Chodzi o ogłoszoną 17 czerwca 2015 r. strategię zmierzającą do stworzenia całkiem nowego unijnego systemu opodatkowania CIT. Ma on pomóc zatrzymać, czyli i opodatkować na terenie Unii Europejskiej, powstałe tu dochody. W tym celu Komisja Europejska wróciła do pomysłu skonsolidowanej jednolitej podstawy opodatkowania (CCCTB). Pierwotnie został on ogłoszony jeszcze 16 marca 2011 r., ale spotkał się z silnym sprzeciwem części krajów członkowskich, w tym Polski, Szwecji i Irlandii.

Teraz ma zostać podzielony na kolejne etapy, dzięki czemu ma być bardziej „strawny” dla krajów członkowskich. Najpierw mają być zmienione reguły dotyczące powstawania stałej placówki (zakładu) w kraju, w którym firma prowadzi działalność, oraz dopracowane przepisy o zagranicznej spółce kontrolowanej. Potem ma zostać ujednolicona podstawa opodatkowania, co pozwoli liczyć dochód w całej UE według tych samych reguł. Na koniec pozostałby do realizacji jeszcze pomysł konsolidacji podstawy opodatkowania grupy kapitałowej. Budzi on najwięcej kontrowersji.

Wycofać konsolidację

Już dzień po ogłoszeniu nowej strategii KE sprzeciw wobec niej ogłosiło pierwsze państwo. David Gauke, sekretarz w brytyjskim ministerstwie skarbu, zapowiedział, że jego kraj odrzuci wszelkie pomysły Brukseli prowadzące do zniesienia podatkowej konkurencji między państwami.

Polska jest bardziej wstrzemięźliwa w krytyce. W odpowiedzi na pytanie DGP Ministerstwo Finansów przypomniało, że już na etapie pierwotnych prac nad CCCTB nie sprzeciwiało się pomysłowi ujednolicenia podstawy opodatkowania w UE (taki sprzeciw wyraził za to polski Sejm).

Nasz kraj ciągle jest natomiast niechętny pomysłowi konsolidacji podstawy opodatkowania grupy kapitałowej, który Bruksela pozostawiła na sam koniec reformy. – Może on doprowadzić do powstania grupy „wygranych” i „przegranych” państw w zakresie wpływów z CIT – wyjaśnia Wiesława Dróżdż, rzecznik prasowy MF. Z szacunków wynika, że Polska by na tym straciła. – To zaś mogłoby oznaczać konieczność podwyższenia podatków – podkreśla Wiesława Dróżdż.

Podobnie przyszłość Polski po wprowadzeniu konsolidacji widzą eksperci irlandzkiego EY w dokumencie „Study on the Economic and Budgetary Impact of the Introduction of a Common Consolidated Corporate Tax Base in the European Union”.

Skąd obawa

– Ryzyko wprowadzenia mechanizmu konsolidacji jest dla Polski duże – przyznaje Marcin Opiłowski, dyrektor w EY. Wyjaśnia to na przykładzie (patrz info). To tylko ilustracja, ale pokazuje, że jest możliwe, iż Polska mogłaby pobierać CIT od kwoty prawie trzy razy niższej, niż wynosi faktyczny dochód polskiej spółki (od 4,46 mln zł zamiast od 12 mln zł). – Wystarczy, aby jej poziom aktywów, zatrudnienia i obrotu był niższy od innych podmiotów z grupy – podkreśla Marcin Opiłowski.

Oczywiście scenariusze dla naszego kraju mogłyby być też korzystne, bo na faktyczny rozkład dochodów z CIT pomiędzy kraje UE będą miały wpływ rzeczywiste dane. Na korzyść Polski może (choć nie musi) wpływać np. lokowanie mocy produkcyjnych w Polsce wynikające z niskich kosztów zatrudnienia, jak i duży rynek zbytu, który może przełożyć się na wysoki poziom obrotów.

– Zaproponowany pierwotnie przez KE klucz (1/3) najprawdopodobniej ulegnie zmianie – przyznaje ekspert. Zanim to się stanie, będzie najpewniej przedmiotem targów, w których Polska może mieć mniej argumentów i siły przebicia niż kraje starej Unii.

Na inną trudność zwraca uwagę dr Sławomir Krempa, partner w PwC. Z pierwotnych założeń projektu CCCTB wynika, że spółki wchodzące w skład grupy składałyby deklarację tylko w jednym państwie członkowskim i tylko tamtejszy fiskus mógłby weryfikować rozliczenia. Jak w takim wypadku niemieccy urzędnicy mają weryfikować dokumenty polskiej spółki? – pyta ekspert. Z drugiej strony – przyznaje – rezygnacja z tego pomysłu będzie oznaczać pozostawienie długiej listy różnic w interpretacjach prawa dokonanych przez urzędników poszczególnych krajów.