Spór o to, jak traktować przepisy polskiej ustawy o grach hazardowych (t.j. Dz.U. z 2009 r. nr 201, poz. 1540 ze zm.), toczy się od pięciu lat. Kilka dni temu kolejny rozdział tej historii dopisał TSUE. Mimo iż co do zasady wyrok w sprawie C-98/14 Berlington Hungary jest korzystny dla przedsiębiorców, to na otwieranie szampana jeszcze za wcześnie.

Przepisy techniczne, konsekwencje faktyczne

Przepisy techniczne, konsekwencje faktyczne

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Polskie niejasności

Uchwalona w pośpiechu w listopadzie 2009 r. ustawa o grach hazardowych wprowadziła zakaz urządzania gier na automatach poza kasynami. Sęk w tym, że ustawodawca nie powiadomił Komisji Europejskiej o zmianie przepisów (procedura notyfikacji). A notyfikować należy przepisy techniczne (takie, które m.in. ze względu na konkurencyjność na rynku unijnym należy uzgodnić z Komisją Europejską oraz innymi państwami członkowskimi) w rozumieniu unijnej dyrektywy 98/34/WE. Nienotyfikowanych co do zasady nie można stosować wobec podmiotów prywatnych (czyli m.in. przedsiębiorców z branży hazardowej oraz graczy karanych za udział w grach). Spór toczy się więc o to, czy regulacja zawierała przepisy techniczne.

Trybunał Sprawiedliwości UE już w 2012 r. zajmował się polską ustawą. Stwierdził wówczas, że kontrowersyjne zakazy potencjalnie są przepisami technicznymi. Ich charakter powinny ostatecznie oceniać sądy krajowe – na podstawie orzecznictwa TSUE. To orzeczenie każda ze stron rozumiała po swojemu. Przedsiębiorcy twierdzili, że TSUE przesądził, iż polskie regulacje wymagały notyfikacji, a w związku z jej brakiem są bezskuteczne. Resort finansów stał na stanowisku, że TSUE nie rozstrzygnął sporu.

Kolejnym akordem jest orzeczenie sprzed kilku dni dotyczące węgierskich regulacji. TSUE stwierdził w nim: „Trybunał już orzekł, że przepisy krajowe, które zastrzegają organizację niektórych gier losowych wyłącznie dla kasyn, stanowią »przepisy techniczne« w rozumieniu wspomnianego art. 1 pkt 11, w zakresie, w jakim mogą mieć istotny wpływ na właściwości lub sprzedaż produktów użytkowanych w tym kontekście”. TSUE odwołał się przy tym właśnie do sprawy z 2012 r., w której badał polskie regulacje.

– Takie stwierdzenie trybunału uprawnia do wyrażenia jednoznacznego poglądu, że również sporny art. 14 ust. 1 polskiej ustawy z 2009 r. zakazujący urządzania gier na automatach poza kasynami stanowi przepis techniczny w rozumieniu przywoływanej już dyrektywy. I jego projekt powinien być notyfikowany – uważa adwokat Dawid Korczyński.

Tę opinię podziela też Jacek Świeca, partner zarządzający w kancelarii Świeca i Wspólnicy. Jego zdaniem orzeczenie TSUE z 11 czerwca 2015 r. potwierdza, że przepisy ustawy o grach hazardowych były przepisami technicznymi i powinny być notyfikowane.

– Gdy ustawodawca krajowy cofa zezwolenia umożliwiające ich posiadaczom wykonywanie działalności gospodarczej, ma obowiązek przewidzieć na rzecz tych posiadaczy wystarczająco długi okres przejściowy, aby umożliwić im dostosowanie się do nowych regulacji lub rozsądny system odszkodowawczy – wskazuje mec. Świeca, twierdząc, że tak się nie stało w polskim przypadku.

Błędne tłumaczenie

Tuż po opublikowaniu orzeczenia przedsiębiorcy mieli jeszcze jeden powód do radości. Jak wynikało z opublikowanego wyroku, trybunał przesądził, że mogą oni dochodzić roszczeń odszkodowawczych bezpośrednio na podstawie dyrektywy. Oznaczałoby to, że nie trzeba szukać podstawy prawnej w przepisach krajowych.

Jak się jednak okazało, służby trybunału w polskiej wersji wyroku popełniły błąd, który następnie został powielony przez wiele mediów – w tym także DGP. Trybunał orzekł coś wręcz przeciwnego, a złe okazało się tłumaczenie.

– Ministerstwo Finansów kontaktowało się z TSUE w sprawie weryfikacji tłumaczenia wyroku – potwierdza Paweł Jurek, naczelnik wydziału obsługi medialnej resortu.

W efekcie polskojęzyczna wersja została już zmieniona.

– Zatem celem dyrektywy 98/34 nie jest takie przyznanie praw jednostkom, żeby naruszenie tych praw przez państwo członkowskie dawało podstawę do żądania odszkodowania – informuje resort finansów w przesłanym nam wyjaśnieniu.

Dalszy ciąg

Zdaniem mec. Dawida Korczyńskiego orzeczenie w sprawie węgierskiej będzie stanowiło kolejny ważny głos w prowadzonych przed polskimi sądami sporach między Ministerstwem Finansów a branżą hazardową. – Wydaje się, że w sprawach karnych skarbowych oraz dotyczących nakładania kar pieniężnych ze stwierdzeń trybunału dotyczących technicznego charakteru przepisu zakazującego urządzania gier na automatach poza kasynami i obowiązku notyfikacji jego projektu już można wyciągnąć wnioski – wskazuje mec. Korczyński.

Innymi słowy: sądy nie powinny już karać za naruszenie przepisów ustawy o grach hazardowych, bowiem będą je traktować za bezskuteczne wobec obywateli.

Większy problem może być jednak z uzyskaniem odszkodowania przez te podmioty, które ucierpiały na decyzjach organów państwa (np. poprzez konfiskatę automatów do gier).

Orzeczenie dotyczące węgierskich przepisów może zaś z pewnością stanowić dla polskich sądów asumpt do wystąpienia do TSUE z pytaniami prejudycjalnymi. Jak tłumaczy mec. Korczyński, z jednej strony trybunał wskazał, że samo naruszenie dyrektywy 98/34 nie jest podstawą żądania od państwa członkowskiego, na podstawie prawa unijnego, naprawienia szkody poniesionej w wyniku naruszenia. Z drugiej jednak TSUE rozstrzygnął, że celem art. 56 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (dot. swobodnego świadczenia usług) jest przyznanie jednostkom praw w taki sposób, żeby ich naruszenie przez państwo rodziło dla jednostek roszczenie o naprawienie szkody.

– Ustalenia dotyczące powstania szkody nie są generalne, a badanie odpowiednich przesłanek powstania szkody każdorazowo należy do sądu krajowego, który w postępowaniu rozpatruje sprawę i stwierdza, czy doszło do naruszenia w konkretnym przypadku, a dopiero wtedy bada przesłanki dotyczące odpowiedzialności odszkodowawczej państwa – zastrzega jednak resort finansów.

Co powinni zrobić przedsiębiorcy?

– Moim zdaniem jedyna droga dla poszkodowanego przedsiębiorcy to skarga do TSUE przeciwko Polsce – odpowiada mec. Jacek Świeca.

Inaczej widzi to adwokat Dawid Korczyński, którego zdaniem sądy krajowe mogą już teraz wydawać korzystne dla przedsiębiorców wyroki. ©?

Wyrok węgierski nie przesądza o charakterze polskich przepisów

prof. dr hab. Marek Szydło

kierownik Zakładu Prawa Konkurencji i Regulacji Sektorowej, Uniwersytet Wrocławski

Wbrew temu, co się może na pierwszy rzut oka wydawać, orzeczenie TSUE w sprawie C-98/14 Berlington Hungary nie może być bezpośrednio wykorzystywane dla wyciągania ostatecznych konkluzji co do statusu przepisów polskiej ustawy o grach hazardowych jako przepisów technicznych w rozumieniu dyrektywy 98/34. W orzeczeniu TSUE zbadał przepisy węgierskiej ustawy w sposób dogłębny i wypowiedział się o nich definitywnie i autorytatywnie. Tymczasem w znanym orzeczeniu z 2012 r. w sprawie Fortuna i inni, dotyczącym przepisów polskiej ustawy, trybunał rozstrzyganie o ewentualnym statusie tych przepisów jako przepisów technicznych pozostawił sądowi krajowemu. Nie wypowiedział się zatem o przepisach polskiej definitywnie i ostatecznie.

Jest też bardzo znamienne, że w orzeczeniu w sprawie Berlington Hungary trybunał, uznając przepisy węgierskiej ustawy o grach hazardowych za przepisy techniczne w rozumieniu dyrektywy 98/34/WE, bynajmniej nie powołuje się na swoje wcześniejsze orzeczenie z 2012 r. w sprawie Fortuna w ten sposób, że stwierdza, iż przepisy węgierskiej ustawy stanowią przepisy techniczne identycznie (czy „tak samo” lub „analogicznie”), jak to miało miejsce w przypadku przepisów rozpatrywanych w orzeczeniu w sprawie Fortuna. Przeciwnie. trybunał przypomina tamto orzeczenie jedynie w ten sposób, że – cytuję – przepisy krajowe, które zastrzegają organizację niektórych gier losowych wyłącznie dla kasyn, stanowią przepisy techniczne w rozumieniu wspomnianego art. 1 pkt 11, w zakresie, w jakim mogą mieć istotny wpływ na właściwości lub sprzedaż produktów użytkowanych w tym kontekście. To, czy dane przepisy krajowe mogą mieć taki istotny wpływ na właściwości lub sprzedaż produktów wymaga dogłębnego zbadania w każdym poszczególnym przypadku. W przypadku przepisów węgierskich trybunał rzeczywiście samodzielnie przeprowadził takie badanie. Natomiast w przypadku przepisów polskich trybunał takiego badania nie przeprowadził, lecz zlecił to sądowi krajowemu.