Potem nagle urząd zmienił zdanie i stwierdził, że ma być 22 proc. Przedsiębiorca przegrał w Naczelnym Sądzie Administracyjnym, bo ten uznał, że zaufanie zaufaniem, ale wszyscy muszą płacić tyle samo. Skoro więc dogłębna analiza wykazała, że ma być 22 proc., to nie może być mniej.

Po wygranej ze sprzedawcą rybek fiskus wypłynął na szersze wody. I zażądał milionów od firm, które za publiczne pieniądze umacniały brzegi morskie. Musiały złożyć oferty bez VAT, bo urzędy morskie twierdziły, że są to inwestycje nieopodatkowane. Z góry odrzucały oferty z 23-proc. podatkiem. Po latach przyszli inni urzędnicy – tym razem z kontroli skarbowej – i stwierdzili, że VAT się jednak należał. Poczuli się jeszcze pewniej, gdy i NSA orzekł po ich myśli.

Przegrani nie mają co liczyć na pomoc żadnego z urzędów, także tych najwyższych, bo one „nie czują się kompetentne”. Pozostaje tylko domagać się odszkodowania w sądach. Byłby to doskonały sprawdzian, na ile państwo poważnie traktuje to, do czego samo zobowiązało się w art. 8 kodeksu postępowania administracyjnego i art. 121 ordynacji podatkowej. Ile warte są słowa, że „organy administracji publicznej prowadzą postępowanie w sposób budzący zaufanie jego uczestników do władzy publicznej”.