Dane przekazane DGP przez Ministerstwo Finansów wskazują, że do końca sierpnia 2015 r. w Polsce zarejestrowano w systemie VAT MOSS zaledwie 365 podatników. W całej UE niecałe 12 tysięcy.

Zdaniem Brukseli powodem tak niskich wskaźników rejestracji może być to, że decydują się na nią głównie duże firmy sprzedające usługi nadawcze, telekomunikacyjne i elektroniczne (np. Amazon). Mniejsze wolą sprzedawać np. e-booki koncernom, a wtedy nowe zasady ich nie dotyczą.

Mimo tego Komisja Europejska jest zadowolona z wprowadzenia nowego systemu. – Dzięki niemu unijny budżet powinien zyskać w 2015 r. dodatkowe 3 mld euro – poinformowała DGP Vanessa Mock, rzeczniczka prasowa Pierre’a Moscovici, komisarza ds. ekonomicznych i finansowych, podatków i ceł. Podkreśliła, że system VAT MOSS funkcjonuje lepiej, niż zakładano.

Jego przyszłość była omawiana na zeszłotygodniowej konferencji unijnej grupy Fiscalis w Dublinie. Potwierdzono na niej, że w przyszłym roku przygotowany zostanie projekt rozszerzenia obecnych regulacji, najprawdopodobniej na sprzedaż wysyłkową – informuje Vanessa Mock.

Na razie zarówno Komisja Europejska, jak i Ministerstwo Finansów zbierają opinie na temat funkcjonowania nowych regulacji. Przypomnijmy, dotyczą one usług telekomunikacyjnych, nadawczych i elektronicznych świadczonych na rzecz konsumentów z UE.

Z rozmów przeprowadzonych przez DGP z ekspertami wynika już dziś, że przepisy mają wiele wad.

Cel był szczytny

Ich głównym celem było wyeliminowanie nadużyć w zakresie manipulowania stawkami VAT i usunięcie w ten sposób szkodliwej konkurencji. – Gdyby nie nowe regulacje, to polski przedsiębiorca sprzedający np. e-booka polskiemu konsumentowi musiałby zapłacić 23 proc. VAT, a firma zarejestrowana w Luksemburgu 3 proc. – wyjaśnia Maciej Dybaś z PwC.

– Z tego właśnie powodu przed 2015 r. podmioty świadczące tego typu usługi lokowały swoje siedziby w krajach o przyjaznych systemach podatkowych – tłumaczy Roman Namysłowski z Crido Taxand.

Obecnie wszystkie firmy świadczące na rzecz konsumentów usługi telekomunikacyjne, nadawcze i elektroniczne powinny płacić VAT na tych samych zasadach – według miejsca pobytu lub stałego miejsca zamieszkania odbiorcy. W podanym przykładzie obaj przedsiębiorcy, czy to polski, czy luksemburski, powinni więc zapłacić 23 proc. VAT.

To oznacza, że danina musi zostać uregulowana w kraju konsumenta, bo jest dochodem tego państwa. Chcąc jednak zwolnić usługodawców z obowiązku rejestracji w poszczególnych krajach, wprowadzono system VAT MOSS, czyli mały punkt kompleksowej obsługi. Dzięki temu mogą składać deklaracje VAT i wpłacać podatek w jednym miejscu, a danina jest przekazywana dalej poszczególnym państwom konsumpcji.

Bez VAT taniej

Komisja Europejska zakładała, że zarejestruje się w nim około miliona podatników. Tymczasem jest ich niewiele ponad 12 tysięcy. Eksperci są zgodni co do tego, że po części wynika to z nieznajomości nowego prawa, ale także z braku skutecznych metod ściągania podatku od dostawców świadomie nierespektujących nowych zasad. – Należałoby zatem zastanowić się czy nie lepiej byłoby poszukać, innych, prostszych i skuteczniejszych metod opodatkowania tych usług – uważa Krzysztof Wilk.

Eksperci zwracają uwagę, że niedoliczanie VAT– co jest częstą praktyką zwłaszcza u przedsiębiorców prowadzących działalność poza UE – zaburza konkurencję. Dzięki temu oferowane przez nich usługi są znacznie tańsze, a przez to atrakcyjniejsze od oferowanych przez firmy respektujące nowe przepisy. Według Romana Namysłowskiego to właśnie szczelność systemu i skłonność przedsiębiorstw zarejestrowanych w egzotycznych krajach do rozliczania podatku na nowych zasadach powinna budzić największy niepokój KE. Tym bardziej że ta nie wypracowała jeszcze skutecznego sposobu radzenia sobie z unikaniem opodatkowania.

Jak to rozliczyć

Problematyczne jest też rozliczanie podatku przez przedsiębiorców nieuchylających się od opodatkowania. – Obecnie nie ma możliwości uzyskania w jednym miejscu wiążącej interpretacji dla różnych państw członkowskich. Z tego powodu przedsiębiorca sprzedający usługi konsumentom z wielu państw musi występować o interpretacje przepisów do organów podatkowych każdego z tych państw – zauważa Krzysztof Wilk.

Wyjaśnia, że w praktyce jest to bardzo uciążliwe zwłaszcza dla portali internetowych typu marketplace, oferujących możliwość nabywania aplikacji elektronicznych. W świetle bowiem rozporządzenia UE nr 1042/2013 to portal, występujący w roli pośrednika albo podatnika, jest zobowiązany do rozliczenia VAT w kraju konsumenta.

– Często podatnicy mają też problem z ustaleniem tak podstawowej kwestii jak to, czy świadczona przez nich usługa jest rzeczywiście usługą elektroniczną – zauważa Maciej Dybaś.

Ekspert zwraca też uwagę na całkiem inny problem. – Mali przedsiębiorcy, którzy ze względu na niskie obroty nie muszą regulować w Polsce VAT, zapominają o tym, że limit 150 tys. zł nie obowiązuje np. przy sprzedaży usług telekomunikacyjnych, nadawczych i elektronicznych – mówi Maciej Dybaś. W związku z tym, świadcząc usługę np. Brytyjczykowi, powinni oni rozliczyć VAT bez względu na wartość transakcji.

Na wszystko dowód

Kolejna trudność jest związana ze zbieraniem dowodów. Przedsiębiorca powinien bowiem dysponować dwoma dowodami zaświadczającymi, że konsument nabył od niego usługę w określonym państwie członkowskim. – Wśród nich wymienia się oświadczenie kontrahenta, adres IP komputera czy dane karty kredytowej użytej dla celów transakcji – wylicza Maciej Dybaś. W praktyce jednak określenie miejsca świadczenia usług sprawia przedsiębiorcom olbrzymie problemy. Usługodawca jest bowiem uzależniony od informacji przekazywanych mu przez nabywcę, podczas gdy sam ponosi odpowiedzialność za prawidłowe rozliczenie podatku. Obecnie nie wiadomo też, kto w praktyce ma prawo weryfikować te rozliczenia.

– Nie jest pewne, czy uprawnione są do tego organy państwa, któremu podatek jest należny, czy organy państwa, w którym podatek jest wpłacany – mówi Tomasz Michalik.

Głównym celem było wyeliminowanie nadużyć w zakresie stawek VAT