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie. Uważał, że podatnicy specjalnie przewlekają terminy płatności, żeby uniknąć przymusowej egzekucji z majątku.

Małżonkowie przegrali też w WSA w Warszawie. Sąd orzekł, że możliwość spłacania zobowiązań na preferencyjnych zasadach to sytuacja wyjątkowa uzależniona wyłącznie od uznania organu podatkowego. Ten nie musi, lecz może wyrazić na nią zgodę.

Tak samo orzekł NSA. Sędzia Jan Grzęda podkreślił, że organ nie miał obowiązku po raz kolejny pójść podatnikom na rękę.

ORZECZNICTWO

Wyrok NSA z 29 października 2015 r., sygn. akt II FSK 2239/13.