Jedna z firm tłumaczy, że jeśli ostatecznie będzie musiała zapłacić wyższy podatek, odbije się to na jej polityce dywidendowej. Być może słuszność jest po jej stronie i wypada jej życzyć wygranej. Jednak używa argumentu, który brzmi jak rodzima wersja zasady prywatyzowania zysków i nacjonalizowania strat, czyli przerzucania ich ciężaru na podatników (budżet państwa). Ma rację?

Na marginesie: spółkę kontrolują menedżerowie (bezpośrednio zainteresowani dywidendą), w tym ci, którzy podejmowali decyzje w sprawie... opcji.

Firmy wykorzystują różne instrumenty pochodne. Dlaczego opcje walutowe przysporzyły im największego bólu głowy? Po pierwsze, kupowano je, gdy złoty był rekordowo silny i zakładano jego dalsze umocnienie. Po drugie, aby zaoszczędzić na kosztach transakcyjnych, spółki godziły się nie tylko na zakup od banku opcji sprzedaży, lecz także na przyznanie mu opcji zakupu. O ile pierwsze opiewały np. na 1 mln euro, to drugie na 2 mln. Potencjalne straty były wielokrotnością potencjalnego zarobku. I największy błąd – firmy kupowały i wystawiały opcje często niezależnie od tego, czy w ogóle płatności w obcej walucie się spodziewały. W rezultacie instrumenty nie pełniły (nie wyłącznie) funkcji zabezpieczających przed ryzykiem zmiany kursów walut. Nabrały spekulacyjnego charakteru. Gdy notowania złotego się załamały, polała się krew. Część opcji została zamknięta przed terminem (co z podatkowego punktu widzenia rodzi dodatkowe komplikacje), wszystkie zaś przyniosły straty.

Firmy dały się bankom nabrać. Zabrakło wiedzy, doświadczenia i refleksji na temat sytuacji rynkowej. Czasem górę brała chciwość. Przedsiębiorcy walczyli o swoje przed sądami gospodarczymi, ale raczej z marnym skutkiem. Straty z tego tytułu próbują też w całości zaliczać do kosztów podatkowych. Na to nie godzi się fiskus. Z wyroków sądów administracyjnych (por. np. sygn. akt II FSK 1009/12) przebija następujące podejście: w tej mierze, w jakiej opcje zabezpieczały przepływy firmy w obcej walucie, można by brać pod uwagę pomniejszenie przychodów o związane z nimi wydatki. W pozostałej części trudno mówić o ich związku z bieżącą działalnością gospodarczą, a więc i zaliczaniu wynikających z nich strat do kosztów podatkowych. I kto ma rację?